Obserwatorzy

czwartek, 25 lutego 2016

Do tulenia...

 

   Witam :) Dziś krótko i na temat ;) Rodzinka przytulaków. Miały iść do adopcji, ale Tajfun przywłaszczył je sobie na amen. Co wieczór bierze wszystkich do łóżka, i co ranek wynosi do salonu "przed telewizor" :) Chyba będę musiała robić i robić nowe, póki mu się nie znudzą.

   To jest Skitek. Dlaczego Skitek - nie pytajcie. Mysli Tajfuna, to myśli Tajfuna, nie nam, prostym śmiertelnikom, znać tory, po którym owe myśli wędrują :D





   A to Spaninka. Tez nie pytajcie :) Ani sekundy zastanowienia nie było. Ma dziecio jakieś skojarzenia, które ja dostrzec nie jestem w stanie :)




Skitek ze Spaninką, słodka parka :)
A to śpiąca Zaja, aniołek stróż dla maluszka.


   Wysokość laleczek to 35, 33 i 37 cm (bez uszek).

   Teraz mam propozycję zrobić figurki wrestlerów :O Kto nie wie, kim oni są, niech wprowadzi w wyszukiwarce WWE. Wszystko będzie jasne ;) Muszę pokombinować, jak to zrobić, by one były rozpoznawalne :) 

   A teraz Kochani zmykam. Boję się nawet pomyśleć o tym, jak to ja jutro będę wstawać :)
   Spokojnej nocki i miłego dnia :)

   Pa!

poniedziałek, 22 lutego 2016

Problemy: Puszczy i nasze...

 

   Dziś poruszę bardzo bolący, nieprzyjemny i niewygodny temat. Post będzie długi i nudny, i pewnie nie wszyscy dotrwają do końca. Ekologia w Puszczy Białowieskiej. Zmusiła mnie do jego napisania dyskusja, rozwiązana dziś na Facebooku. Pisałam już na ten temat kiedyś. Obiecałam, że więcej nie będę. Ale niestety, sytuacja się pogarsza w tempie błyskawicznym, a wina, jak zwykle, zwala się z winowajcy na poszkodowanego. 

   Ponad pięć lat temu, jak tylko zaczęła się cała ta awantura o Puszczę, ten fars o nazwie Natura 2000, cała sytuacja wydawała się na tyle absurdalna, że nikt praktycznie nie wierzył w to, że TO wejdzie w życie. Niestety, ktoś podpisał ten straszny w swojej bezmyślności dokument, nie czytając, jak to u nas się wodzi, drobnego druczku. Albo i przeczytał, ale wygody własne przeważyli troskę o dobro dobra narodowego. Moje słowa komuś mogą pokazać się szydercze. No, nie zaprzeczam, tak jest. Ale proszę pamiętać, że my jesteśmy z Puszczą codziennie, rok po roku już od wielu lat! Ja pamiętam  jeszcze malutkie, które z trudem można było wyszukać wśród mchu, roślinki, które stały już pięknymi dużymi drzewami. I potężne przepiękne olbrzymy, od których teraz zostały tylko straszne szkielety, chociaż przyroda miała dla nich jeszcze wiele, wiele lat życia. Ale my im nie pomogliśmy, i one zginęły.


Te "okorowane" świerki martwe już od jakiegoś czasu. Z nich kornik już dawno wyleciał i zdążył już zniszczyć setki innych drzew.






Te rude korony, to "świeżo" martwe, jeśli tak można powiedzieć.



   Chyba kiedyś już pokazywałam te zdjęcia. Nie robię nowych w zasadzie. To zbyt straszne widoki.

   Często słyszę, że martwe drzewo w Puszczy jest potrzebne. Oczywiście, że potrzebne! Kto o to dyskutuje? To i próchnica, i miejsce zamieszkania milionów żyjątek, i pokarm dla olbrzymiej ilości ptaków. Samo martwe drzewo nie jest w Puszczy problemem. Problemem teraz jest jego ilość, i sposób, w który powstaje. A mianowicie, kornikowa inwazja na świerki. Ile drzew na hektar lasu rocznie pada w zwykłych warunkach? Kilka. Góra kilkanaście. A jeśli pada kilkadziesiąt? A jeśli kilkaset? Absurd? Wcale! Pod koniec lata-początek jesieni na terenie tylko jednego leśnictwa Krynoczka było odnaleziono około 4500 świeżo zaatakowanych przez kornika świerków. Świeżo! Nie mówię o tych, co już stoją martwe. Jesienią wszystkie tryby były usłane grubą warstwą igliwia, samochód jechał, jak po pierzynie. W lesie pod igliwiem nie widać było mchu. Są miejsca, gdzie na kilka hektarów nie można znaleźć ani jednego żywego świerka. Nawet młode są martwe. Sterczą w niebo tylko straszne gołe kości. Uwierzcie mi, nie przesadzam. Mogę zaprowadzić i pokazać. Na koniec jesieni na terenach ściśle chronionych, czyli tam, gdzie nawet wstęp nieupoważnionym wzbroniony, liczyło się już ponad milion martwych drzew! PONAD MILION!!! Wyobraźcie tylko sobie tę liczbę! A teraz wyobraźcie co innego. Ile da rady stać suchy świerk? Rok? Góra dwa. Potem pada. Brzoza, na przykład, ma giętkie, a do tego kruche gałęzie. Jeśli pada, gałęzie pod nią się łamią i konar praktycznie leży na samej ziemi. Natomiast świerk gałęzie ma twarde, które nie łamią się tak łatwo, a jeśli już, to mają ostre, niebezpieczne miejsca złamań. I konar leży od 0,5 do 1,5 m nad ziemią, oparty na tych odłamkach i odłamkami że grożąc we wszystkie strony. A teraz wyobraźcie sobie, ze na nie takiej już dużej powierzchni lasu pada ponad milion takich konarów. No, po pierwsze, nie wszystkie będą w stanie upaść, będą się zawieszać jedno na drugim, stwarzając na prawdę katastrofalne niebezpieczeństwo dla zamieszkującej te tereny zwierzyny. A po drugie... Jaki zwierz da radę przebić się przez tak potężne, pewnie 3-4 metrowe "barykady"? Lis, może jeszcze zając. Ale na pewno ani sarenka, ani jeleń, ani nawet żubr. I zwierzyna zostawi te lasy, szukając sobie bardziej przydatnego do zamieszkania miejsca. Żubry już co raz częściej i na dłużej wychodzą z Puszczy w pola i na łąki, bo są już miejsca, gdzie one nie w stanie są się poruszać. A i sarenki... Widzieliście kiedyś nadzianą w skoku na ostry odłamek gałęzi sarenkę? A ja widziałam! I uwierzcie mi, widzieć jej cierpienia było jednym z najkoszmarniejszych przeżyć mojego życia! 
   A i młode rośliny przez taką warstwę do światła się nie przebiją. Ile trzeba czasu, by te drzewa spróchniały i opadły na ziemię? 20? 30 lat? Nawet nie wiem... To kiedy na tym miejscu znów powstanie Puszcza? I czy będzie to już TA SAMA Puszcza? A przecież wystarczyło na początku lata, jak tylko kornik zaatakował pierwsze drzewa, ściąć je, te 20-30, a pozostałe setki by żyły nadal! Nadal służyły by domem dla ptaków i nadal produkowały by miliony metrów sześciennych tlenu.

   Najpopularniejsze oskarżenia w nasz adres dotyczą tego, że my dla pieniędzy gotowi jesteśmy całą Puszczę wyciąć pod korzeń. Sorry bardzo! Popróbujcie na to popatrzeć z naszego punktu widzenia. My pracujemy w Puszczy. My z Puszczy żyjemy. Wychowujemy swoje dzieci, doglądamy rodziców. Musimy na to wszystko mieć pieniądz, i owszem. Ale! Nam z mężem do emerytury jeszcze 15-19 lat. I my chcemy, by przynajmniej na ten czas starczyło nam w Puszczy pracy. A dla tego trzeba, by Puszcza kwitła i dobrze się miała. Nie w naszych interesach wyciąć, jak to o nas się mówi, Puszczę za rok. No bo z czego my będziemy żyć potem? Dla nas ważne, by Puszcza miała jak najlepiej, by rosła, by była mocna i potężna. Bo to będzie znaczyć, że dla nas, i dla naszych dzieci zawsze znajdzie się tam praca. A do tegoż, wycinka teraz nie jest najważniejszą częścią umowy. W 2015 roku posadziliśmy 6 ha młodego lasu, ponad 26 000 sadzonek! Do tego ogromne tereny pielęgnacji młodych nasadzeń, obkaszanie, owijanie wełną i gałęziami świerkowymi, grodzenie. W tym roku planowane jest sadzenie około 250 000 sadzonek. Nie nawijam, mamy przecież opis prac do umów. Ja osobiście posadziłam tysiące sadzonek, pomagałam w sadzeniu setek tysięcy. Własnoręcznie zebrałam i wywiozłam z lasu tony śmieci! Kto z tych naszych szanownych ekologów może pochwalić się takim dorobkiem? Gwarantuje, że nikt! A ten, kto może, nie będzie krzyczeć na każdym rogu o ratowaniu Puszczy, tylko będzie PRACOWAĆ, by ją ratować.

   Mogłabym pisać bez końca. O ekologach, którzy przyjeżdżają ogromnymi terenówkami na tereny ścisłe, nie mając żadnych przepustek ani pozwoleń, i w czasie upałów i zagrożenia pożarowego w Puszczy wyrzucają przez okna samochodów niezgaszone niedopałki papierosów (na własne oczy widziałam!) O młodych pseudoekologach, którzy przywiązują się do drzew w znak solidarności (!) z chrząszczem, o którym nawet nie mają pojęcia, jak wygląda. I w końcu przyznają się, że są tu tylko dlatego, że mają po 50 zł za dniówkę. O profesorach, którzy porównują liczebność dzięciołów teraz i dwadzieścia lat temu, nie mając pojęcia, ile ich tak na prawdę było dwadzieścia lat temu, no bo "Panie, kto je wtedy liczył?" a na pytanie, skąd w takim razie wie, że stało mniej, odpowiada: "No bo wiem, że mniej" I o dzięciołach, o których tak się martwią ci ekolodzy, i które dziś mają wyżerkę na maksa, wydziobując z pod kory tego ponad miliona świerków robactwo. Ale co one będą wydziobywać za rok? Przecież żywych "choinek" już nie zostanie. I co? A polecą sobie gdzieś indziej, gdzie te robaki jeszcze są. I Puszcza zostanie bez dzięciołów, a oskarżą o to znów że nas, bo niby my im swoimi pracami życie zakłócamy. Absurd totalny! Natura jest mądra, i te zwierzaki baaaardzo dobrze rozumieją, że z naszej strony im nic nie grozi. Czy to jedziesz samochodem, czy traktorem, czy pracujesz piłą - podchodzą i się gapią :) Odejdą trochę tylko wtedy, jak zatrzymasz się i zaczniesz gapić się na nie :D Lisy chodzą dookoła samochodów i gotowe opony osikać (sorry! :D ) Żubry przychodzą na podwórza i objadają z żarcia trzodę domową. A jak w złym humorze, to i dla właściciela może dostać się "porcja". Tak że na razie nie mają zwierzaki źle. Ale w najbliższym czasie, jeśli nic się nie zmieni, zwierz z Puszczy ucieknie, tak, jak i ptak. I zostaną nasi wspaniali ekolodzy sam na sam z ogromnym martwym cmentarzem, który kiedyś był płucami całej Europy. A stał pomnikiem ludzkiej głupoty i chciwości.

   Mogłabym pisać bez końca. Ale czy jest sens? Mądry i tak będzie myśleć. Mało kto się odezwie, bo się boi. Bo będzie musiał wytrzymać napady wieli "prawowitych obrońców", nie mających żadnych skrupułów. A głupi... A może nawet i nie głupi, ale mający w tym swój interes... I tak napisze: "Bzdura!" Po prostu "bzdura", bez żadnych argumentów, bez liczb, bez faktów... Bo to dla nich odpowiada: wszystko, co nie jest po ich myśli, jest bzdurą!

   I na tym dziś skończę. Chcę zamknąć ten temat, bo zmęczona już jestem kompletnie, starając się udowodnić, że nie jestem traktorem. Wiem, że od dziś dużo kto usunie mnie ze znajomych, a niektórzy pewnie i zablokują. Ale, prawdę mówiąc, mało to mnie obchodzi. Bo ten, kto mnie zna, ten  i tak wie, jak odnoszę się do Puszczy, i co gotowa jestem dla niej zrobić. I ten i tak zostanie ze mną. A kto nie zna... Temu i tak nic nie udowodnię. 

   Z całego serca dziękuję tym, kto dotrwał do końca.

   Miłej pory doby Kochani. 

   Pa!

czwartek, 18 lutego 2016

Kapliczka c.d...

Kaplica w pamięć zmarłych od ciężkiej epidemiologicznej choroby w 1832 roku.
Wieczna pamięć im z rodu w rod.
Pobudowana na środki Jana i MariiMałaszewskich.
Budowniczy Wołodzimierz Leszczyński i Bazyl Siegień.
Dubicze Osoczne 2006 r.

   Dziś pokażę Wam, jak urządzona jest Kapliczka w środku. Jak już pisałam, całe jej ubranstwo to dary mieszkańców, jak Dubicz Osocznych, tak i okolicznych wsi, a także i bardziej oddalonych miejscowości. Każdy, kto uważa, że ma jakąś więź z naszą wsią, albo kto chce prosić Świętego Serafina z Sarowa o pomoc, wniósł coś swojego. Ikony, świeczniki, obrusy, dywaniki, wazony. kwiaty, świece...


Tę chorągiew ja wyhaftowałam techniką haftu cerkiewnego (złotego) ku dniu oświęcenia kapliczki. 
Napis z tyłu chorągwi: " W lato 2007 r. chorągwie te włożone zostały do kaplicy Św. Serafina Sarowskiego mieszkańcami wsi Dubicze Osoczne".

Tę chorągiew do pary wyhaftowała mieszkanka wsi P. Eugenia Pietruczuk.

Ta tablica u dołu praktycznie powtarza tę, co wisi przy wejściu na zewnątrz.
To jest nasz patron Św. Serafin z Sarowa (Sarowski)






Tę tak zwaną pielenę pod ikonę też wyhaftowałam ku otwarciu kaplicy.

   Serafin z Sarowa (Serafin Sarowski, ros. Серафим Саровский, imię świeckie: Prochor Izydorowicz Masznin, ros. Прохор Исидорович Машнин; ur. 19 lipca 1759 lub 1754 w Kursku, zm. 2 lutego 1833 w Sarowie) – święty prawosławny, mnich, asceta, „święty starzec” i mistyk związany z monasterem Zaśnięcia Matki Bożej w Sarowie. Ostatni święty Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego kanonizowany przed upadkiem caratu. Do jego kanonizacji przyczynił się car Mikołaj II Romanow, jednak nieformalny kult Serafina zaczął funkcjonować natychmiast po jego śmierci.
   Serafin z Sarowa, obok Sergiusza z RadoneżaTeodozjusza Pieczerskiego i Tichona Zadońskiego, wymieniany jest jako jedna z kluczowych postaci dla historii duchowości prawosławia rosyjskiego. Ulubiony patron, powoli odkrywany także przez katolików.
   Źródło informacji - Wikipedia.   

   Radzę poczytać jego pouczenia. O ile by mniej ludzi mieli problemów, żeby chociaż czas od czasu do nich się stosowali! 
   To tyle na dziś :) Miłej pory doby Wam :)
   Pa!

sobota, 13 lutego 2016

Kapliczka...

   

Kiedyś obiecałam Wam opowiedzieć historię naszej wiejskiej kapliczki. Obiecanego... Wiadomo... ;) Dziś spełniam obietnicę...

   1832 rok. W okolicy szaleje cholera. Wieś zdziesiątkowana. Nie ma chyba rodziny, której nie dotknęła zaraza. Jak to od wieków się robi, chowano zmarłych nie na parafialnym cmentarzu, tylko niedaleko za wsią, wśród pól, na górce. Miało to, po pierwsze, zapobiec wznowieniu zarazy, nowym zakażeniom w przyszłości, po odwiedzeniu grobów bliskich. A po drugie... schorowane, osłabione przez chorobę i rozpacz ludzi nie mieli sił, ani możliwości wieźć zmarłych za trzy kilometry na główny cmentarz. Nie stawiano pomników. Nie było komu je robić ani ustawiać. Najwyżej, jak kto dał radę, stawiał w pamięć duże kamienie... A ktoś nawet potrafił jeszcze w twardym granicie wydrążyć podobiznę krzyża...



   Wiele lat to było prawie przeklęte miejsce. Mimo że tam leżały bliscy, strach przed zarazą był silniejszy.

   Po wojnie, kiedy zaczęli ludzie odbudowywać spalone przez faszystów domostwa (od całej wsi zostało chyba tylko dwa domy i parę stodół), pod fundament zaczęli brać duże kamienie z cholerycznego cmentarza. Trudno powiedzieć, czy dobrze to było, czy źle. Z jednej strony to jak by rabowanie grobów. Ale z drugiej... Na dobre sprawy to poszło, dla życia, dla odbudowy dobrobytu. Z czasem okoliczne gospodarze zaczęli odorywać pas za pasem od zapomnianego prawie cmentarza, powiększając swoje ubogie pola.

   Pod koniec XX weku o los cmentarza zaczął walczyć mieszkaniec Hajnówki, który miał w Dubiczach Osocznych działkę ze starym domkiem, Pan Jan Małaszewski. Wraz z żoną Marią Pan Jan cały swój czas poświęcał na wyszukiwanie starych zapomnianych grobów, cmentarzy, walkę o ich odnowę, na zwiedzanie świętych miejsc, monasterów, na pielgrzymki. To jego zasługa, że na parafialny cmentarz zostały przeniesione szczątki rosyjskich żołnierzy z czasów "carskiej" wojny, postawione krzyże i zamontowana tabliczka. Później na miejsce tych nasypanych z ziemi grobków parafianie zaczęli ustawiać wymieniane nagrobki, stawiać kwiaty i znicze.

   Walka o teren cholerycznego cmentarza zaczęła się z tego, że P. Jan domagał się wpisu go do rejestrów jako ziemi gminnej. To jemu się udało. Wtedy zaczęło się sprzątanie, karczowanie, porządkowanie. Ziemia cmentarza została oświęcona. Gmina przekazała ją do parafii Nowoberezowo. Dla mnie to trochę dziwne, ale daleko nie wszystkim  mieszkańcom to się podobało. Gadało się, że tam zakopywali padniętą zwierzynę domową, więc nie wolno tej ziemi oświęcać. I co? Niech tam będzie ogrom tej zwierzyny, ale jeśli jest chociaż jedna dusza ludzka, to ona zasługuje na szacunek i upokojenie. Kilka lat P. Jan obsadzał ten kawałek ziemi brzózkami, jarzębinami, które kupował w szkółce. Zające i sarenki zimą objadały młode roślinki, a na wiosnę P. Jan znów nasadzał nowe. Teraz dookoła rosną dorodne piękne drzewa, które są prawdziwą ozdobą okolicznych pól.

   Po śmierci męża Pani Maria położyła wszystkie siły, by spełnić jego ostatnią wolę, jego marzenie życia: sfinansowała na cmentarzu budowę kapliczki. W 2006 roku budowa była skończona. Przez zimę kapliczka stała pusta, a od wiosny zaczęło się jej urządzenie. Ludzi przynosili ikony, haftowane ręczniki, świeczniki, obrusy. Mężczyźni odkupili u drogowców płytki z rozbiórki chodników i wyłożyli przed kapliczką placyk,  żeby podczas nabożeństwa nie deptać się w piachu. Postawili ławki. Oświęcenie było zaplanowane na 1 sierpnia 2007 r., na święto St. Serafina Sarowskiego, czyje imię i dostała kapliczka.  Zaproszone było radio i TV białostocka. 

   Po tych uroczystościach usłyszałam od Pani Marii: "Teraz wykonałam wszystko, co musiałam. Mogę już odejść." Dwa lata później odeszła.



   Co roku 1 sierpnia przy kapliczce zbierają się okoliczne mieszkańce. Już nie tylko z Dubicz, jak było w pierwszym roku. Z Chytry, z Nowego i Starego Berezowa, z Borka i Hajnówki. A nawet przyjeżdżają Ci, co mieszkają już daleko... W tym roku przygotowaniami do świętowania zajęła się młoda, energiczna Pani sołtys Dubicz, Barbara Golonko. I z pomocą nie mniej energicznej nowej Pani wójt Lucyny Smoktunowicz we wsi odbyło się prawdziwe święto! Takie, jak za dawnych czasów: z nabożeństwem, wspólnym obiadem pod dachem wojskowych namiotów, ze śpiewem ludowych pieśni, z zabawami dzieci i długimi biesiadami. 

   Było wspaniale! Uwierzcie mi, takie święta warte są każdego wysiłku! I na TAKĄ pamięć chyba nawet nie liczył Pan Jan...












 To własnie nasza Pani sołtys :)




   Na dziś to wszystko :) Dobrej pory doby Wam Kochani :)

   Pa! :)