Jest taka wieś w powiecie hajnowskim na Podlasiu. Fajna nazwa, prawda? :)
Witajcie Kochani!
Na razie nie dogrzebałam się, skąd nazwa pochodzi. Ale jeśli wziąć pod uwagę, że dookoła lasy, to nic dziwnego w takiej nazwie nie ma. Wieś ta dawno budziła moje zainteresowanie. Ale że znajduje się trochę na uboczu tych dróg, którymi jeżdżę na co dzień, to musiała doczekać się okazji.
Kiedyś przez wieś szła droga z Połowców (przejście graniczne z Białorusią) do Hajnówki. Była bardzo uczęszczana, więc co ni rusz dochodziło tu do kolizji. Dzięki Bogu, bez ofiar ludzkich, ale ile musieli powypłacać rolnicy za potrącone przez krów samochody!!! ;) Wiadomo, rolnik winien zawsze i wszystkim. I nikogo nie obchodziło, że to wieś, że tu mogą być dzieci, zwierzęta... Przelatywały samochody, prawie nie zniżając prędkości. I płacili za to rolnicy: i krów tracili, i za uszkodzenie samochodów płacili. Kilka lat temu, przy okazji przebudowy tej drogi, poprowadzono ją w obchód wsi. Teraz tam cisza i spokój. Ale, jak mówią mieszkańce, zdecydowanie za późno. Zostało we wsi 32 osoby, w tym tylko jedna chyba rodzina z małym dzieckiem. Pozostałe to emeryci. Wieś jest kilometrach w 20 od Hajnowki i około 5 od najbliższego sklepu, w Dubiczach Cerkiewnych. Czyli, miejsce nie zbyt sprzyjające rozwojowi socjalu.
Mnie natomiast interesowała ona pod innym względem. Kiedyś jeździłam tu dość często i widziałam około wsi w zaroślach krzaczorów kilkanaście starych krzyży. Interesowała mnie ich historia, bo nie wyglądały one na zwykłe wiejskie lub przydrożne. Wczoraj, z okazji wolnego, postanowiliśmy z Tajfunem uczynić przejażdżkę w tamte strony.
Ta kapliczka jest szczególnie interesująca. Typowy motyw i wystrój katolicki z prawosławnym krzyżem u góry, na prawosławnym cmentarzu. Taka kwintesencja tutejszej kultury, wiekowej mieszanki wiar i obyczajów.
Tak, to jest stary, dawno opuszczony cmentarz. Chowano na nim mieszkańców wsi do czasu, póki okolice nie zdziesiątkowała epidemia cholery. Prawdopodobnie, to był rok 1832. Przynajmniej, choleryczny cmentarz niedaleko mojej wsi jest datowany tym rokiem.
Wtedy władze zabroniły pochowków na starym cmentarzu, bo był blisko wsi i drogi. Przeniesiono pogrzeby głębiej w las i tak to już zostało. Natomiast ten po woli zarastał i zanikał. W 20 wieku pochowano tu jeszcze kilka osób z jednej rodziny, przodkowie której tu już byli. Ostatni pogrzeb odbył się chyba na początku lat 90-ch. Ale to już były pojedyncze wydarzenia. Siostra ostatniego pochowanego pobudowała właśnie tę kapliczkę. To była ostatnia osoba, która opiekowała się tym starym cmentarzem. Potem zmarła i ona...
W 2015 roku zakończono budowę nowej drogi. Jest szeroka, czysta i równa, jak lotnisko :) Z niej odkrywa się widok na stare krzyże. Ksiądz prawosławnej parafii w Dubiczach Cerkiewnych, do której należy Jelonka, zaczął porządkowanie cmentarza. Zostały częściowo powycinane krzaki, wysprzątane śmieci. Mam nadzieję, że w tym roku prace będą kontynuowane. Widziałam wczoraj świeżo ułożone płytki chodnikowe, które ułatwiają dostęp z drogi do krzyży.
Pomimo cmentarnych krzyży, na wjeździe do wsi ze strony Hajnówki po obu stronach drogi stoją także krzyże wiejskie. Według obyczajów podlaskiej ludności, mają one za zadanie chronić wieś i jej mieszkańców od wszelakich napaści.
Ale mimo tej ochrony w 2004 roku Jelonkę nawiedziła kolejna klęska. Jechaliśmy wtedy akurat ze starszym synem (miał wtedy 8 lat) z granicy. Gnała nas potężna czarna chmura. Tylko zdążyliśmy wskoczyć do domu, jak rozpętała się straszna, ale krótka burza. A po półgodziny dzwoni znajomy, z którym razem staliśmy w kolejce na granicy i pyta, czy wszystko z nami w porządku. Okazało się, że w tym czasie przez las po obu stronach granicy przeszła potężna trąba powietrzna. która położyła pas drzew szerokości około 30 do 50 m. Wieś okazała się na jej drodze. Prawie nie zostało dachów na domach, rozwalone zostały stodoły, szopy i chlewy. Cudem obeszło się bez ofiar. Władzę i ubezpieczenia pomogły odbudować wieś. Szczególne wrażenie na mnie wtedy wywarł, przygnieciony powalonym drzewem wiejski krzyż... Teraz na jego miejscu stoi nowy, postawiony w tym samym roku.
Teraz to cicha umierająca wioseczka. Połowa domów stoi pustych. Na każdym nowy, piękny dach, ale... brak życia...
To tyle na dziś...
Pa Kochani! Dziękuję, że jesteście ze mną!
O tym, jak żyję, czym się zamartwiam, o czym marzę... Jak radzę sobie z nudą i rutyną codzienności :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opisy miejsc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opisy miejsc. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 marca 2016
czwartek, 18 lutego 2016
Kapliczka c.d...
![]() |
| Tę chorągiew ja wyhaftowałam techniką haftu cerkiewnego (złotego) ku dniu oświęcenia kapliczki. |
![]() |
| Napis z tyłu chorągwi: " W lato 2007 r. chorągwie te włożone zostały do kaplicy Św. Serafina Sarowskiego mieszkańcami wsi Dubicze Osoczne". |
![]() |
| Tę chorągiew do pary wyhaftowała mieszkanka wsi P. Eugenia Pietruczuk. |
![]() |
| Ta tablica u dołu praktycznie powtarza tę, co wisi przy wejściu na zewnątrz. |
![]() |
| To jest nasz patron Św. Serafin z Sarowa (Sarowski) |
![]() |
| Tę tak zwaną pielenę pod ikonę też wyhaftowałam ku otwarciu kaplicy. |
Serafin z Sarowa (Serafin Sarowski, ros. Серафим Саровский, imię świeckie: Prochor Izydorowicz Masznin, ros. Прохор Исидорович Машнин; ur. 19 lipca 1759 lub 1754 w Kursku, zm. 2 lutego 1833 w Sarowie) – święty prawosławny, mnich, asceta, „święty starzec” i mistyk związany z monasterem Zaśnięcia Matki Bożej w Sarowie. Ostatni święty Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego kanonizowany przed upadkiem caratu. Do jego kanonizacji przyczynił się car Mikołaj II Romanow, jednak nieformalny kult Serafina zaczął funkcjonować natychmiast po jego śmierci.
Serafin z Sarowa, obok Sergiusza z Radoneża, Teodozjusza Pieczerskiego i Tichona Zadońskiego, wymieniany jest jako jedna z kluczowych postaci dla historii duchowości prawosławia rosyjskiego. Ulubiony patron, powoli odkrywany także przez katolików.
Źródło informacji - Wikipedia.
Radzę poczytać jego pouczenia. O ile by mniej ludzi mieli problemów, żeby chociaż czas od czasu do nich się stosowali!
Serafin z Sarowa, obok Sergiusza z Radoneża, Teodozjusza Pieczerskiego i Tichona Zadońskiego, wymieniany jest jako jedna z kluczowych postaci dla historii duchowości prawosławia rosyjskiego. Ulubiony patron, powoli odkrywany także przez katolików.
Źródło informacji - Wikipedia.
Radzę poczytać jego pouczenia. O ile by mniej ludzi mieli problemów, żeby chociaż czas od czasu do nich się stosowali!
To tyle na dziś :) Miłej pory doby Wam :)
Pa!
sobota, 13 lutego 2016
Kapliczka...
Kiedyś obiecałam Wam opowiedzieć historię naszej wiejskiej kapliczki. Obiecanego... Wiadomo... ;) Dziś spełniam obietnicę...
1832 rok. W okolicy szaleje cholera. Wieś zdziesiątkowana. Nie ma chyba rodziny, której nie dotknęła zaraza. Jak to od wieków się robi, chowano zmarłych nie na parafialnym cmentarzu, tylko niedaleko za wsią, wśród pól, na górce. Miało to, po pierwsze, zapobiec wznowieniu zarazy, nowym zakażeniom w przyszłości, po odwiedzeniu grobów bliskich. A po drugie... schorowane, osłabione przez chorobę i rozpacz ludzi nie mieli sił, ani możliwości wieźć zmarłych za trzy kilometry na główny cmentarz. Nie stawiano pomników. Nie było komu je robić ani ustawiać. Najwyżej, jak kto dał radę, stawiał w pamięć duże kamienie... A ktoś nawet potrafił jeszcze w twardym granicie wydrążyć podobiznę krzyża...
Wiele lat to było prawie przeklęte miejsce. Mimo że tam leżały bliscy, strach przed zarazą był silniejszy.
Po wojnie, kiedy zaczęli ludzie odbudowywać spalone przez faszystów domostwa (od całej wsi zostało chyba tylko dwa domy i parę stodół), pod fundament zaczęli brać duże kamienie z cholerycznego cmentarza. Trudno powiedzieć, czy dobrze to było, czy źle. Z jednej strony to jak by rabowanie grobów. Ale z drugiej... Na dobre sprawy to poszło, dla życia, dla odbudowy dobrobytu. Z czasem okoliczne gospodarze zaczęli odorywać pas za pasem od zapomnianego prawie cmentarza, powiększając swoje ubogie pola.
Pod koniec XX weku o los cmentarza zaczął walczyć mieszkaniec Hajnówki, który miał w Dubiczach Osocznych działkę ze starym domkiem, Pan Jan Małaszewski. Wraz z żoną Marią Pan Jan cały swój czas poświęcał na wyszukiwanie starych zapomnianych grobów, cmentarzy, walkę o ich odnowę, na zwiedzanie świętych miejsc, monasterów, na pielgrzymki. To jego zasługa, że na parafialny cmentarz zostały przeniesione szczątki rosyjskich żołnierzy z czasów "carskiej" wojny, postawione krzyże i zamontowana tabliczka. Później na miejsce tych nasypanych z ziemi grobków parafianie zaczęli ustawiać wymieniane nagrobki, stawiać kwiaty i znicze.
Walka o teren cholerycznego cmentarza zaczęła się z tego, że P. Jan domagał się wpisu go do rejestrów jako ziemi gminnej. To jemu się udało. Wtedy zaczęło się sprzątanie, karczowanie, porządkowanie. Ziemia cmentarza została oświęcona. Gmina przekazała ją do parafii Nowoberezowo. Dla mnie to trochę dziwne, ale daleko nie wszystkim mieszkańcom to się podobało. Gadało się, że tam zakopywali padniętą zwierzynę domową, więc nie wolno tej ziemi oświęcać. I co? Niech tam będzie ogrom tej zwierzyny, ale jeśli jest chociaż jedna dusza ludzka, to ona zasługuje na szacunek i upokojenie. Kilka lat P. Jan obsadzał ten kawałek ziemi brzózkami, jarzębinami, które kupował w szkółce. Zające i sarenki zimą objadały młode roślinki, a na wiosnę P. Jan znów nasadzał nowe. Teraz dookoła rosną dorodne piękne drzewa, które są prawdziwą ozdobą okolicznych pól.
Po śmierci męża Pani Maria położyła wszystkie siły, by spełnić jego ostatnią wolę, jego marzenie życia: sfinansowała na cmentarzu budowę kapliczki. W 2006 roku budowa była skończona. Przez zimę kapliczka stała pusta, a od wiosny zaczęło się jej urządzenie. Ludzi przynosili ikony, haftowane ręczniki, świeczniki, obrusy. Mężczyźni odkupili u drogowców płytki z rozbiórki chodników i wyłożyli przed kapliczką placyk, żeby podczas nabożeństwa nie deptać się w piachu. Postawili ławki. Oświęcenie było zaplanowane na 1 sierpnia 2007 r., na święto St. Serafina Sarowskiego, czyje imię i dostała kapliczka. Zaproszone było radio i TV białostocka.
Po tych uroczystościach usłyszałam od Pani Marii: "Teraz wykonałam wszystko, co musiałam. Mogę już odejść." Dwa lata później odeszła.
Co roku 1 sierpnia przy kapliczce zbierają się okoliczne mieszkańce. Już nie tylko z Dubicz, jak było w pierwszym roku. Z Chytry, z Nowego i Starego Berezowa, z Borka i Hajnówki. A nawet przyjeżdżają Ci, co mieszkają już daleko... W tym roku przygotowaniami do świętowania zajęła się młoda, energiczna Pani sołtys Dubicz, Barbara Golonko. I z pomocą nie mniej energicznej nowej Pani wójt Lucyny Smoktunowicz we wsi odbyło się prawdziwe święto! Takie, jak za dawnych czasów: z nabożeństwem, wspólnym obiadem pod dachem wojskowych namiotów, ze śpiewem ludowych pieśni, z zabawami dzieci i długimi biesiadami.
Było wspaniale! Uwierzcie mi, takie święta warte są każdego wysiłku! I na TAKĄ pamięć chyba nawet nie liczył Pan Jan...
To własnie nasza Pani sołtys :)
Na dziś to wszystko :) Dobrej pory doby Wam Kochani :)
Pa! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























































