Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikony haftowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikony haftowane. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

Kapliczka c.d...

Kaplica w pamięć zmarłych od ciężkiej epidemiologicznej choroby w 1832 roku.
Wieczna pamięć im z rodu w rod.
Pobudowana na środki Jana i MariiMałaszewskich.
Budowniczy Wołodzimierz Leszczyński i Bazyl Siegień.
Dubicze Osoczne 2006 r.

   Dziś pokażę Wam, jak urządzona jest Kapliczka w środku. Jak już pisałam, całe jej ubranstwo to dary mieszkańców, jak Dubicz Osocznych, tak i okolicznych wsi, a także i bardziej oddalonych miejscowości. Każdy, kto uważa, że ma jakąś więź z naszą wsią, albo kto chce prosić Świętego Serafina z Sarowa o pomoc, wniósł coś swojego. Ikony, świeczniki, obrusy, dywaniki, wazony. kwiaty, świece...


Tę chorągiew ja wyhaftowałam techniką haftu cerkiewnego (złotego) ku dniu oświęcenia kapliczki. 
Napis z tyłu chorągwi: " W lato 2007 r. chorągwie te włożone zostały do kaplicy Św. Serafina Sarowskiego mieszkańcami wsi Dubicze Osoczne".

Tę chorągiew do pary wyhaftowała mieszkanka wsi P. Eugenia Pietruczuk.

Ta tablica u dołu praktycznie powtarza tę, co wisi przy wejściu na zewnątrz.
To jest nasz patron Św. Serafin z Sarowa (Sarowski)






Tę tak zwaną pielenę pod ikonę też wyhaftowałam ku otwarciu kaplicy.

   Serafin z Sarowa (Serafin Sarowski, ros. Серафим Саровский, imię świeckie: Prochor Izydorowicz Masznin, ros. Прохор Исидорович Машнин; ur. 19 lipca 1759 lub 1754 w Kursku, zm. 2 lutego 1833 w Sarowie) – święty prawosławny, mnich, asceta, „święty starzec” i mistyk związany z monasterem Zaśnięcia Matki Bożej w Sarowie. Ostatni święty Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego kanonizowany przed upadkiem caratu. Do jego kanonizacji przyczynił się car Mikołaj II Romanow, jednak nieformalny kult Serafina zaczął funkcjonować natychmiast po jego śmierci.
   Serafin z Sarowa, obok Sergiusza z RadoneżaTeodozjusza Pieczerskiego i Tichona Zadońskiego, wymieniany jest jako jedna z kluczowych postaci dla historii duchowości prawosławia rosyjskiego. Ulubiony patron, powoli odkrywany także przez katolików.
   Źródło informacji - Wikipedia.   

   Radzę poczytać jego pouczenia. O ile by mniej ludzi mieli problemów, żeby chociaż czas od czasu do nich się stosowali! 
   To tyle na dziś :) Miłej pory doby Wam :)
   Pa!

poniedziałek, 8 lutego 2016

Zima, jak z bajki...

   ...nie może nie cieszyć :) Ale pobyła troszeczkę i zwiła od nas. Było biało, czysto, pięknie. Tylko zimno. Nie lubię zimna, marzną mi paluchy. I górne, i dolne :/ A jeździć trza, i zwierzaków obrządzać trza... Ale i tak szkoda, że tego piękna było tak mało...

   Witajcie Kochani :)
   Dziś będę krótko (jeśli mi to wyjdzie ;) ) J.w. - zima. W całej swojej krasie. Podlasie lśniło :) Szkoda tylko, że słoneczka wtedy było, jak na lekarstwo.












   Mogłabym wstawiać to bez końca :) Tyle jest pięknego! I tyle chce się pokazać! Ale obiecałam dziś krótko :) Więc pokażę jeszcze tylko Dwie ostatnie ikony, o których zapomniałam poprzednim razem. Trzecią muszę jeszcze sfotografować.












   To tyle na dziś :) Do nowego spotkania, moi wierni podglądacze :) Niebawem szykują się zmiany... Ale czas pokaże ;)

   Wszystkiego jak najlepszego!

   Pa!

niedziela, 22 listopada 2015

W te szare dni wspomniała mi się wiosna...


   Uwielbiam to zdjęcie. Nie chcę się chwalić, ale nie mogę na niego się napatrzeć :) Czemu tak wspomniałam raptem o nim? Robię ogrom zdjęć! Niestety, komórką, bo aparat mi padł. A komórka, to niestety, nie jest odpowiedni sprzęt do robienia takiego rodzaju zdjęć. Popatrzcie na te zgniecione płatki. Przypominają skrzydła motyla w momencie, kiedy wylęguje się z kokona. Nie prawdaż?

   Taki mały liryczny odstęp :)

   Witajcie Kochani! Czas leci, jak szalony. Nie nadążam za nim. Tyle chce się zrobić! A czasu wolnego jak na lekarstwo.Dzieci rosną, rozlatują się z domu. Już i drugie moje dziecko wyfrunęło. I córka i syn są teraz w Tarnowskich Górach. Jedna pracuje, drugi studiuje w Katowicach, na drugim końcu kraju. Z jednej strony, może to i nie jest tak źle. Są daleko, w większej mierze są zdani sami na siebie, uczą się radzić sobie w dorosłym życiu. Myślę, że córka jest już całkiem samodzielna, pomaga dla brata, a znaczy, i dla nas. I bardzo się cieszę, że moi dzieci są tacy, a nie inni, Czas, nerwy i zdrowie, poświęcone im, nie poszły na marne. I teraz możemy docenić prezent, jaki dostaliśmy od losu pięć lat temu :) naszego małego Tajfuna. Żeby nie on, dom byłby całkiem pusty i smutny.



   Jak widać, mamy nowego lokatora :) Bardzo szybko mała kotka zajęła cały duży dom :) Jest wszędzie i zawsze, rozrabia bardziej od Tajfuna i patrząc wprost w oczy tymi swoimi małymi mrugawkami, może złagodzić serce nawet naszego twardego Taty :D Tajfun ma przyjaciela do zabaw :) Tu, na przykład, duża śmieciara została zatrzymana przez policję za nielegalny przewóz w swojej pace kotki :D Co do pereł, które na codzień wydaje Tajfun w swoich rozmowach, to można książkę napisać. To jest powód do podziwiania tego, jaki giętki, dostosowujący się do każdych okoliczności umysł ma takie dziecko.




   Tak, tak, wcina papryczkę chilli. Obżarła mi całą! Ze 20 papryczek wraz z liściem. Myślałam, że sprzedawczyni mnie oszukała, i to wcale nie jest chilli. Popróbowałam. Musiałam potem szklankę mleka wychlastać. A ona choć by co!

   Teraz troszkę robótkowości. Mam okres haftowania ikon koralikami. Zobaczyłam u Pani, która przywozi do Hajnówki na rynek ogrom schematów, ikony, które mi bardzo się spodobały. Musiałam popróbować. Mimo że z koralikami do czynienia mam już od wielu lat, i haft cerkiewny troszkę znam, to jednak tu trochę inna technika. Dużo prostsza, niż haft cerkiewny. Tu praktycznie nie trzeba żadnych zdolności ani umiejętności, tylko cierpliwość, uwaga i czas. Siedzisz nad ikoną, haftując w tej technice, pod spokojną cichą muzykę... Relaks niesamowity! Bardzo odpręża i uspokaja.











   To jest tak zwana para wieńczalna. Czyli dwie ikony, Chrystus i Matka Boska, lepiej, żeby napisane w jednym stylu, którymi u nas tradycyjnie rodzice błogosławiają młodych do ślubu. Ikony zostają w nowej rodzinie, by chronić ją i jej dobrobyt.Teraz ikony już u stolarza, czekają na odpowiednie kioty (ramki). Rozmiar troszkę mniejszy, niż kartka papieru A4.
   Dziś mam nadzieję skończyć kolejną. Jest dużo mniejsza, kolorowa, bardziej stylizowana. To będzie prezent niespodzianka na gwiazdkę, na razie nie powiem, dla kogo, bo wtedy nie będzie to już niespodzianka ;)
   Po pokazaniu tych zdjęć na Facebooku dostałam dużo pytań o tym, czy robię na sprzedaż, i ile by to kosztowało? Nigdy jeszcze nie robiłam  i zielonego pojęcia nie mam o cenie. Jeśli wliczać materiał i opłatę, nawet minimalną, czasu pracy, to wychodzą kwoty zachmurnę, grube setki złotych. Nie wiem, czy ktoś by zechciał coś takiego kupować. Robótkowiczki, znacie ten ból, prawda? Jeśli by ja była emerytką, która tylko chce zabić czas i zająć ręce, to można by było oddawać za same koszty materiałów. Ale niestety, zarywam na tę robotę nocy, a w dzień jestem cały czas w ruchu, w pracy, więc ta opcja nie dla mnie. Prawdę mówiąc, boję się nawet powiedzieć dla pytających minimalną cenę, za którą mogła bym oddać. Nie chce mi się usłyszeć o sobie, że chyba porąbana jestem... Jest parę rosyjskich stron, na których sprzedają się haftowane koralikami ikony. Ceny zawrotne. Więc niby mam tłumaczenie. A jednak... Jak myslicie, ile one mogą kosztować? Pytam szczególnie tych, kto zajmuje się haftem. Znacie mniej więcej, ile czasu to zajmuje, i jak można ocenić. A może ktoś właśnie sprzedaje swoje prace i jest bardziej zorientowany... No, i z powodu, że zaczęłam tak poważnie się zastanawiać, nad haftem ikon na zamówienie (och, te moje plany!!!), to jak już dorwałam Panią na rynku, to nabrałam schematów, ile się dało.
   Zobaczymy, co z tych moich chęci wyniknie...

   A propo planów... Wczoraj ciekawy filmik słuchałam. Jak haftuję. to włączam sobie na YouTube jakąś muzykę, albo filmiki o różnych badaniach archeologicznych, albo o zagadkach przyrody, historii i takie tam... No, i wczoraj właśnie natrafiłam na taki temat, jak nauczyć się być zadowolonym z życia z tym, co już masz. I taka teza, że marzenia, plany, a także wspomnienia  to jest bardzo szkodliwa rzecz! Jeśli Ty marzysz, to znaczy, że żyjesz w przyszłości. Jeśli planujesz, to bierzesz na siebie rolę Boga, bo niby wiesz, co z Tobą będzie za dzień, miesiąc, lub za rok. A przecież nikt z nas tego nie może wiedzieć! Z kolei, jeśli dużo wspominasz, szczególnie ubolewasz nad tym, co było, albo czego NIE było, to znaczy, że żyjesz w przeszłości. Czyli tak, Ty jesteś albo we wczoraj, albo w jutrze, i nie ma Ciebie dziś! A jeśli Ciebie dziś nie ma, to znaczy, że ty nie w stanie jesteś zrobić nic dla tego, by nastało lepsze jutro, albo żeby naprawić błędy, popełnione wczoraj. Żyć trzeba tu i teraz, robić jak najlepiej wszystko, co musisz robić, żeby zapewnić sobie to lepsze jutro, nie zważając na to, co było wczoraj. Ciekawe podejście, prawda? Nawet logiczne. Po sobie wiem, że często tak i jest. Tyle marzę i tyle planuje, że - ach! - nie ma już czasu na realizację. Wtedy przychodzi kac moralny za to, że tyle czasu właśnie na te marzenia zmarnowałam. Pewnie, też czasem to macie. Więc, teoria warta jest przemyślenia :)

   No, i to by na dziś tyle. Jeszcze parę zdjęć, które mi się wydają warte pokazania ;)








   I tym się z Wami rozwitam :) Do kolejnego razu.

   Paaa!

   PS. Dziękuję Wam ogromnie, że mimo wszystko nadal jesteście ze mną!