Obserwatorzy

poniedziałek, 7 sierpnia 2017



   Witajcie Kochani!

   Rzadko do Was apeluję, ale dziś muszę!
   W stosunku do dwóch mężczyzn, drwali, którzy zaatakowali, i podobno mocno poturbowali operatora Polsatu, zastosowano środek zapobiegawczy - dwa miesiące aresztu.
Ja tam nigdy nie jestem za użyciem siły. Ale...
   Aktywista ekologistów w Giżycku uderzył wysokiego rangą pracownika administracji LP, tak, że ten stracił przytomność. Spisali dane napadającego i odpuścili.
   Dziennikarz zaatakował drwala, który próbował usunąć go z terenu wycinki, zaznaczonego jako niebezpieczny. Spisali dziennikarza dane i odpuścili.
To dlaczego zostali aresztowani drwale? Zawsze uważaliśmy, że prawo powinno być niestronnicze, równo traktować wszystkich. A co my widzimy tu?
   Od nas ciągle wymagają, żeby my nie poddawali się na prowokację, żeby byli grzeczni i uczciwi. Ekologiści i dziennikarze otwarcie nas wyśmiewają, plują w oczy i kopią w tyłki. Dają nam z plaskacza, a my, zamiast dać odpowiedź, mamy podstawiać drugi policzek. Ile my możemy to znosić??? Jesteśmy pod ciągłym pressingiem, pod ostrzałem. Media i celebryci nie żałują obelg w naszą stronę, natomiast my mamy milczeć, bo każde nasze słowo w obronie własnej traktowane jest jak kłamstwo, oszustwo i zamach na cały świat.
   Co robią z tym, kto wdziera się na teren jakiegokolwiek zakładu? W lepszym wypadku wyprowadzą, a jeśli będzie się sprzeciwiał, to nawet w kajdanki zakują i nałożą karę. Ekologiści wdzierają się na teren ścinki, oznakowany jako niebezpieczny, z zakazem wstępu, i nikt im nic nie robi. Przed tym, jak zacząć pozyskanie, my podpisujemy notatkę służbową o przejęciu powierzchni, według której zobowiązujemy się dotrzymywać zasad BHP pracowników, leśników, a także OSÓB TRZECICH! Jak my możemy zapewnić to bezpieczeństwo, jeśli te osoby trzecie pluć chcieli na wszystkie zasady?
   Jeśli ktoś zaczyna majstrować przy samochodzie na parkingu lub na ulicy, jego od razu w kajdanki i do klatki. Ekologiści, skaczące na harvestery i przykuwające się do nich są czemuś nietykalni. Idiota pod przykryciem krzaków przykuwa się do koła maszyny, nie zdając sobie sprawy z tego, że kierowca NIE JEST W STANIE ze swojego miejsca go zobaczyć. I jeśli uruchomi maszynę, to z tego "obrońcy" tylko miazga zostanie. To fakt autentyczny. Cudem tego wariata zauważył kierowca forvardera z tyłu i zaczął jak oszalały trąbić. Cud, że nie stało się tragedii. A kto był by winien? Chyba jasne...
   Jesteśmy zmęczeni i zdesperowani. Ludzi nie mogą spokojnie pracować, nie mogą się skupić (co jest niezbędne przy pracy w szczególnie niebezpiecznych warunkach, jaką jest pozyskanie), bo w każdej chwili nad głową może zawisnąć dron, albo zza krzaka wyskoczyć kolejny wariat z kamerą. Za krzak, sorry, nie można odejść, bo i tam ktoś cie może nagrać. Strach za każde spadające drzewo, bo może nakryć kolejnego przyczajonego "bohatera".
   A co do dronów... Obok jednostka wojskowa. Na przelot drona na takiej odległości trzeba mieć specjalne pozwolenie. I na sam dron, i na jego przelot. Pozwoleń nie ma, a jednak tym "droniarzom" znów że nikt nic nie robi.
   Wracając do pobicia dziennikarza... Pierwsze, co przeczytałam, że zabrali kartę pamięci i zwrócili nieuszkodzoną kamerę. Po pół godzinie okazało się, że zabrali już kartę i baterię, kamerę oddali. Jeszcze po pół godzinie, że zabrali kartę i baterię, a rozbitą kamerę wyrzucili w krzaki. Ciekawe, prawda?
   Dalej... Zdjęcie samochodu na leśnej drodze... takiej jakości, że zamiast samochodu tam spokojnie mogła by być taczka, i tak nie odróżnisz. Jak to? Tyle było świadków wypadku, z kamerami i telefonami, i ani jednego wyraźnego zdjęcia lub nagrania?
   Dalej... Pobity, pod ochroną policji, ponoć z uszkodzonym kręgosłupem (!) siedzi na ziemi i... przegląda coś w telefonie! Pomyślcie, Z USZKODZONYM KRĘGOSŁUPEM, jak podają media.
Jak dla mnie, to to wszystko po prostu nie trzyma się kupy. Ale co tam ja... Wypowiadają się już prawnicy, że środek zapobiegawczy, zastosowany do dwóch mężczyzn, w żadnej mierze nie jest adekwatny z ciężarem popełnionego czynu.
   Dziś to ci dwaj, jutro to mogę być ja. Jeśli kolejny raz ktoś z tych... wyzwie mnie od ku...w, jak już było nie raz, a ja nie wytrzymam i przyłożę mu z liścia, mnie też aresztują? Albo mojego syna, który to usłyszy i będzie bronił honoru matki?
   Nie jesteśmy za użyciem siły. Ale już po prostu puszczają nerwy. My tylko ludzi, nie jesteśmy bezuczuciowi, nie mamy zimnej krwi ani stalowych nerwów. Wiec dobrze rozumiem, dlaczego ci dwaj nie wytrzymali. We wtorek o 13:00 zbieramy się przy budynku sądu w Hajnówce, by protestować przeciwko tak drastycznemu traktowaniu ich przez policję i prokuratora. Zawinili chłopaki - będą odpowiadać! Ale niech TAK SAMO odpowiadają i ci, kto w podobny sposób zawinił z drugiej strony.
   Prawo powinno być jedno dla wszystkich!
   Kto myśli tak samo, prosimy do nas dołączyć.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Wiesna Panie...

   ... już jest, tylko taka... niewyraźna jakaś. Żeby nie narcyzy i tulipany, to raczej do listopada bardziej podobne...

   Witajcie Kochani!



   Już nie będę się tłumaczyć, ani obiecywać. Życie mam jakie mam i tyle. Walka o zdrowie męża trwa, jest na nogach, i za to ogromne Bogu dzięki!
   Wczoraj był pierwszy po wielu tygodniach dzień bez opadów i silnego wiatru. A że wyszło jeszcze i tak, że miałam PRAWIE wolne, to wkręciłam się w prace ogrodowe jak wiertło w masło :) Zrobić trzeba tyle, że nie wiem, za co się chwycić. Rok zaniedbania (z wiadomej przyczyny) to jednak dużo za dużo, żeby ogród pozostał w porządku. Rozwaliliśmy starą folię. Po pierwsze, już poprzegniły słupki (12 lat) i całość groziła zawalić się na głowę, a po drugie, zrobiła się stanowczo za duża :) Niestety, nie mam już ruchów tak gęstych, jak 10 lat temu :) a i czasu coraz mniej. Zakład pożera wszystko: czas, nerwy, zdrowie... Dla swojego dobra trzeba by było go zamknąć, ale z czego wtedy żyć?
   No, ale ja dziś nie o tym. Piękna rabata-skalniak wzdłuż całego płotu zarosła i zamieniła się w busz, Coś zanikło, a coś zbyt rozrosło się. Trzeba wszystko wywalać, nasadzać po nowej i zasypywać korą.




   A oto przedmiot moich wczorajszych zmagań. Miejsce po folii, które muszę zagospodarować. Będzie tu sad z trawnikiem a la łąka :) Mniej przy nim pracy, a i dla kózek trawa potrzebna. Od podwórka ma go oddzielać żywopłot z berberysu, bukszpanu i porzeczki krwistej. Dostałam pod koniec lata parenaście "patyczków", które pięknie się ukorzeniły i zostały wczoraj wysadzone na miejsce stałe. Taki różnobój trochę, ale jak już pisałam, nie lubię regularnych kształtów i ordynarnych rozwiązań. Oczywiście, dobrze pielęgnowany żywopłot z bukszpanu był by mile widziany, ale skąd ja wezmę tyle bukszpanu??? Można wyhodować z własnych sadzonek, i owszem, ale to "zabawa" na dobre 10 lat. A ja niecierpliwa jestem :))



   Ten rów kopaliśmy z synem we dwoje, ziemie wynosiliśmy tam, gdzie trzeba było podwyższyć teren, czyli tam, gdzie miał być wysadzony żywopłot i róży przed nim. Rów ma być potem poszerzony i wyłożony polnym kamieniem. I małe mostki w miejscach wejścia do sadu. Takie mam plany. A jak wyjdzie?... Wszystko teraz zależy od tego, jak będzie się trzymał nasz tato. Jeśli da radę wziąć na siebie chociaż część obowiązków w zakładzie, to po woli prace ruszą.
   Ciągle czytam, że zadbany, wypielęgnowany trawnik ma być wolny od chwastów i mchu. No to moje nie są ani zadbane, ani wypielęgnowane :D Natura 2017 :D




   Muszę powycinać ogrom dziczek śliwy i czereśni, co mi powyskakiwały na posesji. Trzeba odmłodzić kilka starych drzew owocowych. Są super odmiany (jak zwykle, nazw nie znam), ale drzewa stare, bardzo wysokie i poturbowane przez wiatry. krótko mówiąc, roboty dla całego plutonu pracowników na kilka lat :D

   I parę zajawek na przyszły urodzaj (jeśli Bóg i pogoda pozwolą :) )

Borówka amerykańska.

Jagoda kamczacka.

Agrest.

Czerwona porzeczka.

Pigwowiec.

I tak lubiana przez eko spożywców pokrzywa :D Z którą od wielu lat prowadzę nierówną walkę na swojej posesji :) Jest jej tyle, że można by było zaopatrzyć wszystkie eko sklepy i apteki w całym województwie.
   Wiele drzew w tym roku nie będą owocować, bo jak szalone, wydały plony w trzech poprzednich latach. Niech trochę odpoczną. Na szczęście, mam dość innych, by nie pozostać tak całkiem bez urodzaju :)
   No, może jeszcze kilka zdjęć mieszkańców gospodarstwa i spływam. Trzeba i Tajfunka na spacer wyprowadzić, bo w te deszcze zasiedział się w domu.

Gromadka działa :)


   No i moje kurki. Ich to chyba nigdy jeszcze nie pokazywałam:



Co się gapisz? Tu mój teren!



   Na dziś wsio :) Idę cieszyć się chłodnym, ale pięknym dniem :) I snóć plany robót na jutro. Dzień Pracy przecie :D

   Pa! :)

sobota, 28 stycznia 2017

Oby do wiosny...


   Witajcie Kochani!
   Po długiej po- i przed- świątecznej... Zaczynam po woli dochodzić do siebie. Trudne to były dwa miesiące. Strasznie trudne. Cieszy, że mimo ogromnych trudności wygraliśmy przetargi. A to znaczy, że praca będzie. Kto nie ma czegoś takiego jak coroczne przetargi, coroczne zagrożenie zostać "na lodzie" całą rodziną, ten pewnie nie zrozumie tej mojej radości. Oby Wy tego nie poznaliście :) Lepiej żyjcie w miarę bez stresów, chociażby z tej strony.
   No, zaczynam po troszkę wchodzić w tory robótkowe. Planów, jak zwykle, jak u Napoleona, tylko z realizacją gorzej. Zycie ma względem mnie jakieś tam swoje wizję, różniące się nieco od moich ;)
   Zaczęłam od jajeczka wielkanocnego. No jak by inaczej? Wiosny się chce! Zima, taka byle jaka, znudziła się, chociaż nawet nie zdążyła zacząć się na poważnie. Marzą mi już się nasionka, sadzonki, kwiatuszki... Widać to chyba, prawda? :)






   Jajeczko "koszulkę" ma z włóczki akrylowej, natomiast kwiatki i listki to bawełniany kordonek. Wysokość wraz z zawieszką 13 cm. "Przywołanie wiosny" - tak go nazwę :)

   A teraz trochę z innej beczki. Dziś usłyszałam nowość: Od marca wszystkie psy mają być zdjęte z łańcuchów i umieszczone w kojce. Cóż... Niby to dobrze, prawda? Ale... Jak zwykle, zawsze jest ale... Pomyślałam, ile psów będzie wygnane z podwórek, bo ich właścicieli nie będzie stać na budowę kojca? Ile bezpańskich psów tak i pozostaną bezpańskie z tego samego powodu? I chciał by kto przygarnąć, ale ten kojec... My mamy trzech psów. Dwa na łańcuchach (po 4-5 m), i jeden, znany Wam Rudy, wolno biegający przyjaciel wszystkich dookoła. Regularnie szczepione i badane przez weterynarza. Co ja mam teraz z nimi zrobić? Nie stać mnie na budowę trzech kojców! Nawet z jednym nie wiem, jak poradzić. I co z psami? Uśpić? Ale to MOJE zwierzaczki! Wypędzić? Jeszcze lepiej!.. Żeby nie było... One wszystkie to przybłędy, przygarnięte przez nas, bo szkoda ich się zrobiło. Cygana znaleźliśmy kilka lat temu pod bramą. Mróz ponad 20, a to maleństwo mieściło się w dwóch garściach. Do wiosny przetrzymaliśmy w piwnicy, potem na podwórko. Bankier z kolei (albo Baks, jak potocznie go nazywamy) przyszedł do nas już dorosłym, choć i młodym jeszcze, wytresowanym, mądrym psem. Zostawiliśmy go, chociaż mieliśmy na ten moment już trzech. Jest wdzięcznym, wyrozumiałym, chociaż bardzo dumnym psem. Może i gorsze ma życie, niż miał kiedyś (nic o nim nie wiemy, tylko to, co zrozumieliśmy z obserwacji), ale ma dach nad głową, posłanie pod tym dachem i zawsze pełny garnek, tak, jak i dwaj pozostałe. Czasem spuszczamy go na noc, by się wybiegał, i zawsze z rana on już grzecznie siedzi przy swojej budzie. I co teraz? Pytam się! Niech mi odpowiedzą ci, co tak zawzięcie walczą o wolność psów!

   Wkurzyłam się! Na prawdę! Wnerwiłam się strasznie, bo na prawdę nie wiem, co mam teraz zrobić...

   Żeby się trochę uspokoić...











   Zima też bywa piękna! Ale ja osobiście czekam na wiosnę :)

   Agulek mam nadzieję, że jak kolejny raz zawitasz na Podlasie, to się spotkamy. Ja też dużo ciekawego mogę Ci pokazać i opowiedzieć ;)

   Wszystkiego dobrego Kochani!

   Pa!