Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli ogólne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli ogólne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 sierpnia 2016

Pod znakiem raka...

   Nie, wcale mi nie chodzi o tego niebiańskiego, spod którego ja pochodzę :)

   Witajcie Kochani!

   Kiedyś myślałam, że jeśli dla kogoś z bliskich zdiagnozowany zostanie nowotwór złośliwy, czyli tak zwany rak, to życie całej rodziny zamiera... Gasną uśmiechy, przytłumiają się głosy, znika muzyka i żarty. Muszę przyznać, że na początku tak i było. Szczególnie w tych pierwszych tygodniach, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co nas czeka, i jak potoczy się dalej nasze życie. Był strach, niepewność i... rozpacz. Były bezsenne noce, kiedy to przysłuchiwałam się do każdego oddechu i co ni rusz sprawdzałam temperaturę... Były dni, w miotaniu się pomiędzy lasem, domem, a szpitalem... Nie powstawało pytanie, dlaczego to dopadło akurat nas. Tylko: dlaczego to w ogóle dopada tych, kto jest kochający, kochany, potrzebny, niezbędny! Była czasowa załamka i natrętna myśl: przecież ja nie potrafię bez niego żyć! Potem: ile by nie zostało, do ostatniej chwili będzie czuł, że ja cały czas jestem przy nim. Teraz już przyszła świadomość, że to jeszcze potrwa (w dobrym sensie) ;) Uczymy się na nowo śmiać się i cieszyć się z tego, co życie w tej sytuacji jeszcze w stanie jest nam zaoferować.

   Wczoraj nasz tatuś poczuł się trochę lepiej i sam zaproponował nam pojechać nad zalew, pokazać dla chłopczyka "wielką wodę" :) Przyjechała córcia ze swoim chłopakiem i... Pogoda, co prawda, nie zbyt nas rozpieszczała, ale jednak... 
 
   Wakacje!!! :D

Moi najstarsze i najmłodsze...


Córci chłopak dołączył :)

My :)

Nie ma to jak z tatem...
Ta dziewczyna na potężnym motorze (z lewa) nas po prostu rozwaliła :)





Ten piesek dostarczył nam ogrom przyjemnych minut :) Zabawny, skakał za piłeczką wszędzie!



Halk i Thor sprzątają plażę ;)

Spodnie do prania, oczywiście...
No, i po wszystkim. Teraz czas do domu :)
   Na dziś to tyle :) Lato jeszcze trwa. Więc i Wam wszystkim życzę dużo miłych wrażeń!

   Pa!

poniedziałek, 28 marca 2016

Jelonka...

   Jest taka wieś w powiecie hajnowskim na Podlasiu. Fajna nazwa, prawda? :)

   Witajcie Kochani!

   Na razie nie dogrzebałam się, skąd nazwa pochodzi. Ale jeśli wziąć pod uwagę, że dookoła lasy, to nic dziwnego w takiej nazwie nie ma. Wieś ta dawno budziła moje zainteresowanie. Ale że znajduje się trochę na uboczu tych dróg, którymi jeżdżę na co dzień, to musiała doczekać się okazji.
  Kiedyś przez wieś szła droga z Połowców (przejście graniczne z Białorusią) do Hajnówki. Była bardzo uczęszczana, więc co ni rusz dochodziło tu do kolizji. Dzięki Bogu, bez ofiar ludzkich, ale ile musieli powypłacać rolnicy za potrącone przez krów samochody!!! ;) Wiadomo, rolnik winien zawsze i wszystkim. I nikogo nie obchodziło, że to wieś, że tu mogą być dzieci, zwierzęta... Przelatywały samochody, prawie nie zniżając prędkości. I płacili za to rolnicy: i krów tracili, i za uszkodzenie samochodów płacili. Kilka lat temu, przy okazji przebudowy tej drogi, poprowadzono ją w obchód wsi. Teraz tam cisza i spokój. Ale, jak mówią mieszkańce, zdecydowanie za późno. Zostało we wsi 32 osoby, w tym tylko jedna chyba rodzina z małym dzieckiem. Pozostałe to emeryci. Wieś jest kilometrach w 20 od Hajnowki i około 5 od najbliższego sklepu, w Dubiczach Cerkiewnych. Czyli, miejsce nie zbyt sprzyjające rozwojowi socjalu.

   Mnie natomiast interesowała ona pod innym względem. Kiedyś jeździłam tu dość często i widziałam około wsi w zaroślach krzaczorów kilkanaście starych krzyży. Interesowała mnie ich historia, bo nie wyglądały one na zwykłe wiejskie lub przydrożne. Wczoraj, z okazji wolnego, postanowiliśmy z Tajfunem uczynić przejażdżkę w tamte strony.





   Ta kapliczka jest szczególnie interesująca. Typowy motyw i wystrój katolicki z prawosławnym krzyżem u góry, na prawosławnym cmentarzu. Taka kwintesencja tutejszej kultury, wiekowej mieszanki wiar i obyczajów.





   Tak, to jest stary, dawno opuszczony cmentarz. Chowano na nim mieszkańców wsi do czasu, póki okolice nie zdziesiątkowała epidemia cholery. Prawdopodobnie, to był rok 1832. Przynajmniej, choleryczny cmentarz niedaleko mojej wsi jest datowany tym rokiem.
   Wtedy władze zabroniły pochowków na starym cmentarzu, bo był blisko wsi i drogi. Przeniesiono pogrzeby głębiej w las i tak to już zostało. Natomiast ten po woli zarastał i zanikał. W 20 wieku pochowano tu jeszcze kilka osób z jednej rodziny, przodkowie której tu już byli. Ostatni pogrzeb odbył się chyba na początku lat 90-ch. Ale to już były pojedyncze wydarzenia. Siostra ostatniego pochowanego pobudowała właśnie tę kapliczkę. To była ostatnia osoba, która opiekowała się tym starym cmentarzem. Potem zmarła i ona...

   W 2015 roku zakończono budowę nowej drogi. Jest szeroka, czysta i równa, jak lotnisko :) Z niej odkrywa się widok na stare krzyże. Ksiądz prawosławnej parafii w Dubiczach Cerkiewnych, do której należy Jelonka, zaczął porządkowanie cmentarza. Zostały częściowo powycinane krzaki, wysprzątane śmieci. Mam nadzieję, że w tym roku prace będą kontynuowane. Widziałam wczoraj świeżo ułożone płytki chodnikowe, które ułatwiają  dostęp z drogi do krzyży.










   Pomimo cmentarnych krzyży, na wjeździe do wsi ze strony Hajnówki po obu stronach drogi stoją także krzyże wiejskie. Według obyczajów podlaskiej ludności, mają one za zadanie chronić wieś i jej mieszkańców od wszelakich napaści.




   Ale mimo tej ochrony w 2004 roku Jelonkę nawiedziła kolejna klęska. Jechaliśmy wtedy akurat ze starszym synem (miał wtedy 8 lat) z granicy. Gnała nas potężna czarna chmura. Tylko zdążyliśmy wskoczyć do domu, jak rozpętała się straszna, ale krótka burza. A po półgodziny dzwoni znajomy, z którym razem staliśmy w kolejce na granicy i pyta, czy wszystko z nami w porządku. Okazało się, że w tym czasie przez las po obu stronach granicy przeszła potężna trąba powietrzna. która położyła pas drzew szerokości około 30 do 50 m. Wieś okazała się na jej drodze. Prawie nie zostało dachów na domach, rozwalone zostały stodoły, szopy i chlewy. Cudem obeszło się bez ofiar. Władzę i ubezpieczenia pomogły odbudować wieś.  Szczególne wrażenie na  mnie wtedy wywarł, przygnieciony powalonym drzewem wiejski krzyż... Teraz na jego miejscu stoi nowy, postawiony w tym samym roku.



   Teraz to cicha umierająca wioseczka. Połowa domów stoi pustych. Na każdym nowy, piękny dach, ale... brak życia...

   To tyle na dziś...
   Pa Kochani! Dziękuję, że jesteście ze mną!