Obserwatorzy

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Zaraz lato się kończy...

... bo żniwa już, a czasem można już zobaczyć, jak bociany na sejmiki się zbierają.

   Witajcie Kochani!
 
   Mimo, że lato było upalne i suche (w sporym swoim ciągu), to i tak nie wiadomo, kiedy zdążyło skłonić się ku zachodu :) Dla mnie ostatnio takim zauważalnym znacznikiem przemijającego czasu stało własnie święto naszej wsi, czyli dzień oświęcenia naszej kapliczki pod wyzwaniem Serafina Sarowskiego. 1 sierpnia zbierają się mieszkance naszej, a ostatnio więcej i więcej i okolicznych wsi, na górce pośród pól, gdzie w 1832 roku podczas epidemii cholery byli pogrzebane zmarli mieszkańce. Można teraz sobie się zastanawiać, czemu nie wieźli ich na parafialny cmentarz? Ale tak pomyślałam, że zmęczeni chorobą ludzi po prostu nie mieli sił wieźć swoich bliskich za 3 km, i pogrzebali tuż za wioską, na górce. A może jeszcze i dlatego, żeby nie zarazić świętej ziemi cholerą, by nie wydostała się ona później i nie zaczęła znów swoje śmiertelne żniwa. Stawiali na grobach duże kamienie, przypominające, że tu ktoś leży. Nie było czasu ani sił na stawianie pomników. Tylko zwykle głazy. Na niektórych jeszcze teraz widać wyryte krzyże. Ani imion, ani dat.
   Podobno jeszcze po wojnie było ich tu z setkę. Ale wieś była praktycznie do tła spalona. Więc te kamienie, które dało się wywieźć, poszły pod fundamenty budowanych domów. Życie toczyło się dalej. Powoli, po troszkę, rolnicy, pola których były dookoła, zaorywali kawałek po kawałku ziemie cmentarza. Zostało już całe nic, może jakie 150 m.kw. Dokładnie nie powiem, nie mierzyłam.
   Znalazł się entuzjasta, mieszkaniec Hajnówki Jan Małaszewski, który miał w Dubiczach działkę z domkiem, i który zaczął walkę o zachowanie tego cmentarza. Wywalczył na początku wpisanie jego do rejestrów gminy, a potem przekazanie do parafii Nowoberezowo. Obsadził cały teren brzozami. Zimą zające objadały sadzonki, a na wiosnę on sadził nowe. I tak do skutku :) Teraz to już duże mocne drzewa, które chronią od wiecznie wiejących tu wiatrów małą kapliczkę.Właśnie, o kapliczce... Po śmierci Pana Jana, jego żona Maria Małaszewska na zaoszczędzone środki pobudowała tu tę kapliczkę. Malutka, jakieś 2,5 x 2,5 m. Ale, jak ona mówiła, wola męża, jego marzenie, było spełnione. Znaczy, już można odejść. I odeszła...
   1 sierpnia 2007 roku kapliczka była oświęcona. Na przeciągu kilku lat to było tylko małe lokalne święto, o którym mało kto wiedział. Teraz już przyjeżdżają okoliczne mieszkańce, a nawet i dalsi, którzy mają tu jakieś rodzinne powiązania.
   W tym roku młoda energiczna Pani Sołtys Barbara Golonko w raz z nie mniej energiczną Pani Wójt Lucyną Smoktunowicz podjęły wyzwanie zjednoczyć mieszkańców Dubicz, by po świętej mszy zebrać się na wspólny obiad. Na początku mało kto wierzył, że to się uda :) Wszak że podziały takie i owakie, jak to na wsi, między mieszkańcami są. Ale... Ale się udało! I powiem Wam, było świetnie! Gmina postawiła ogromny wojskowy namiot, zamówiony był katering, który wypadł na prawdę wyśmienicie. Ludzi, jak za dawnych czasów, byli RAZEM! A nawet wszyscy razem potem śpiewali :)













Tę pielenę pod ikonę Św. Serafina Sarowskiego i chorągiew (poniżej) ja wyszywałam (haft cerkiewny, tak zwany złoty)






   Uwiercie mi, takie spotkania warte są każdego wysiłku!

***

   No, a teraz troszkę kuchennie. Po zamieszczeniu na Facebooku zdjęć z moimi przetworami, posypały się prośby o przepisy.
    Te białe kawałeczki to kabaczki (cukinia) a la ananas, zrobione według przepisu Janeczki ( o tu ). Pomarańczowe, to tak zwany kawior kabaczkowy :) Przepis na niego podawałam o tu. Ogórki marynowałam według swojego, przez lata sprawdzonego przepisu. Gdzieś tu ja go już wstawiałam, ale nie mogę znaleźć, bo już śpię :) Później znajdę :)

   A takie ogóraski ja robiłam pierwszy raz. Popróbowałam je w Białowieży, na spotkaniu grupy Magia Podlasia (o którym koniecznie muszę napisać w kolejnym poście!) i normalnie się zakochałam. Wmłociłam praktycznie sama cały słoik :D. Przywiozła je Alina Jurczuk, która podała mi przepis i pozwoliła go tu zamieścić. Popróbujcie, na prawdę warto!

 
OGÓRKI Z KURKUMĄ 

5 szkl. wody , 2 szkl. cukru , 1 szkl. octu , 2 łyżki soli , 1 łyżeczka kurkumy , to wszystko zagotować .Do słoików wrzuć : parę ziarenek pieprzu naturalnego , parę ziela angielskiego , ząbek czosnku , trochę gorczycy , koper . 2,5 kg ogórków umytych , ze skórą kroimy wzdłuż i wzdłuż ustawiamy plastry do słoików z przyprawami . Zalewamy gorącą zalewą , zakręcamy , pasteryzujemy 5 minut , zostawiamy do ostygnięcia w wodzie 


   Wsio, padam Kochani! Na dziś z Wami się pożegnam. Nie wiem, jak na długo :)  Już nic nie będę obiecać :)

   Dobrej nocki Wam i spokojnych, owocnych dni!

   Pa!

Emo

Emotikon smile

6 komentarzy:

  1. Wspaniała uroczystość. Należy celebrować takie lokalne święta i rocznice. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne, wzruszajace święto. U nas, na zachodzie, takich nie ma...
    A moja Babcia była z Podlasia.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  3. Luda... nie można było chować ludzi chorych na cholerę czy inne zaraźliwe choroby na zwykłych / parafialnych cmentarzach; chowano zazwyczaj ( takie osoby ) za wsią w jakimś jednym miejscu;
    dużo jest cmentarzy cholerycznych np. w Ostrówkach za Zabłudowem niestety nie ma tam nawet krzyża czy jakiejkolwiek wzmianki o tym fakcie;
    też ruszam a raczej jestem w trakcie z przetworami
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach te cudne podlaskie klimaty... i ludzie z małych społeczności, którym chce się coś robić, tak jak innym się nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozdrowienia z Ziemi Bocheńskiej, właśnie smażę cukinię z cebulą na kawior wg Twojego przepisu. Napisz proszę czy jemy go na gorąco czy na zimno. Napiszę jak mi wyszedł i smakował. Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogórki zrobione,pycha!!! Najpierw spróbowali, a potem przepisy poszły w Polskę!!
    Pozdrawiam z Zagłębia

    OdpowiedzUsuń