Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 maja 2018

Dziś o ściółkowaniu i naturalnych nawozach...

 

   Wczoraj dostałam przesyłkę z truskawkami. Mam jedną dużą grządkę, zasadzoną swoimi kundelkami, czyli odmianę, która od dziesięcioleci rosła w ogrodzie. Jesienią zasadziłam do pudła młode roślinki, które teraz, duże i mocne, na potęgę kwitną. Natomiast do drugiej grządki wypisałam sadzonki z Allegro. Powiedzieć, że jestem zadowolona, to znaczy nie powiedzieć nic! Sadzonki przyszły, porządnie zapakowane, zabezpieczone, poprzekładane... słomą! Duże, mocne, kwitnące. W multipaletach, co gwarantuję łatwe sadzenie bez uszkodzenia systemu korzeniowego. Kupowałam u tego Sprzedającego . Polecam go jak najbardziej! Zamówiłam odmiany Polka, Kent i Gigant, i po kilka sztuk białej ananasowej i poziomkowej, z ciekawości, na próbę. No, i kilka sztuk wiszących. Bardzo mi się spodobały ich zdjęcia :) A że lubię eksperymenty, to musiałam spróbować.
   Truskawki zasadziłam na wieczór, dobrze podlałam, bo ziemia już sucha, jak proch. Dziś z rana od razu wyściółkowałam, żeby nie przesuszać podłoża.




   Podsypałam również drugą warstwę ściółki pod jesienne truskawki, bo pierwsza już się zleżała, i zaczęły przez nią wychodzić siewki chwastów.



   Jednocześnie uszczekując "wąsy", żeby rośliny nie marnowały sił na "dzieci".


   W zeszłym roku pierwszy raz zastosowałam ściółkowanie w folii. I, jak już pisałam, jestem baaardzo zadowolona! Dla mnie najważniejsze to praktycznie całkowity brak pielenia/plewienia, jak kto woli. Pogoda w 2017 r. jaka była, taka była, o dużym urodzaju pomidorów nie było czego marzyć. Nawet to, co się zawiązało, miesiącami wisiało, nie dojrzewając. Z początku, jak pomidory na potęgę zaczęły chorować, mąż zasugerował, że to właśnie moje "siano" jest winne. Bo zaczęło gnić i powodować choroby. Natomiast, jak pokazałam mu na rynku u ogrodników-sprzedawców skrzynie, pełne zielonych pomidorów (czego nie pamiętam, ile tu mieszkam), zmienił zdanie. Ogrodnicy, którzy od dziesięcioleci dostarczały dla całej Hajnówki warzywa, byli po prostu w rozpaczy. Pola w wodzie, owoce chorują. więc chociaż zielonymi sprzedać. Swoje też musiałam pozdejmować i narobić sałatek do słoików.
   I tak, ściółka. Na pierwszą, tą najgrubszą warstwę, wzięłam podsuszoną trawę spod kosiarki. Koniecznie podsuszoną, praktycznie siano. Dlaczego? Bo świeża podczas fermentacji wytwarza bardzo wysoką temperaturę, która może poparzyć rośliny. Zrobiłam tak parę lat temu z ogórkami. Wysiałam w rowku, w którym na spodzie była założona świeżo skoszona trawa. Ogórki musiałam siać drugi raz. Więc, sucha trawa. Gruba warstwa, nawet do 10 cm. Ona potem opadnie, ułoży się. Kolejne warstwy mogą już być i ze świeżej trawy, tylko cienką warstwą, żeby szybko wysychała, nie powodując poparzenia roślin. Dróżka w folii również była wyścielona "sianem". Na nią trafiały także wyrywane nieliczne chwasty i liści i pędy pomidorów i ogórków. Wysychały w ciągu kilku godzin, pogrubiając ochronną warstwę ściółki. Po zebraniu pozostałości warzyw ściółkę również zebrałam i wrzuciłam do kompostownika. To po to, żeby w razie lekkiej zimy ściółka nie zagniła i nie pomnożyła pleśni i grzybów ( z tą zimą to miałam całkowitą rację).
   Teraz w folii już wszystko dawno posadzone i wyściółkowane.
   Może zwróciliście uwagę, że u mnie pomiędzy rzędami truskawek wszędzie posadzony jest czosnek? Właściwości bakterio- i grzybobójcze czosnku znane są wszystkim. Podobnie działa on i na truskawki. Zapobiega porażeniu szarą pleśnią, jak i plamistością liści. A tak że odstrasza niektóre szkodniki. Pod zimę posadziłam rząd dużych ząbków i rząd bulwek-nasionek. Jesienią będę miała swój materiał siewny, który wysadzę pod zimę, żeby uzyskać już czosnek towarowy.



   Natomiast w drugim pudle wiosną wysadziłam sadzonki czosnku, które wykopałam na miejscu byłego ogródka.


   Teraz moje truskawki już zabezpieczone :) Tylko czekać na cudo-jagody :)




   Co do truskawek, to ściółkowanie jest szczególnie zalecane. Pomimo tego, że ściółka zatrzymuje w podłożu wilgoć, pomaga zachować pulchną ziemię, zabezpiecza ją przed przegrzaniem w upalne dni, jak i ochłodzeniem w zimne noce, czyli zapobiega dużym wahaniom temperatury, to jeszcze pozwoli zachować pod czas dojrzewania czyste, suche jagody.

   Zostawmy już truskawki... :) Jedną z małych grządek zasadziłam ziołami. Mam tu lubczyk, pietruszkę, oregano, majeranek, szałwię i rządek poziomek. I po kilka brokułów i kalafiorów. Nigdy mi się nie udawało je wyhodować. Zawsze "szły w ćwiet", jak to u nas mówią. Ale tym razem Pan na rynku zapewnił mnie, że nie pożałuję. Tę grządkę też dziś wyściółkowałam.



   Drugie małe pudło zostawiam pod ogórki, w trzecim pięknie rośnie cukrowy groszek. Jedno średnie zasiane marchewką i cebulą (zawsze wysiewam je razem: rządek tego, rządek tego), drugie jest  dla buraczków i fasolki.
   Kiedyś mama mnie uczyła, że fasolka i ogórki sadzi się TYLKO PO 19 maja. natomiast teściowa ogórki sadziła wczesnym porankiem 21 maja. To jest prawosławne święto Jana, więc przed tym, jak zacznie się służba w cerkwi (zazwyczaj o 8), ogórki mają być wysiane. Nie wiem, ile w tych ludowych przepowiedniach prawdy, ale w tych dwóch latach, kiedy siałam ogórki w ten dzień, plony były takie, że nie wiedziałam, gdzie te ogórki podziać. Koszami rozdawałam dla rodziny i sąsiadów. W poprzednim roku również. Mimo małej grządki i fatalnych warunków pogodowych ogórków miałam pod dostatkiem.
   Cóż, nasi przodkowie byli bliżej natury, żyli według jej zasad, wiekami obserwowali ją i dostosowywali się. Więc, wbrew pozorom, byli w sprawach rolnych dużo mądrzejsi od nas. My, niestety, zbyt daleko od tego odeszliśmy. Zbyt ufamy osiągnięciom cywilizacji, wynikam różnorodnych badań naukowych, chemii rolniczej, gospodarczej i bła-bła-bła...
   A propo chemii... Wiecie, jaki nawóz jest najlepszy? Sfermentowana pokrzywa! Wypełniamy naczynie (beczkę, wiadro, kanister) pokrojoną pokrzywą (nie koniecznie drobno), zalewamy wodą i czekamy dwa tygodnie, czas od czasu mieszając. Litr tego "wina" wlewamy do wiadra wody i podlewamy rośliny. Albo opryskujemy. Też dobrze działa. Ale ja jakoś nie bardzo lubię pryskanie, więc podlewam. Rośliny jak by kopniaka dostają! I to dotyczy nie tylko wzrostu, ale i zdrowotności. Mocne, zdrowe rośliny dłużej sprzeciwiają się jak chorobom, tak i szkodnikom. Dobrze jest na początku do pokrzywy dodać odrobinę obornika, lepiej krowiego, albo 3-4 razy mniej kurzego. Żeby razem wszystko sfermentowało się. To jest prawdziwa bomba nawozowa dla roślin. I to całkiem ekologiczna i bezpieczna dla ludzi i zwierząt. Podlewam nim tak że i kwiaty w doniczkach, w tym i domowe.
   A tak na marginesie... Fermentować na nawóz można różne rośliny: skrzyp, babka, rumianek, nagietek, mniszek... Mają właściwości lecznicze dla ludzi, więc i dla roślin również. Bardzo dobrze jest podsypywać rośliny fusami herbaty. Albo przy posadzeniu sadzonek kłaść do dołka pod korzenie saszetki herbaty (tej najtańszej, Minutkę na przykład) i skorupki jajek. Uwierzcie mi, to daje na prawdę świetne rezultaty. Robię tak również, sadząc kwiaty do doniczek, te domowe też. Odwdzięczają się na maxa! :)


   I tak, podsumowując... Jest bardzo dużo bardzo łatwych zabiegów, które przy mniejszym nakładzie pracy pozwalają uzyskać większe plony, i do tego ekologiczne. Bez chemii i sztucznych nawozów - ale z pokaźnym urodzajem. Nie warto je lekceważyć! Są sprawdzone przez wiele, wiele lat i na prawdę skuteczne. Szukając sposobów ułatwić sobie pracę (i z powodów zdrowotnych i finansowych, i ze względu na tryb życia) wróciłam pamięcią do czasów, kiedy moja babcia, potem mama, uczyli mnie wiedzy, przekazanej im przez ich mam i babć. Mając w sklepach przed oczami ogrom czudodziejnych środków , wygenerowanych przez cywilizację, zapominamy o tym, że przecież nasze babcie i prababcie obchodziły się jakoś bez nich. I całkiem nieźle sobie w tym radziły :) Póki ta wiedza jeszcze nie zanikła całkiem, warto jest czas od czasu posłuchać, co mają nam do powiedzenia starsi ludzie. Może jeszcze da się co nieco uratować.

   A może i Wy znacie jakieś "cuda", które pomagają Wam w sprawach ogrodowych? Podzielcie się z nami :)

   Na dziś to wszystko.

   Pa! :)

niedziela, 22 kwietnia 2018

Wiosna...

   ...przyszła do mojego ogrodu na dobre.


   ... Witajcie Kochani :)

   Dziś poprowadzę Was troszkę po swoim ogrodzie. Pokażę, jakie zmiany wprowadziłam, co się zmieniło. Praktycznie od połowy lipca i prawie do Świąt Wielkanocnych (prawosławnych, czyli tydzień po katolickich) na palcach można było policzyć słoneczne dni. Sporo padało. Ciągłe zachmurzenie sprawiło, że mocno rozpanoszyły się w ogrodzie i sadzie choroby grzybowe, pleśnie i różne takie nieprzyjemności. Melioracja, założona na naszych polach ponad 50 lat temu, została już zniszczona, i u nas w polu i na podwórku cały czas stała woda. Żadne przekopane przez podwórko rowki nie pomagały. I tu jak najbardziej przydały mi się moje podwyższone grządki. Przyznam, że jestem mega zadowolona, jak z samych "pudeł", tak i ze ściółkowania ich ściętą trawą. Z większego wprowadzę w temat tych, kto nie czytał moich poprzednich postów. Warzywniak, jak i folię, ściółkuję wysuszoną trawą spod kosiarki. Trawy jest sporo. problem tylko w tym, że mało było dni słonecznych, by ją wysuszyć. Również potrzebne jest miejsce, gdzie te ścinki nie będą przeszkadzać. Miejsce to szybko "zafilcowuje się" drobnymi pozostałościami siana, których nie biorą grabie. Więc miejsce to musi być w jakimś niewidocznym zakątku, gdzie nie będzie szpecić ogólnego widoku podwórka. U mnie takie miejsce jest, ale małe, więc nie mogę na raz ususzyć dużych ilości "siana".
   W zeszłym roku ściółkowałam w taki sposób folię. Praktycznie nie miałam pielenia! W ogóle! Czas od czasu tylko wyciągałam pędy skrzypu, bo to cóś przebija się nawet przez czarną folię, a tym bardziej przez trawę. Ale co znaczy kilka pędów w porównaniu z ciągłym raczkowaniem w poprzednich latach! Także ściółkowałam jesienią świeżo posadzone truskawki. Sadziłam je późno, bo tak się udało zrobić pod nie "pudło". Wszystkie, jak jedna, pięknie się ukorzeniły i już kwitną.


A mama mi zawsze twierdziła, że jeśli truskawki zostały posadzone później, niż w sierpniu, to na przyszły rok nie ma co oczekiwać żadnych plonów. No to mam dla niej kontrargument :)
   W piątek syn już pierwszy raz wykosił podwórko, część trawy poszła do oponowego kompostownika, a część do wysuszenia. I dziś wieczorem ja już wyściółkowałam swoje truskaweczki :)



   Pomiędzy truskawkami posadziłam jesienią czosnek. W jednym rzędzie ząbki, a w drugim nasionka, zebrane z dojrzałych "główek".



   Zimową ściółkę przed tym zebrałam i wrzuciłam do kolejnego zakładanego "pudła". Mam już trzy małe, które były użytkowane w zeszłym roku, dwa duże, w których będą rosły truskawki i dwa średnie, które moi mężczyźni kończą budować, a ja już zaczynam wypełniać różnym "śmieciem".




    Jesienią nie dałam radę przesadzić narcyzy, które rosły wzdłuż starej folii. Całą jesień, zimę i pół wiosny stały w wodzie. Już nie miałam nawet nadziei, że odżyją. Ku naszemu zaskoczeniu, nie tylko przeżyły, ale i przepięknie kwitną.









   I trochę innych kwiatuszków:







   Ogrodowych przygód będzie cd. A na dziś nasza najważniejsza nowość:


   Witamy Was :)
   To na dziś wszystko :)

   Paaa :)

niedziela, 4 września 2016

Ze światu po nitce...

   ...- nagiemu koszula. Tak u nas mówią.

   Witajcie Kochani!

   Mam koszulę :) Ale chodzi o różnego rodzaju owoce i warzywa. Chociaż sama w tym roku mało co mam, oprócz śliw, to sąsiedzi ratują. Jedna przyniosła kosz przerośniętych ogórków, dla kóz, bo jej już nie chcą jeść. Moi też nie chcą, wybredy takie. Więc spożytkowałam inaczej. Za podstawę wzięłam ten przepis: mizeria do słoików. Tylko że nie obierałam ogórków, nawet tych największych, ale wydrążyłam gniazda nasienne, przynajmniej tej najgrubsze. Bo wiem, że moi Panowie zaraz krzywić się zaczną ;) Sałatka wyszła chrupiąca i zarąbiście smaczna!



   Już dwa słoiczki skonsumowaliśmy. Smakowała wszystkim domownikom, a to znaczy, że zagości u mnie na stałe. Tym bardziej, że daje możliwość spożytkować wszystkie ogórki, i stare, grube, i te ostatnie, zniekształcone i brzydkie :)

  Kolejną nowalijką u mnie w spiżarni jest sałatka białowieska. Przepis był podany przez Ninę Nikołajuk na Facebooku.



   To już sałatka z opieńkami i KISZONYMI ogórkami. Kto nie zagląda na FB, dla tego podaję przepis tu:

SAŁATKA BIAŁOWIESKA

Sałatka białowieska: 1 litr wody, 1 szklanka octu, 1 szklanka cukru, 0,5 szklanki oliwy, 2 łyżki soli, przyprawy (czosnek, listek laurowy). Pokroić ogórki kiszone w plasterki. Dodać podgotowane (10 min) marchew, cebulę (pokrojone w plasterki)i opieńki. Ułożyć warstwami w słoiku i zalać zalewą. Wtedy prezentuje się znakomicie.

   I dodam: pasteryzować z 20-30 min. Przepis skopiowałam ze strony Niny. Natomiast ja dałam dwa razy mniej octu, bo dla mnie to było zdecydowanie za dużo. Ja sałatką tą się zajadałam, a le dla męża była za słodka. Więc można zmniejszyć trochę i dawkowanie cukru. Ale to już kwestia gustu osobistego. Trzeba eksperymentować. Tak czy inaczej, to kolejny przepis, który wpisałam do swojego przepisnika  z parafką "KONIECZNIE" :D

   Opieniek było bardzo dużo, ale krótko. Większość nie zdążyła nawet urosnąć, bo było sucho i gorąco. Które nie uschły, te sparzyły się w kępkach i zgniły. A szkoda! Bo sałatek tych mam zdecydowanie za mało!






   Te zdjęcia robiłam telefonem, na bieżąco :) Piękny widok, nie prawdaż? Nacieszyć się nie mogłam!

   To na razie będzie wszystko. Chcę Wam jeszcze pokazać Brześć, w którym wczoraj byłam, ale to później.

   Zdublował mi się czemuś post o szkole. Ale usuwać nie będę, bo są komentarze i tam, i tam. A przenieść je nie umiem :)

   Witam nowych obserwatorów. Dziękuję ogromnie, że zdecydowaliście się być ze mną. I wszystkich, oczywiście, serdecznie pozdrawiam!

   Pa!

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Sałatka grzybowa...

   ...obiecana jeszcze przedwczoraj.

   Witajcie Kochani!

   Opieńki-pchełki, odgotowane, stały w lodówce do dziś. Sałatka już zrobiona, czeka na spokojne wylegiwanie się w piwnicy :) Nie, nie koniecznie musi stać. Może być skonsumowana na już :)





SAŁATKA GRZYBOWA

   Składniki:

   - durszlak odgotowanych grzybów (byle jakich, ale lepiej nie "maziaków" rozlazłych :) ),
   - 4 cebule średnie (pokroić w talarki, ja kroje w pół talarki),
   - 2 papryki (pokroić w paseczki),
   - szklanka oleju (zazwyczaj daje prawie o połowę mniej),
   - łyżka octu,
   - łyżka cukru,
   - sól lub wegeta,
   - pieprz ziołowy,
   - 4 ząbki czosnku,
   - słoiczek przecieru pomidorowego (100 g) (mniej lub więcej w zależności od upodobań).

   Wykonanie:

   Cebule i paprykę poddusić na oleju około 5 minut, dodać odgotowane grzyby, cukier, ocet, dwie łyżeczki wegety lub sól do smaku. Dusić pół godziny. Dodać przecier i czosnek. Dobrze wymieszać i jeszcze parę minut gotować. Wyłożyć gorące do wyparzonych słoiczków. Pasteryzować około 30 minut.

   Mimo że nie zbyt lubię opieńki same w sobie, w zupie lub marynowane, to jednak sałatkę z nimi  uważam za najsmaczniejszą. Robiłam kiedyś z pieczarkami, bo na jakąś kosmiczną promocję się załapałam. Też była bardzo dobra, tylko taka bardziej... jakby sucha. Natomiast z podgrzybkami, koźlakami lub czerwonogłówcami dobra tylko wtedy, jeśli są młode i twarde. Inaczej zaczyna być podobna raczej do pasty, niż do sałatki ;)

   Jeżyny natomiast zagospodarowałam dziś trochę inaczej, niż zwykłe. Ułożyłam warstwami kabaczki i jagody, zalałam wrzącym mocnym syropem (można z dodatkiem odrobiny kwasku cytrynowego, ale nie za dużo, bo jeżyny mają w sobie wystarczająco kwasowości), i pasteryzowałam w ciągu 20-25 min. Robiłam tak pierwszy raz, tak że na razie nie wiem, co wyjdzie. Ale tak pomyślałam, że cukinia pod względem smaku jest nijaka. Jeżyny natomiast mają bardzo zdecydowany smak. Więc cukinia może być dobrym "wypełniaczem", wbierając w siebie część smaku jagód. Zobaczymy...



   Podobne do kawałków arbuza, prawda? :)

   Teraz robię jeszcze cukinię a la ogórki, ale to później pokażę. Bo teraz musicie jak najszybciej dostać przepis na sałatkę :)

   Na razie tyle. Do później Kochani!

   Pa!

   PS. Widzę, że ktoś z podglądaczy mnie opuścił. Nie dziwię się... Trochę inny jest teraz mój blog, niż się zapowiadał od początku. Cóż... życie... Ale dziękuję, że tyle czasu był ten ktoś ze mną, i tym bardziej dziękuję tym, kto ze mną pozostał! :)