Obserwatorzy

niedziela, 22 listopada 2015

W te szare dni wspomniała mi się wiosna...


   Uwielbiam to zdjęcie. Nie chcę się chwalić, ale nie mogę na niego się napatrzeć :) Czemu tak wspomniałam raptem o nim? Robię ogrom zdjęć! Niestety, komórką, bo aparat mi padł. A komórka, to niestety, nie jest odpowiedni sprzęt do robienia takiego rodzaju zdjęć. Popatrzcie na te zgniecione płatki. Przypominają skrzydła motyla w momencie, kiedy wylęguje się z kokona. Nie prawdaż?

   Taki mały liryczny odstęp :)

   Witajcie Kochani! Czas leci, jak szalony. Nie nadążam za nim. Tyle chce się zrobić! A czasu wolnego jak na lekarstwo.Dzieci rosną, rozlatują się z domu. Już i drugie moje dziecko wyfrunęło. I córka i syn są teraz w Tarnowskich Górach. Jedna pracuje, drugi studiuje w Katowicach, na drugim końcu kraju. Z jednej strony, może to i nie jest tak źle. Są daleko, w większej mierze są zdani sami na siebie, uczą się radzić sobie w dorosłym życiu. Myślę, że córka jest już całkiem samodzielna, pomaga dla brata, a znaczy, i dla nas. I bardzo się cieszę, że moi dzieci są tacy, a nie inni, Czas, nerwy i zdrowie, poświęcone im, nie poszły na marne. I teraz możemy docenić prezent, jaki dostaliśmy od losu pięć lat temu :) naszego małego Tajfuna. Żeby nie on, dom byłby całkiem pusty i smutny.



   Jak widać, mamy nowego lokatora :) Bardzo szybko mała kotka zajęła cały duży dom :) Jest wszędzie i zawsze, rozrabia bardziej od Tajfuna i patrząc wprost w oczy tymi swoimi małymi mrugawkami, może złagodzić serce nawet naszego twardego Taty :D Tajfun ma przyjaciela do zabaw :) Tu, na przykład, duża śmieciara została zatrzymana przez policję za nielegalny przewóz w swojej pace kotki :D Co do pereł, które na codzień wydaje Tajfun w swoich rozmowach, to można książkę napisać. To jest powód do podziwiania tego, jaki giętki, dostosowujący się do każdych okoliczności umysł ma takie dziecko.




   Tak, tak, wcina papryczkę chilli. Obżarła mi całą! Ze 20 papryczek wraz z liściem. Myślałam, że sprzedawczyni mnie oszukała, i to wcale nie jest chilli. Popróbowałam. Musiałam potem szklankę mleka wychlastać. A ona choć by co!

   Teraz troszkę robótkowości. Mam okres haftowania ikon koralikami. Zobaczyłam u Pani, która przywozi do Hajnówki na rynek ogrom schematów, ikony, które mi bardzo się spodobały. Musiałam popróbować. Mimo że z koralikami do czynienia mam już od wielu lat, i haft cerkiewny troszkę znam, to jednak tu trochę inna technika. Dużo prostsza, niż haft cerkiewny. Tu praktycznie nie trzeba żadnych zdolności ani umiejętności, tylko cierpliwość, uwaga i czas. Siedzisz nad ikoną, haftując w tej technice, pod spokojną cichą muzykę... Relaks niesamowity! Bardzo odpręża i uspokaja.











   To jest tak zwana para wieńczalna. Czyli dwie ikony, Chrystus i Matka Boska, lepiej, żeby napisane w jednym stylu, którymi u nas tradycyjnie rodzice błogosławiają młodych do ślubu. Ikony zostają w nowej rodzinie, by chronić ją i jej dobrobyt.Teraz ikony już u stolarza, czekają na odpowiednie kioty (ramki). Rozmiar troszkę mniejszy, niż kartka papieru A4.
   Dziś mam nadzieję skończyć kolejną. Jest dużo mniejsza, kolorowa, bardziej stylizowana. To będzie prezent niespodzianka na gwiazdkę, na razie nie powiem, dla kogo, bo wtedy nie będzie to już niespodzianka ;)
   Po pokazaniu tych zdjęć na Facebooku dostałam dużo pytań o tym, czy robię na sprzedaż, i ile by to kosztowało? Nigdy jeszcze nie robiłam  i zielonego pojęcia nie mam o cenie. Jeśli wliczać materiał i opłatę, nawet minimalną, czasu pracy, to wychodzą kwoty zachmurnę, grube setki złotych. Nie wiem, czy ktoś by zechciał coś takiego kupować. Robótkowiczki, znacie ten ból, prawda? Jeśli by ja była emerytką, która tylko chce zabić czas i zająć ręce, to można by było oddawać za same koszty materiałów. Ale niestety, zarywam na tę robotę nocy, a w dzień jestem cały czas w ruchu, w pracy, więc ta opcja nie dla mnie. Prawdę mówiąc, boję się nawet powiedzieć dla pytających minimalną cenę, za którą mogła bym oddać. Nie chce mi się usłyszeć o sobie, że chyba porąbana jestem... Jest parę rosyjskich stron, na których sprzedają się haftowane koralikami ikony. Ceny zawrotne. Więc niby mam tłumaczenie. A jednak... Jak myslicie, ile one mogą kosztować? Pytam szczególnie tych, kto zajmuje się haftem. Znacie mniej więcej, ile czasu to zajmuje, i jak można ocenić. A może ktoś właśnie sprzedaje swoje prace i jest bardziej zorientowany... No, i z powodu, że zaczęłam tak poważnie się zastanawiać, nad haftem ikon na zamówienie (och, te moje plany!!!), to jak już dorwałam Panią na rynku, to nabrałam schematów, ile się dało.
   Zobaczymy, co z tych moich chęci wyniknie...

   A propo planów... Wczoraj ciekawy filmik słuchałam. Jak haftuję. to włączam sobie na YouTube jakąś muzykę, albo filmiki o różnych badaniach archeologicznych, albo o zagadkach przyrody, historii i takie tam... No, i wczoraj właśnie natrafiłam na taki temat, jak nauczyć się być zadowolonym z życia z tym, co już masz. I taka teza, że marzenia, plany, a także wspomnienia  to jest bardzo szkodliwa rzecz! Jeśli Ty marzysz, to znaczy, że żyjesz w przyszłości. Jeśli planujesz, to bierzesz na siebie rolę Boga, bo niby wiesz, co z Tobą będzie za dzień, miesiąc, lub za rok. A przecież nikt z nas tego nie może wiedzieć! Z kolei, jeśli dużo wspominasz, szczególnie ubolewasz nad tym, co było, albo czego NIE było, to znaczy, że żyjesz w przeszłości. Czyli tak, Ty jesteś albo we wczoraj, albo w jutrze, i nie ma Ciebie dziś! A jeśli Ciebie dziś nie ma, to znaczy, że ty nie w stanie jesteś zrobić nic dla tego, by nastało lepsze jutro, albo żeby naprawić błędy, popełnione wczoraj. Żyć trzeba tu i teraz, robić jak najlepiej wszystko, co musisz robić, żeby zapewnić sobie to lepsze jutro, nie zważając na to, co było wczoraj. Ciekawe podejście, prawda? Nawet logiczne. Po sobie wiem, że często tak i jest. Tyle marzę i tyle planuje, że - ach! - nie ma już czasu na realizację. Wtedy przychodzi kac moralny za to, że tyle czasu właśnie na te marzenia zmarnowałam. Pewnie, też czasem to macie. Więc, teoria warta jest przemyślenia :)

   No, i to by na dziś tyle. Jeszcze parę zdjęć, które mi się wydają warte pokazania ;)








   I tym się z Wami rozwitam :) Do kolejnego razu.

   Paaa!

   PS. Dziękuję Wam ogromnie, że mimo wszystko nadal jesteście ze mną!

9 komentarzy:

  1. piękne zdjęcia robisz! to pierwsze, to rzeczywiście poezja :)
    a haft koralikowy jest super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak - strasznie chciałabym mieć taką ikonę! Zakochałam się!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne ikony wyszyłaś!!! I całkiem spory zapas tych do wyszycia jeszcze masz!
    Ludmiło, nie wiesz przypadkiem, czy ta pani sprzedaje te wzory przez internet? Marzy mi się taka koralikowa ikona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie wysyła. Ta Pani jest z Bialorusi. Kupuje wzory na Ukrainie i przywozi do Polski. Wiem na pewno, że w ten czwartek, 26.11. bedzie na rynku w Bielsku Podlaskim. Mam nadzieję tam do niej dojechać. Tak że jeśli Ty tam nie dasz radę dotrzeć, to zapytam, czy bywa w Białym.

      Usuń
  4. Bardzo piękne ikony. Myślę, że znajdziesz osoby chętne na zakup podobnych. Świetne zdjęcia. Kot uroczy :), nietypowy, bo o zwierzaku, amatorze chili nie słyszałam.
    Chociaż mój pies obgryza owoce głogu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uff, tak się cieszę, ze znowu jesteś. Myślałam, że zrezygnowałaś z blogowania. Facebook to jednak nie dla mnie bo to okropny złodziej czasu i w dodatku jak dla mnie za mało konkretny. Twoimi pracami koralikowymi zawsze się zachwycałam a te obecne wprost powalają na kolana. Pozdrawiam serdecznie i liczę, że będziesz pojawiac się częściej. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Janeczko, nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę, że tu zajrzałaś :) Okropnie mi Cie brakowało. Facebook jest dla mnie dobry, ale, jak piszesz, dużo czasu mu się poświęca. Nie zrezygnuję z niego, bo poznałam tak ogrom wspaniałych ludzi. Ale wezmę się poważniej za blog. Idzie zima, mam nadzieję, że będę miała trochę więcej czasu. Buziaczki ślę :)

      Usuń
  6. Wspaniałe ikony!
    Gratuluję dzieci, a zdjęcie pierwsze rzeczywiście wyjątkowo piękne :)

    OdpowiedzUsuń