Wczoraj dostałam przesyłkę z truskawkami. Mam jedną dużą grządkę, zasadzoną swoimi kundelkami, czyli odmianę, która od dziesięcioleci rosła w ogrodzie. Jesienią zasadziłam do pudła młode roślinki, które teraz, duże i mocne, na potęgę kwitną. Natomiast do drugiej grządki wypisałam sadzonki z Allegro. Powiedzieć, że jestem zadowolona, to znaczy nie powiedzieć nic! Sadzonki przyszły, porządnie zapakowane, zabezpieczone, poprzekładane... słomą! Duże, mocne, kwitnące. W multipaletach, co gwarantuję łatwe sadzenie bez uszkodzenia systemu korzeniowego. Kupowałam u tego
Sprzedającego . Polecam go jak najbardziej! Zamówiłam odmiany Polka, Kent i Gigant, i po kilka sztuk białej ananasowej i poziomkowej, z ciekawości, na próbę. No, i kilka sztuk wiszących. Bardzo mi się spodobały ich zdjęcia :) A że lubię eksperymenty, to musiałam spróbować.
Truskawki zasadziłam na wieczór, dobrze podlałam, bo ziemia już sucha, jak proch. Dziś z rana od razu wyściółkowałam, żeby nie przesuszać podłoża.
Podsypałam również drugą warstwę ściółki pod jesienne truskawki, bo pierwsza już się zleżała, i zaczęły przez nią wychodzić siewki chwastów.
Jednocześnie uszczekując "wąsy", żeby rośliny nie marnowały sił na "dzieci".
W zeszłym roku pierwszy raz zastosowałam ściółkowanie w folii. I, jak już pisałam, jestem baaardzo zadowolona! Dla mnie najważniejsze to praktycznie całkowity brak pielenia/plewienia, jak kto woli. Pogoda w 2017 r. jaka była, taka była, o dużym urodzaju pomidorów nie było czego marzyć. Nawet to, co się zawiązało, miesiącami wisiało, nie dojrzewając. Z początku, jak pomidory na potęgę zaczęły chorować, mąż zasugerował, że to właśnie moje "siano" jest winne. Bo zaczęło gnić i powodować choroby. Natomiast, jak pokazałam mu na rynku u ogrodników-sprzedawców skrzynie, pełne zielonych pomidorów (czego nie pamiętam, ile tu mieszkam), zmienił zdanie. Ogrodnicy, którzy od dziesięcioleci dostarczały dla całej Hajnówki warzywa, byli po prostu w rozpaczy. Pola w wodzie, owoce chorują. więc chociaż zielonymi sprzedać. Swoje też musiałam pozdejmować i narobić sałatek do słoików.
I tak, ściółka. Na pierwszą, tą najgrubszą warstwę, wzięłam podsuszoną trawę spod kosiarki. Koniecznie podsuszoną, praktycznie siano. Dlaczego? Bo świeża podczas fermentacji wytwarza bardzo wysoką temperaturę, która może poparzyć rośliny. Zrobiłam tak parę lat temu z ogórkami. Wysiałam w rowku, w którym na spodzie była założona świeżo skoszona trawa. Ogórki musiałam siać drugi raz. Więc, sucha trawa. Gruba warstwa, nawet do 10 cm. Ona potem opadnie, ułoży się. Kolejne warstwy mogą już być i ze świeżej trawy, tylko cienką warstwą, żeby szybko wysychała, nie powodując poparzenia roślin. Dróżka w folii również była wyścielona "sianem". Na nią trafiały także wyrywane nieliczne chwasty i liści i pędy pomidorów i ogórków. Wysychały w ciągu kilku godzin, pogrubiając ochronną warstwę ściółki. Po zebraniu pozostałości warzyw ściółkę również zebrałam i wrzuciłam do kompostownika. To po to, żeby w razie lekkiej zimy ściółka nie zagniła i nie pomnożyła pleśni i grzybów ( z tą zimą to miałam całkowitą rację).
Teraz w folii już wszystko dawno posadzone i wyściółkowane.
Może zwróciliście uwagę, że u mnie pomiędzy rzędami truskawek wszędzie posadzony jest czosnek? Właściwości bakterio- i grzybobójcze czosnku znane są wszystkim. Podobnie działa on i na truskawki. Zapobiega porażeniu szarą pleśnią, jak i plamistością liści. A tak że odstrasza niektóre szkodniki. Pod zimę posadziłam rząd dużych ząbków i rząd bulwek-nasionek. Jesienią będę miała swój materiał siewny, który wysadzę pod zimę, żeby uzyskać już czosnek towarowy.
Natomiast w drugim pudle wiosną wysadziłam sadzonki czosnku, które wykopałam na miejscu byłego ogródka.
Teraz moje truskawki już zabezpieczone :) Tylko czekać na cudo-jagody :)
Co do truskawek, to ściółkowanie jest szczególnie zalecane. Pomimo tego, że ściółka zatrzymuje w podłożu wilgoć, pomaga zachować pulchną ziemię, zabezpiecza ją przed przegrzaniem w upalne dni, jak i ochłodzeniem w zimne noce, czyli zapobiega dużym wahaniom temperatury, to jeszcze pozwoli zachować pod czas dojrzewania czyste, suche jagody.
Zostawmy już truskawki... :) Jedną z małych grządek zasadziłam ziołami. Mam tu lubczyk, pietruszkę, oregano, majeranek, szałwię i rządek poziomek. I po kilka brokułów i kalafiorów. Nigdy mi się nie udawało je wyhodować. Zawsze "szły w ćwiet", jak to u nas mówią. Ale tym razem Pan na rynku zapewnił mnie, że nie pożałuję. Tę grządkę też dziś wyściółkowałam.
Drugie małe pudło zostawiam pod ogórki, w trzecim pięknie rośnie cukrowy groszek. Jedno średnie zasiane marchewką i cebulą (zawsze wysiewam je razem: rządek tego, rządek tego), drugie jest dla buraczków i fasolki.
Kiedyś mama mnie uczyła, że fasolka i ogórki sadzi się TYLKO PO 19 maja. natomiast teściowa ogórki sadziła wczesnym porankiem 21 maja. To jest prawosławne święto Jana, więc przed tym, jak zacznie się służba w cerkwi (zazwyczaj o 8), ogórki mają być wysiane. Nie wiem, ile w tych ludowych przepowiedniach prawdy, ale w tych dwóch latach, kiedy siałam ogórki w ten dzień, plony były takie, że nie wiedziałam, gdzie te ogórki podziać. Koszami rozdawałam dla rodziny i sąsiadów. W poprzednim roku również. Mimo małej grządki i fatalnych warunków pogodowych ogórków miałam pod dostatkiem.
Cóż, nasi przodkowie byli bliżej natury, żyli według jej zasad, wiekami obserwowali ją i dostosowywali się. Więc, wbrew pozorom, byli w sprawach rolnych dużo mądrzejsi od nas. My, niestety, zbyt daleko od tego odeszliśmy. Zbyt ufamy osiągnięciom cywilizacji, wynikam różnorodnych badań naukowych, chemii rolniczej, gospodarczej i bła-bła-bła...
A propo chemii... Wiecie, jaki nawóz jest najlepszy? Sfermentowana pokrzywa! Wypełniamy naczynie (beczkę, wiadro, kanister) pokrojoną pokrzywą (nie koniecznie drobno), zalewamy wodą i czekamy dwa tygodnie, czas od czasu mieszając. Litr tego "wina" wlewamy do wiadra wody i podlewamy rośliny. Albo opryskujemy. Też dobrze działa. Ale ja jakoś nie bardzo lubię pryskanie, więc podlewam. Rośliny jak by kopniaka dostają! I to dotyczy nie tylko wzrostu, ale i zdrowotności. Mocne, zdrowe rośliny dłużej sprzeciwiają się jak chorobom, tak i szkodnikom. Dobrze jest na początku do pokrzywy dodać odrobinę obornika, lepiej krowiego, albo 3-4 razy mniej kurzego. Żeby razem wszystko sfermentowało się. To jest prawdziwa bomba nawozowa dla roślin. I to całkiem ekologiczna i bezpieczna dla ludzi i zwierząt. Podlewam nim tak że i kwiaty w doniczkach, w tym i domowe.
A tak na marginesie... Fermentować na nawóz można różne rośliny: skrzyp, babka, rumianek, nagietek, mniszek... Mają właściwości lecznicze dla ludzi, więc i dla roślin również. Bardzo dobrze jest podsypywać rośliny fusami herbaty. Albo przy posadzeniu sadzonek kłaść do dołka pod korzenie saszetki herbaty (tej najtańszej, Minutkę na przykład) i skorupki jajek. Uwierzcie mi, to daje na prawdę świetne rezultaty. Robię tak również, sadząc kwiaty do doniczek, te domowe też. Odwdzięczają się na maxa! :)

I tak, podsumowując... Jest bardzo dużo bardzo łatwych zabiegów, które przy mniejszym nakładzie pracy pozwalają uzyskać większe plony, i do tego ekologiczne. Bez chemii i sztucznych nawozów - ale z pokaźnym urodzajem. Nie warto je lekceważyć! Są sprawdzone przez wiele, wiele lat i na prawdę skuteczne. Szukając sposobów ułatwić sobie pracę (i z powodów zdrowotnych i finansowych, i ze względu na tryb życia) wróciłam pamięcią do czasów, kiedy moja babcia, potem mama, uczyli mnie wiedzy, przekazanej im przez ich mam i babć. Mając w sklepach przed oczami ogrom czudodziejnych środków , wygenerowanych przez cywilizację, zapominamy o tym, że przecież nasze babcie i prababcie obchodziły się jakoś bez nich. I całkiem nieźle sobie w tym radziły :) Póki ta wiedza jeszcze nie zanikła całkiem, warto jest czas od czasu posłuchać, co mają nam do powiedzenia starsi ludzie. Może jeszcze da się co nieco uratować.
A może i Wy znacie jakieś "cuda", które pomagają Wam w sprawach ogrodowych? Podzielcie się z nami :)
Na dziś to wszystko.
Pa! :)