Obserwatorzy

środa, 26 października 2011

Faworki inaczej

   U Ushii dzisiaj Dzień Gofra, a u mnie Dzień Faworka. Ot tak jakoś zachciało mi się coś przyrządzić. Wypadło na ten przepis. Dostałam go już 8 lat temu. Towarzyszy mu fajna historia.
   Za pół roku przed tym, jak pobraliśmy się z mężem, przyjechałam do niego wraz z dziećmi. W tym leśnictwie, gdzie pracował mąż, podleśniczy miał konia z bryczką. Woził turystów po Puszczy. I mój Ukochany ufundował nam na Święto - przejażdżkę. Mirek (podleśniczy) jest znawcą i wielbicielem tych miejsc, może opowiadać o nich godzinami. I opowiadał. Jeszcze nie wszystko rozumieliśmy, szczególnie dzieci. Ale co domyślaliśmy się, co podpowiadał Janek, i było świetnie. Dzieciaczki moje w te czasy miały trudne życie. Ja stałą pracę miałam tylko pół etatu. Ciągły brak pieniędzy wymuszał mnie na częste wyjazdy. Na 13-to, potem 14-to letnią córkę spadały wszystkie obowiązki po opiece nad młodszym bratem. Z rana ona biegła z nim do przedszkola, potem sama do szkoły, potem na zajęcia taneczne, potem znów za bratem, zostawiała go u sąsiadki, a sama biegła do szkoły muzycznej. Potem, już o 19-tej, 20-tej odbierała go, coś tam robiła zjeść, kładła go spać i wtedy odrabiała lekcję. Syn z kolei też nie wspomina te czasy najlepiej. Siostra, dumna z powierzonej jej misji, przywnosiła w ich stosunki dobrą dolę dyktatu. A przecież on wtedy miał tylko 6-7 lat. Do tej pory serce mi się ściska, jak wspominam to wszystko. I jest mi strasznie przykro, że nie mogłam im dać wtedy lepszego, spokojniejszego życia. Więc wyobraźcie sobie uczucia tych dzieciaków w tej podróży! Za granicą!!! Ich wożą, jak bogatych turystów!!! A obok uśmiechnięta w końcu mama i mężczyzna, który to wszystko podarował. Mi się wydaję, że oni wtedy czuli się, jak w bajce. A pod koniec przejażdżki Mirek zaprosił nas do domu, gdzie jego mam smażyła właśnie te faworki. I znów ciepłą, przyjazna atmosfera, mili ludzie i smaczne chrupiące faworki z aromatyczną herbatką. Czyli te faworki, to dla nas jeden z pierwszych smaków na obcej ziemi, która stała się drugą Ojczyzną. No i, oczywiście, nie mogłam ja stąd wyjechać bez przepisu. A oto i one:







   A oto przepis:
FAWORKI Z BIAŁOWIEŻY
   - 1 szkl. mąki,
   - 1 szkl. wody.
   - 1 jajko,
   - 1 łyżka sukru,
   - odrobina soli,
   - 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
   - 50 g wódki.
   Wszystkie składniki wymieszać. Ciasto wychodzi jak na naleśniki. W garnku rozgrzać olej. Im szerszy garnek, tym więcej faworków na raz można będzie smażyć. Nagrzać w oleju foremkę, zanurzyć ją na pół wysokości w cieście i opuścić do oleju. Wyjmować, jak się zarumieni i posypać cukrem pudrem.
   Z tej porcji wychodzi około 50 sztuk.

   Oto foremki, które ja mam:

   Zgięty uchwyt ze śnieżynki można wykręcić i wkręcić w serduszka, lub potrójną foremkę. A uchwyt w gwiazdce jest zamontowany na stale. Chyba tylko gwiazdkę kupiłam kiedyś na rynku, pozostałe dostały mi się od Teściowej.  Kiedyś to kilka porcji ciasta zepsuła, póki przystosowałam się dobrze to robić. Po pierwsze primo, jak mówi Ferduś, olej musi wrzeć na średnim ogniu, bo w zbyt mocno nagrzanym faworki się palą, a w słabo nagrzanym zostają blade i wiotkie i nie trzymają kształtu. Po drugie primo, foremkę nie można długo nagrzewać, bo ciasto mocno do niej przywrze i nie spadnie w oleju. A do słabo nagrzanej z kolei w ogóle nie przystanie i odpadnie, nie "dojeżdżając" do oleju.
   Ot prawdę mówią, ze dobra myśl przychodzi późno. Dlaczego nie wspomniałam o tych faworkach w niedzielę, jak córcia była w domu? Dziecko, przepraszam!!!
   Aha, dla tych, kto jeszcze się nie zorientował: Ri Adcka z komentarzy - to moja córcia.
   Barbaratoja, niesława, myślicie, że przestraszyłam się waszych pogróżek? =) Nie wyobrażacie sobie, jak ja marzę o tym, żeby chociaż ktoś do mnie przyjechał! Byłabym taka szczęśliwa! Więc na prawdę zapraszam i czekam!
   Aniarozella, dziękuję za tak miłe słowa! Jak tam Twój korbol?
   Alienora, czytałam, że z dyni można zrobić takie same cukaty, jak z arbuza. Jeszcze nie próbowałam, ale w najbliższym czasie na pewno. Dyń jeszcze mam od groma, na wszystkie eksperymenty starczy.
   Zaniosłam sąsiadom (emeryci mąż z żoną) po słoiczku dyniowych dżemów, z wanilią i z cynamonem. Sąsiad dziś pognał żonę po dynię :))
   ---
   Chyba pora już do łóżeczka. Oczki moje już śpią.
   Na dobranoc kilka moich robótek. Bajkowych snów życzę!





12 komentarzy:

  1. Też takie robię, ale, że nie mam swoich foremek to tylko wtedy jak pożyczę od pewnej ciotki. Pracki fajne, ale Ty się weź za ozdoby świąteczne, bo chyba niedługo będę miała dobre wieści dla Ciebie. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepis już spisałam, teraz tylko porozglądać sie za tym urządzonkiem do maczania ciasta. Wieki temu też mieliśmy to w domu rodzinnym.
    CO do starszych siostr to moja córka miała 2 braci na głowie, tyle, ze Twojej dzielnej córce było trudniej, bo ja o 16-tej już byłam w domku. Ciężko Wam było, ale jako dzielni ludzie daliście radę. Dobrze się czyta Twojego bloga, niczym książkę " o życiu" I jeszcze niczym Twoje słodkie cukaty te piękne lalki i ubranka na nich.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te faworki z foremek znam , jak byłam dzieciakiem to często z siostrą je robiłyśmy, ale szczerze mówiąc wieki juz minęły od ostatniego razu ;))

    Podziwiam Ciebie i Twoje dzieci , wiele musieliście przejść. Całe szczęście ,ze znależliście swoje miejsce na ziemi . :)

    Możesz być pewna ,że doczekasz się moich odwiedzin.jak tylko mój mąż zawita na dłużej w domu to masz naszą bandę na głowie :))Mnie dwa razy nie powtarzać, jestem mistrzem w spontanicznych wypadach przed siebie :)))I może się to zdarzyć prędzej niż możesz to sobie wyobrazić :))

    Miłego dnia !

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ apetytu narobiłaś mi na te słodkości- aż rodziców zawołałam, żeby obejrzeli te foremki i rozglądali się za takim urządzeniem;) Bo u nas z faworkami masa roboty- ciasto się robi twardsze, wałkuje, tnie na paseczki i zawija.
    A lale pięknie odziane, podziwiam kunszt!

    OdpowiedzUsuń
  5. Faworki mniamniusie, tylko foremek brak. Lalkowe ubranka super :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam o tym jak radziły sobie Twoje dzieci, świetnie je wychowałaś!
    Z Niesławą poznałyśmy się wtedy, gdy napisałam do niej, by nie wysyłała mi korali, tylko sama je odbiorę. W wolne popołudnie, w szpitalu na rehabilitacji wtedy byłam, pojechałam do niej. Po kilku dniach byłyśmy razem u Janeczki, potem u Zuli.Jak widzisz i jej i mi dużo nie trzeba, by któregoś pięknego dnia sie u ciebie zjawić. Wiosną lub latem(,w polu pomożemy;-)
    Przepiękne sukienki, a ciastek takich na żywo nie widziałam, tylko na blogach;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciężko było, ale poradziliście sobie i to jest najważniejsze. A w gości, jeśli można, też się wpraszam.Miałam w Czeremsze przyjaciółkę, bywałam tam; czy to daleko? Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam takie foremki!!!! Ale wiesz co, nigdy ich do faworków nikt u nas nie wykorzystywał - czasem sobie nimi nalesniki przyozdabiałam - bojęcia nie miałam, ze takie słodkie cuda mogą wyjść! Co tu wejdę, to mnie czymś zadziwiasz:)))
    No i cudną historię opowiedziałaś:)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha! znalazłam te foremki na allegro, pod nazwą rozetki :))) Więc jak by co to można coś takiego sobie kupić :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja takowe foremki mam od... 19 lat :-( Z Brześcia przywiezione, nigdy nie użyte, bo nikt nie wiedział jakie cisto i jak się tego używa. Na tym trójniczku mam śnieżynkę i dwa kwiatki.

    OdpowiedzUsuń
  11. przepis już skopiowałam tylko ...skąd te foremki wziąć ? hm...

    OdpowiedzUsuń
  12. ładne te ubranka na lalach
    ps dzięki za głosik w konkursie na kapelusz

    OdpowiedzUsuń