Obserwatorzy

piątek, 29 sierpnia 2014

Wszystko, o czym marzysz...

...jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko tę rękę wyciągnąć!

   Witajcie Kochani!

   Mogłabym powiedzieć, że to jest cytat kogoś tam znanego, ale nie jest. Tak ot po prostu przyszło mi do głowy... A to z przyczyny oglądania blogów, o których napisała Asia Green Canoe. Piękny wpis, i piękne blogi. Szykowne po prostu. Pomysłowe aranżację, cudne zdjęcia!  Patrzę, napatrzeć się nie mogę, podziwiam i szalenie zazdroszczę! Kreatywności, wyczuciu piękna i stylu, chęciom i konsekwencji w dążeniu do ich realizacji. Czego mi brakuje, by być na jednym poziomie z tak utalentowanymi dziewczynami? Jak to mi wyciągnąć tę swoją rękę? Tyle pomysłów, tyle planów, a ja pogrążyłam się w garach, słoikach i niewypielonych zielskach. Czy to norma, czy ja już po prostu się starzeję i nie nadążam za własnymi marzeniami?
   I jeszcze taka mała refleksja... Jarmark, organizowany przez "Naturę 2000". Ja ze swoimi zabawkami, ogrodnik z pomidorami, pszczelarz z miodem, facet od agroturystyki w koszuli a la ludowa... No i własnie ten "ludowy" częstuje gości i sąsiadów po stoiskach (czyli mnie tez) pieczoną koźliną, serkiem kozim i domowym chlebem, "pieczonym tak samo, jak moja babcia piekła".

   Goście zachwalają to wszystko tak, że mi normalnie ślina z gęby leci. No, myślę sobie, popróbuję i ja. A potem jakoś tam wycyganię od gościa przepisy. No bo co do króliczyny i koźliny (co bardzo podobne jak dla mnie jest w smaku) to ja jestem ciemna. Mimo że dużo lat te zwierzęta hoduję, to przyrządzić smakowicie nie umiem. Próbuję... Stoję i się zastanawiam... Ludzie, czy to Wam na prawdę tak smakuję, czy po prostu wychwalacie, bo tak przystało??? Koźlina ani miększa, ani smaczniejsza, niż moja... Ser... ot, taki zwykły sołankawy ser... Chleb... wypieczony z mąki, a raczej grubej kaszy z "własnego zboża, zmielonego na własnych żarnach" (kaszanych chyba, bo ani jak nie mącznych), twardy jak... mało nie połamałam zęby :( Ludzie, Wy mnie już trochę znacie, nie jestem złośliwa ani zazdrosna do cudzych sukcesów. Nigdy nie staram się umniejszać czyichś zasług, chwale w niebo, jeśli człowiek na to zasługuje. I nie kieruję się przy tym tylko swoim gustem, staram się być obiektywną. Ale uwierzcie, tu mi się nie udało. Zachwalałam pomidory ogrodnika: były różnorakie, smaczne i aromatyczne. Zachwalałam mód pszczelarza, na prawdę zasługiwał. Zachwalałam ziołowe herbaty z Runa, aromat stał nad całym jarmarkiem. Ale co do tego... No i tak myślę, czy to świat zwariował na punkcie nawiązanych z góry stereotypów? Czy to ja po prostu siebie tak nie doceniam? Kompleksy wobec ludzi sukcesu?
   Tak i z tymi blogami... Cóż, nie jestem kurą domową odmiany perfect, chociaż bardzo bym chciała. I to mnie wkurza, bo na bycie perfect nadzwyczajnie szkoda mi czasu :( Nawet nie zastanawiam się nad wyborem, czy wypucować na "ani kurzynki" kuchnię, czy wypielić grządkę. Czy dokończyć zabawkę, czy jednak zrobić soczek z opadłych jabłek. A może ja przesadzam? Dziś rozmawiamy z Mężem o planach na jutro. Mówię, że jutro znów jabłka na sok, bo jeszcze dwa kosza zostało, szkoda, by się zepsuły, i gruszki  z jeżynami na dżem. A, i jeszcze malina na polewkę. On na mnie patrzy i tak smutnie:
-  Ale te deski są przygotowane na podłogę do pokoju.
Ja oszołomiono:
-  A co do tego mają deski? Deski do dżemu nie są potrzebne.
-  Do dżemu nie, ale na dodatkowe półki w spiżarni jak najbardziej. Widziałaś, że słoiki już nie ma gdzie stawiać?
No, humorek dopisuje :) A to znaczy, że jeszcze nie jest tak źle :)
   A to właśnie wczorajsze zagrożenie dla w/w desek :)


   Ale powiedzcie mi, jak można nie zebrać i nie przetworzyć takiego cuda?!


   Jeśli już Bóg dał, to grzech tym darem pogardzić :) No nie? :D

   Agata Rak, nie wiem, co u mnie za odmiana jeżyn, ale moje nie wymarzają. Mimo, że pod tym względem miejsce mamy bardzo trudne, ale jeżyny te nawet czubków gałęzi (czasem 4-5 metrowych) nie tracą.
   Wilczyca Aga, dzięki za podpowiedź o przepisach Janeczki. Masz rację, u niej wszystko jest smaczne.
   Papiórkowa, no właśnie i u nas bardzo dużo plonów zostało "unicestwione" przez ptaki :( Ale, dzięki Bogu, jeszcze dużo i zostało.

   I na tym dziś chyba kończę. Już teraz mam dla Was jeszcze trzy tematy do obgadania i obejrzenia :) Mam nadzieję, że w kolejnym poście będę miała do pokazania i co nieco robótkowego.

   Takich pięknych widoków (j.w.) i Wam życzę!

   Pa!

   PS. Jola z Jolinkowa, gratuluję z całego serca! Tobie i Twoim kózkom!

12 komentarzy:

  1. Bo na totalny perfekcjonizm życia szkoda. :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Luda, a na co TObie przyrównywać się do tych blogów, gdzie autorki zamieszczają artystyczne zdjęcia. Owszem one są piękne, bo głównie o jakość zdjęć tam chodzi. Ale czy te blogi to wyznacznik czegoś ? Ja zapamiętałam inne powiedzonko "róbmy swoje". I TY rób to co robisz do tej pory. Czyli dziel się z nami tym jak pracujesz, jak żyjesz, co Cię cieszy. No i jeżeli chodzi o mnie, to ja z ogromną przyjemnością oglądam zdjęcia Twoich przetworów, warzyw, owoców, zwierzaczków no rodzinki. Zauważ ilu masz obserwujących CIę ludzi i ilu odwiedzających . To wyznacznik popularności.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się wydaje, że Ty po prostu siebie nie doceniasz ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ehh, zazdroszczę przetworów :) ja przy Tobie raczkuję :D właśnie wróciłam z rynku, gdzie nabyłam 15 kg pomidorów (swoich mam jakoś mało w tym roku, chyba czas na generalne porządki w szklarni, łącznie z wymianą ziemi:/), także dziś rządzi przecier

    OdpowiedzUsuń
  5. Luda,Ty jesteś mega zdolna-nawet nie masz pojęcia jak Ci zazdroszczę tych sprytnych i uzdolnionych paluszków.I dziergadełka i ozdoby i biżuteria.Wszystko piękne.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja tak zaglądam do Ciebie, pooglądam te słoiki i mam wyrzuty sumienia, że marnuję czas na koraliki, a pomidory na słodko-kwaśny sos czekają w kuchni :)
    Na te wycacane blogi patrz z przymrużeniem oka, bo dopiero na Twoim widać, że prowadzi go naprawdę interesująca i wartościowa osoba!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślałam, że mam dużo przetworów, ale u Ciebie jest po prostu masa...Rób, bo żal dobra zmarnować.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja sobie dziś tak chodzę tu i tam po bloglivin'ie, aż do Ciebie trafiłam. Poczytałam, poogladałam i sobie myślę, że Twoje przemyślenia są, przysłowie parafrazując, typu: cudze chwalisz, swego nie doceniasz.
    Może i piękne wnętrza pokazuje Asia Green Canoe, ale czy bardzo rodzinne? Czy jest w nich aromat gorącej herbaty z własnym sokiem malinowym? Smak świeżej zupy pomidorowej zimą z własnych przecierów? Popatrz Ludo na siebie cudzymi oczami i zobacz, czego inni Ci zazdroszczą, a mają czego :)
    Pozdrawiam.
    PS.
    sorki, że tak wpadłam i pouczam, ale mnie jakoś tak naszło

    OdpowiedzUsuń
  9. NIE MOGĘ OPUBLIKOWAĆ >>>> coś tu wariuje ,,,, ale olejek anansowy w sklepie mleczarni naprzeciwko kauflandu możne kupic

    OdpowiedzUsuń
  10. UFf poszło ale za 10 razem /

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudny post :) Nigdy nie zostawiałam komentarza ale dziś muszę :) Bo po pierwsze, wielokrotnie takie same przemyślenia miałam konsumując jakieś produkty na różnorakich jarmarkach...po drugie, muszę przyznać rację poprzedniczkom...robisz wspaniałe rzeczy i w żadnym względzie nie zasługujesz na mniejszą uwagę niż wspomniane "perfekcjonistki".Z resztą w wielu kwestiach właśnie jesteś perfekcyjna, co potwierdzają zamieszczane fotografie :) Po trzecie uwielbiam Podlasie i jego klimaty...już któryś rok z rzędu spędzam wakacje w kolejnych jego zakamarkach...Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz rację, najpierw trzeba robić to, co może przeminąć i się już tego nie dogoni. Pierwszeństwo mają przetwory.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń