Obserwatorzy

niedziela, 8 września 2013

Niedzielka...

   Słoneczko świeci... Starsze dzieci na zakupach... Młodsze dziecio z tatem na spacerku rowerkiem...

   Witajcie Kochani!

   Wreszcie mam chwilkę dla siebie. Nie wiem, czy długo ta chwilka potrwa :) ale jednak.

   Ziemniaczki zebrane. Odetchnęłam z ulgą. Nie dużo ich, ale dla nas starczy. Pod koniec wiosny na polu stała woda, posadziliśmy je późno. Potem uderzyły upały i ziemia stała się skałą. I tak nie wiem, jakim cudem te ziemniaki potrafiły urosnąć. Bo jak próbowałam nakopać sobie na jedzenie, to złamałam motykę - odskakiwała, jak od prawdziwej skały :( Musiałam brać łom. Pewnie, nie wierzycie? Ale tak było, niestety. No ale już w porządku, zimę przetrwamy! :D  Suszę śliwki,

   już słoik jest, suszarka czeka na kolejny rzut.

   Zaczynają opadać twarde gruszki, też pójdą do suszarki.Pytały mnie dziewczyny o suszenie malin. Pisałam już na Facebooku, ale wkleję odpowiedź i tu, bo wiem, że nie każdy FB lubi. Maliny suszyłam w zeszłym roku. Temperatura musi być niska, bo się rozpłyną. Ze słodkich dużych malin wyszedł mi okropnie kwaśny susz. Ale do herbatki... Jabłek w zeszłym roku nasuszyłam ogrom, a w tym nie ma na jabłonkach nic. Muszę po sąsiadach poszperać. Widzę, że stoją przy bramach worki, oczekujące na zakupowy samochód. No to i mi, pewnie, się dostanie. Bardzo chcę natoczyć soku. Dużo miałam, ale szybko znikł :) Gruszki jeszcze mam, pietruszkę, można jeszcze raz popróbować z pomidorami się pobawić. 
   Podpatrzyłam w Polsat Food Network robienie czipsów z marynowanych ogórków. No a jak że! Musiałam wypróbować. Pokroiłam w krążki, zalałam zwykłą marynatą, tak jak do słoików. Postały dzień, obtaczałam w mącę i - do frytkownicy. No cóż... Nie jest to jedzenie na co dzień, ale jako przekąska, albo nowinka na spotkanie z przyjaciółmi - jak najbardziej. I myślę, że nie będzie różnicy, jeśli nie marynować te krążki specjalnie, tylko pokroić już gotowe marynowane lub kiszone ogórki. Radzę spróbować, na prawdę nie są złe :)

   Samym ważnym zdarzeniem zeszłego tygodnia było na pewno rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Moi synusie po powrocie starszego ze szkoły:
    Czas leci, dzieci rosną... Nie nadążam już ani za czasem, ani za dziećmi... Ani za swoimi planami... A tych to mam, oj mam! :) Nie mogę na razie zrobić generalnego remontu w domu, ale już zbieram różne starocie i nie bardzo starocie do przeróbki pod mój gust. Parę dni temu na złomie u siostrzenicy wypatrzyłam przepiękny świecznik na ścianę, w środę na rynku - stary zardzewiały kinkiet z fajnymi drewnianymi gałkami. To, oczywiście, do przemalowania i dorobienia. To plany raczej na zimę, bo teraz nie do tego. Czasem można spotkać rzeczy już same w sobie fajne. Ulubiony kubeczek, który po pęknięciu już nie nadawał się do picia, został fajową shabby chik doniczką dla delikatnego fiołka:

    Wiklinowy pojemnik, kupiony za parę złotych w Biedronce, bardzo mi się podobał, ale nie pasował mi kolorystycznie.  Pobielony, został wymarzoną osłonką dla doniczek z innymi fiołkami.
    Z lewa: też pobielona stara ceramiczna doniczka, która miała już iść do wyrzutu :)
    Komplet bielonych ceramicznych doniczek z cynową podstawką do ziół też kupiłam w Biedronce. Dziękuję drukowanym reklamkom - w nich wypatrzyłam i czekałam, aż się pojawią w sprzedaży :)
 
    W zasadzie, nie trzymam ziół w kuchni. Mam tego dobra pod dostatkiem w ogrodzie. Ale ten komplet po prostu wołał mnie o uzupełnienie należytej zawartości :D
   Wiaderko odstąpili mi w kwiaciarni za grosze, bo ma w środku z lekka uszkodzoną powłokę. Stało pojemnikiem na czosnek :)

    No, i największa "ozdoba" mojego domu, bezsprzecznie w stylu shabby chik - stare żeliwne grzejniki!!!
   No właśnie, chociaż i są one absolutny shabby chik, ale ozdobą są absolutnie w cudzysłowiu. Żeliwne, masywne, były ustawione w domu 30-ileś lat temu, z odzysku (wiadomo, każdy grosz się liczył). Mają w wielu miejscach nakrapiane plamy spawalnicze, są chropowate, brudne. Brudne nie dlatego, że ich nie myję lub nie maluję :) Tylko że plamki wieloletniej rdzy i jakiejś tam smoły (czy co to w ogóle jest) przechodzą przez farbę i w żaden sposób ich się nie pozbyć. Zamieniać na współczesne aluminiowe nie chcemy. Bo chociaż powoli one się nagrzewają, ale jednak długo trzymają temperaturę, i w zimie czasem nawet nie musimy w nocy wstawać, by podłożyć do kotła: nad ranem, jak pora już wstawać, grzejniki wciąż jeszcze z lekka ciepłe. No i pytanie: jak ich ukryć? Widziałam w sieci dużo różnych zdjęć, ale nie wszystko mogę zaakceptować. Nie wchodzi w rachubę siatka hodowlana na ramce z kątowników, bo nie jestem spawaczem :D Jestem, oczywiście, bardzo zdolną babką, ale nie na tyle :) Chociaż... na studiach mieliśmy spawanie, i nawet miałam z tego przedmiotu piątkę (z pięciu :) i z teorii i z praktyki. Ale uczyliśmy się na sprzęcie ciężkim, przemysłowym i już... żeby nie skłamać... 29 lat temu. O Jezu!!! :O Ile??? Dobra, przejechaliśmy... :( No. Pewnie, jak by zaszła taka potrzeba, to i z tym by sobie poradziła. Ale jakoś mi się nie chce... Najlepiej by była ażurowa zasłona z cienkiej sklejki, cienkich drewnianych kątownichków - coś w tym stylu. Z drewnem to by mi było łatwiej, niż z metalem. Najłatwiej by było ubiegać się o pomoc zaprzyjaźnionego stolarza. Ale BARDZO zaprzyjaźnionego nie mam, a niezaprzyjaźniony za takie coś zaśpiewa... Że za tą kasę nowe grzejniki postawić by można. Będę wdzięczna za podpowiedzi.
   ...a żeby tak siatkę zamocować na drewnianych ramkach... i z góry wąski blacik, parapecik - jak nazwij, tak nazwij...
  ... no... trze to obmózgować...

   Bezrobótkowo dziś. Mam co nieco na wykończeniu, ale... Ziemniaki i śliwki były ważniejsze :D

   Marlena Siemczyszyn, elfi, bułeczek to bym raczej nie wysłała, ale ciasteczka... jak najbardziej :)

   Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie! Dziękuję, że jesteście nadal ze mną! I wybaczcie mi, że rzadko goszczę u Was. Bo to blogowanie i facebook'owanie odbiera strasznie dużo czasu :(

   Miłej niedzielki życzę i udanego tygodnia!

   Pa!


   PS. Przypominam o liczniku 55555 i dodaję jeszcze 56789 :)

11 komentarzy:

  1. A u mnie zioła w domu rosnąć nie chcą i już po tygodniu ich nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  2. właśnie... dlaczego ja nie ususzyłam śliwek... przecież tak bardzo je lubię !
    teraz też nie mam ziół w kuchni bo rosną w ogrodzie ale zimą... jednal lubię je mieć w domu
    miłego wieczorku Luda

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że to tak daleko. U mnie w tym roku nie ma śliwek, a jabłek jest sporo. Podzieliłabym się z Tobą. Z wykopaniem ziemniaków mieliśmy podobny problem. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle tu różności opisałaś ,że nie wiadomo ,które chwalić???? więc chwalę wszystkie!!! I cieszę się ,że tu wpadłam i sobie podczytałam
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj nie jestem za osłanianiem kaloryferów. Zawsze cośtam tego ciepła zostaje i nie przenika ono tak efektywnie do pomieszczenia jak bez żadnej osłony. Sama mam taką 'ozdobę' i latem ratuję się długimi firanami i zastawianiem kaloryferów meblami. Zimą to już wyjścia nie ma i trzeba odsłaniać ile się da, żeby tego ciepła nie marnować :)
    A jak już bardzo chcesz, to przyszła mi do głowy siatka przybita (gwoździami czy takerem) do drewnianej ramy (z listewek). Tanie i sama też zrobisz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tam, oj tam też mam takie kaloryfery w domu i wcale ich nie ukrywam. Firany miałam długie w salonie, ale od kiedy mam koty w domu musiałam z nich zrezygnować. Na oknach są lambrekiny lub krótkie firany. Kaloryfery może są brzydkie, ale żeliwne lepiej i dłużej trzymają ciepło.
    Pozdrawiam.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, chcieliśmy Cię zaprosić na trzecie już spotkanie kreatywnych kobiet z Podlasia. Poznajemy się tam nawzajem i wymieniamy doświadczeniami. Dobre towarzystwo i dobra kawa gwarantowana :) Jeżeli masz czas i ochotę wpadnij :)

    Więcej szczegółów na blogu: http://bialystokreatywny.blogspot.com/
    oraz na Facebooku: https://www.facebook.com/events/625812344136388/

    Pojawiają się tam aktualne informacje o spotkaniu oraz relacje z nich. Będzie nam bardzo miło jeżeli się pojawisz :) Zapraszamy !

    OdpowiedzUsuń
  8. ... też mam takie shabby chik kaloryferki - trzeba je polubić, są w końcu "shabby chik" a to przecież jest na czasie, ... no nie ;)))

    OdpowiedzUsuń
  9. U mojej mamy też zostały takie grzejniki i też za nic nie chce ich wymieniać bo są po prostu niezwykle mocne i trwałe. Jesteś tak kreatywną osobą, że na pewno wymyślisz coś by je leciutko zamaskować :-) Może jakieś delikatne zasłonki w stylu shabby chik - jeąli chodzi o kuchnię?

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja pokochałam te stare kaloryfery:), najpierw chciałam je wymieniać, ale teraz mi przeszło... one naprawdę mają swój urok:). A takie pionowe wysokie, lekko ozdobne są nawet bardzo drogie:)

    OdpowiedzUsuń