Obserwatorzy

czwartek, 22 sierpnia 2013

Myśli w drodze...

   4:30... Ja w drodze... Jeszcze prawie ciemno... Przede mną droga 25km w jedną stronę... Jadę przez wieś... Ani jednego światełka w oknach...

   Witajcie Kochani!

   Tak wygląda mój początek dnia. Jadę przez 7 wsi (ot tam wsi... po kilkanaście domków... ale jednak!). Tylko w dwóch oknach widziałam światło: w starym domku, w którym mieszka, pewnie, jakaś staruszka, której nad ranem już się nie śpi. A w drugim, znam to z przypadku, jest malutkie dziecko. Jadę i tak se myślę, po jakiego grzyba mi takie życie? Przecież ci ludzie, które o 4:30 spokojnie śpią w swoich łóżkach, też jakoś żyją, wychowują dzieci, jakoś sobie radzą. I nie tak źle radzą, sądząc po wyglądzie domów. I tak to ja o tym się zadumałam, że mało nie rozjechałam jakieś ptaszysko. Dużo ich o tej porze na drodze siedzi, ale zdążają przede mną uciec. Ta jakoś się zagapiła. Żwirówka. Taka nie zbyt dobra, jak deska do prania, prędkość zawrotną na niej nie osiągniesz (chyba że chcesz, by emeryt Polonez na części zapasowe się rozleciał), ale jednak kilometrów z 50 miałam. Ja po hamulcach, samochód w poprzek drogi. Stoję i myślę, że ten ptaszek pewnie też o życiu swoim się zadumał: jesień, wkrótce trze odlatywać, droga czeka w tysiące kilometrów do Afryki, Azji czy jeszcze tam gdzie, nie wiadomo, czy żywy zostanie... I po co takie życie?!! Stałam tak na drodze pośród lasu o... prawie 5:00... I pomyślałam, że chyba nie mam jeszcze najgorzej. 25 km to jednak nie Afryka :) I z takim nastawieniem pojechałam dalej.
   No... takie refleksję na temat codzienności... :)
   Ja jak to ja: albo milczę po półtora miesiąca, albo klepię wpis za wpisem. Ostatnie dni miałam bardzo dużo jazdy i dużo czekania w drodze. Żeby nie marnować czasu, miałam ze sobą - a jak by inaczej :) - włóczki z szydełkiem. Powstały kolejne komplety dziecięce. Czapeczka dla dziewczynki, latek tak 2 mniej więcej. Na Tajfuna troszkę za mała, ale on u mnie chłopaczek duży :)


   I komplecik niemowlęcy, może być jak dla chłopczyka, tak i dla dziewczynki:


   Wszystko do wzięcia :) W razie chęci proszę o maila.

   No i jeszcze coś z kuchni. Za nieimaniem czasu na przygotowanie wyszukanych posiłków powstają czasem całkiem ciekawe dania. Biegając pomiędzy podwórkiem a kuchnią, gdzie bulgotało leczo, przeznaczone do słoików, zatrzymałam się na chwilę przed telewizorem, w którym leciał jakiś poranny rosyjski program. Pokazywali, co na szybkiego można przygotować z produktów, pozostałych od wczorajszych posiłków. No, i jest pomysł na obiad! I tak,

ROLADA ZIEMNIACZANA

   Mogą być wczorajsze ziemniaki, można ugotować świeże, utłuc na pure. Posolić, doprawić do smaku. Wbić 2-3 jajka, wsypać mąkę. Wymieszać ciasto. Nie mam konkretnego przepisu, robiłam na oko. Ciasto ma być mniej więcej konsystencji drożdżowego, jak na chleb lub bułki. Ale jak i gęstsze będzie, to nie ma biedy :), lepiej będzie się nakładać. Powstałe ciasto rozłożyć na stole na folii spożywczej. Szerokość ma być taka, by po uformowaniu rolady zmieściło się w przeznaczonej do pieczenia formie. Na ciasto wyłożyć wszystko, co znajdzie się w lodówce. U mnie to była pokrojona na plasterki kiełbaska (mortadela, szynka, mielone), podsmażona na oleju cebulka (dowolne warzywa, szpinak, marchewka, pomidory, papryka), posypana siekaną pietruszką, szczypiorkiem i koperkiem. Dobrze by jeszcze tartym serem, ja nie miałam, więc tak zostało. Z pomocą folii ostrożnie zwinąć to wszystko w roladę, "wywalić" do wysmarowanej masłem i posypanej tartą bułką formy. Można formę nie posypywać, tylko wyłożyć papierem do pieczenia. Nie trzeba się przejmować, jeśli coś się rozwali: poprawić rekami, przyklepać :) Posmarować roztrzepanym jajkiem (fajnie się zarumieni podczas pieczenia). Do piekarnika na 30-35 minut przy 180-200st. Sam proces pierwszej rolady na zdjęcie się nie załapał, zapomniałam po prostu. Drugą formę wypełniłam tymi samymi składnikami, ale układała ich po kolei: pure, kiełbasa, cebulka, znów pure i t.d. Ostatnia warstwa to ziemniaki.

    Przy podaniu można polać śmietaną lub innym sosem, posypać ziołami. U mnie ciasto było za rzadkie, po upieczeniu rolada trochę opadła. Ale smaku to nie popsuło. Kolacja była wyśmienita!

   No to chyba tyle na dziś. Może coś przypomnę, to dopiszę później :)
   Aniarozella, proszę o kolorek :)
   Dorota von Cologne, jak tam ręce? :D
   olllq, dzięki za radę!

   Dobrego dnia życzę!
   Pa!



16 komentarzy:

  1. Moja droga, dobrze jest się czasem zatrzymać , podumać ,choćby nad ptaszkiem , też tak mam zazwyczaj jak słońce zachodzi, czasem myślę czy jutro też je zobaczę ?
    Uściski gorące zasyłam .
    Ilona

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja z ziemniaków robię 'roladę' z waflami. gorącymi ziemniakami z tłuszczykiem i cebulka przekłada się wafle, potem zwija i obsmaża w jajku i bułce :) pychaa! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tym nieregularnym blogowaniem to ja jestem do Ciebie bardzo podobna :-) Albo nic nie piszę, albo od razu kilka postów, jak znajdę trochę czasu. Smaka mi narobiłaś takiego, że chyba jeszcze dziś muszę wypróbować przepis!

    OdpowiedzUsuń
  4. Luda bardzo mi się podoba dzisiejszy wpis. Mnie nie dziwi, że potrafisz zatrzymac się i zadumac. Jesteś artystyczną, bardzo natchnioną duszą, więc pasuje do Ciebie. A to, że życie bywa twarde i trza sie z nim za bary brac, nie stanowi, że zniszczyło w Tobie to co piękne i szlachetne.

    Gdybyś miała jakąś lila włóczkę lub fioletową, to byłoby idealne. Mój adres rozelka@wp.pl pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej mnie rozbawił moment, gdzie zauważyłaś, że czapeczka na dziewczynkę jest ciut za mała na Maksymiliana. Wyobraziłam sobie takiego 2-letniego brutalnego faceta w różowej małej czapeczce =]

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale z Ciebie ranny ptaszek. Ja jestem nocnym markiem i poszłam spać o 3.30 kiedy Ty zapewne wstawałaś.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozmyślania z drogi pocieszające dla tych co w trudach, Ale nie rozmyślaj w drodze tylko na postoju. Przepis godny wypróbowania, dzięki. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. a bo dobrze tak raz na jakiś czas stanąć i pomyśleć... spojrzeć, popatrzyć, głęboko odetchnąć i dojść do wniosku że jednak da się żyć na tym nie najlepszym ze światów ;) zdrowie względne jest, chłop gdzieś tam się plącze po podwórku, dzieciak lata po domu jak króliczek duracella na prozacu i z balonów na sznurku robi pieski, robota jest, pieniądze jakie takie, nie trzeba się martwić że "kolbami do drzwi załomoczą" (nosz kurna cały czas mam w oczach zdjęcie martwych dzieci z Syrii po ataku sarinem i wyć mi się chce...), da się żyć... a że inni mają może lepiej? niech mają, dobry los, może mnie też się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ech ... Wrażliwa Duszyczko , cudownie się Ciebie czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  10. I wyszło bardzo optymistycznie. Niemowlak w moim domu też nie pozwala pospać, a jestem sową i spanie do 8-9 baaaaardzo by mi odpowiadało :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jako śpioch współczuje tak wczesnego wstawania ;o)
    Przepis bardzo mi się podoba już się zastanawiam co mam w lodówce do wrzucenia ;o)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. no ja ostatnio nie wstaję tak wcześnie bo... o tej godzinie czasami dopiero zasypiam... hihi
    masz rękę Ludka do robótek dla dzieci

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiem co to jest wstawanie o tak wczesnej porze , jak mam ranną zmianę to wstaje o 4 i jadę 35 km, do pracy , Przepis prosty i szybki już sie piecze w piekarniku , ciekawa jestem co mi tam wyjdzie ,,,

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepis kradnę a o pomyśle na komplecik dla maluszków pomyślę jak skończę 2 kapy z kwadratów...

    OdpowiedzUsuń
  15. Sliczna ta czapeczka z kwiatuszkiem:) aż szkoda że moje panny już na progu dorosłości:) przepis na rolade porywam do szybkiego wypróbowania...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też robię na szydełku w czasie jazdy samochodem !

    OdpowiedzUsuń