Obserwatorzy

niedziela, 9 czerwca 2013

I kolejny raz o przyjemnym :)

   Nie, to nie znaczy, że mam mniej problemów i bardzo mi wesoło :) Ale wychodzę z założenia, że dobre myśli potęgują stworzenie dobrego toku życia. O, zakręciłam...

   Witajcie Kochani!
   To co, porozmawiamy o domowym spa? Pewnie, każda z Was ma swoje wypróbowane przepisy. Ja też mam. Nie uganiam się za nowinkami przemysłu kosmetycznego. Nie mam na to ani ..., ani ochoty. Myślę, że nie stworzymy nic bardziej skutecznego, niż już stworzyła Matka-natura. Jako kobieta wiejska :), staram się wykorzystywać to, co mam pod ręką i pod nogą :D
   Najpierw muszę odznaczyć nie tak dawny swój wynalazek. To znaczy, nie mój wynalazek, znaleziony na beskrajnich przestrzeniach rosyjskich stron internetowych, ale dla mnie to był wynalazek na skalę Koła w historii człowieka :).
WODA PIETRUSZKOWA 
   Ot taka znajoma wszystkim roślinka ogrodowa (i sklepowa :) okazuje się w stanie tworzyć cuda z naszą cerą. Od razu powiem - nie wierzyłam, wzięłam za kolejny kit kosmetyczny. Chociaż potem się zastanowiłam, bo wiem, że pietruszka jest cudotwórczym środkiem na różnego rodzaju problemy z układem nerki - drogi moczowe. Wiem to dobrze, bo mąż miał poważne problemy z atakami kamienicy nerkowej. Kanapki z pastą pietruszkową w domu i do pracy - i po problemie. Co prawda, ma specyficzny posmak, nie każdy go lubi (mąż nie lubił strasznie!), dlatego mieliłam na maszynce razem z czosnkiem, smarowałam tę papkę na chleb, z góry wędlinka - jakoś tam szło :) Można zmielić z innym składnikiem, mającym zdecydowany smak, albo po prostu nałożyć na kanapkę razem z liśćmi sałaty. No więc...

   Drobno pokrojoną natkę pietruszki (mniej-więcej sklepowy pęczek) zalewamy 150ml zimnej przegotowanej wody, zostawiamy pod przykryciem na 12 godzin. Przecedzamy, przelewamy do buteleczki i do lodówki. Stosować jak tonik do oczyszczania i odświeżania. Zachowuje przygodność do 2 tygodni.
  
   Chociaż cerę mam wcale nie suchą, ale po umyciu zawsze czułam taki efekt ściągania. Musiałam stosować krem nawilżający. Po przecieraniu twarzy płatkiem, zmoczonym tą wodą żadnego kremu już nie potrzebuję.

   O tym, jak działa plasterek ogórka na oczy i cerę dookoła, wie pewnie każdy. Ja częściej stosuję inny środek. Czarna herbata. Tak, najzwyklejsza czarna herbata. Można zaparzyć i po wystygnięciu namoczyć płatki kosmetyczne, nałożyć na oczy i po relaksować kilka minut. Efekt oszałamiający! Można także zaparzyć herbatę w saszetkach, wypić ją (albo i nie wypić - jak kto woli :) a saszetki nałożyć na oczy. Zmęczone zaczerwienione oczy, worki po imprezie albo niedosypianiu - zapomnicie. Muszę także odznaczyć i efekt leczniczy. Kiedyś, jak starsze dzieci były małe, nigdy nie stosowałam dla nich żadnych kropli do oczu. Wiadomo, jak bywa z dziećmi: grzebie się w ziemi, albo żmaka kotka, albo do talerza z rękoma - i do oczu. Na jutro sklejone rzęsy albo nawet poważne zapalenie. U mnie zawsze była tylko herbata. Przemywałam co 30-40 minut. Do końca dnia już było wszystko w porządku. No, na drugi dzień, jeśli stan był bardziej zaawansowany. Stosowałam ten przepis i dla zwierząt - działa tak samo. 

   Kolejny cud-przepis. Na mocne włosy. Pokrzywa. Wiem jeszcze o łopianie i skrzypie, ale ja osobiście korzystałam tylko z nastoju albo wywaru z pokrzywy. Szczególnie jest potrzebna, jeśli włosy zaczynają wypadać. 
   Pęk pokrzywy wrzucić do gotującej się wody, wyłączyć ogień, nastajać pod przykryciem, póki nie osiągnie temperaturę, przyjemną dla skóry głowy. Myć, jak zwykle, tylko zamiast wody polewać głowę wywarem. Jeśli włosy nie wypadają, ale chce się, by były mocniejsze i gęstsze, można wywarem tylko spłukiwać. Można do wywaru dodać łyżkę octu - włosy będą miękkie i jedwabiste. Na zimę pokrzywy można nasuszyć. Działa nie gorzej, tylko surowca do gara trzeba dodawać mniej. Dobry efekt na wzmocnienie włosów i skóry głowy daje jajko. Za półgodziny do mycia wetrzeć we włosy i skórę surowe jajko (albo dwa na długie włosy). Okryć reklamówką i ręcznikiem. Potem zwilżyć wodą, dobrze rozmasować. Pojawi się piana, która działa, jak szampon. Tak że wynalazki sklepowe nie są konieczne :) Spłukać dobrze wodą albo wywarem z pokrzywy.

   Co do reszty ciała... Sól morska do wanny, olejki eteryczne, pilingi cukrowe i migdałowe... To też wszyscy wiedzą. Ja już kilka lat stosuję swój 

PILING CUKROWO-KAWOWY

   8 łyżeczek cukru i 1 łyżeczkę kawy mielonej dobrze wymieszać, dodać łyżeczkę oleju roślinnego, wymieszać. Tą mieszanką rozcierać zwilżone ciało. Spłukać czystą wodą.


   
   Nie mogę nawet opisać, jak cudownie się czuje po tym "zabiegu". Cera się robi jedwabista, elastyczna. Zdaje się, że zrzuciłaś z siebie z 10 kilo. Stosuję ten przepis już kilka lat i nie mam zamiaru zamieniać go na coś innego. 
   Ze dwa tygodnie temu pierwszy raz popróbowałam zrobić sama mydełko. Nie wiem, czy płakać, czy się śmiać :) Przepisów w internecie można znaleźć setki, nie będę się powtarzać. Powiem tylko, że wzięłam zwykłe czyste, bezzapachowe mydełko, natarła go na tarce, 
 

misę wstawiłam do większej, wypełnionej wodą, postawiłam na ogień. Trzeba było mieszać, póki się nie rozpuści. Nie chciało! Musiałam dodać odrobinę wody. Kilka razy. Do galaretowatej masy dodałam kilkanaście kropli olejku magnoliowego, natartą na tarce suchą skórkę z pomarańczy i suche płatki nagietków. 

Wyłożyłam do foremek silikonowych (nalać się nie dało) i zostawiłam do zagęszczenia. 

Zajęło to prawie dobę. Potem wyłożyłam na papier do pieczenia i suszyłam jeszcze kilka dni. 

Nie wiem, co zrobiłam nie tak, bo w przepisie, który wykorzystałam, było napisane, że schnie kilka godzin :( Ułożyłam do pudełka, ale nadal wygląda tak, jak by było trochę niedosuszone. Ale pachnie cudnie!

   No to teraz jeszcze coś dobrego dla żołądka :) 

SAŁATKA W PŁYNIE :)
   
   To taka nazwa robocza :) Kawałek ogórka, można rzodkiewkę, liść sałaty, szczypiorek, pietruszkę, koperek, można jeszcze pomidorek, bardzo dobrze dodać seler, naciowy lub korzeń (szczególnie dla odchudzających się).  Pokroić, wrzucić do blendera, zalać zsiadłym mlekiem, dobrze zmiksować.


   Bomba!!! A wiecie, że seler, to jedyny produkt na świecie, który do spalania (trawienia) potrzebuje więcej energii, niż przy tym wydziela? Czyli, wymarzone jedzonko dla odchudzających się. Szkoda tylko, że nie lubię jego smaku. Ale stosuję! Nawet posadziłam u siebie :)

   A teraz coś mniej dietetycznego. Czyli

CZEBUREKI (ЧЕБУРЕКИ)

   Danie azjatyckie. Nie powiem konkretniej - turkmeńskie, azerbejdżańskie czy uzbeckie. Ale na pewno z tych krajów, gdzie chodzą (chodzili) w pikowanych chałatach (szlafrokach?) i futrzanych papachach (czapkach), czyli z krajów stepowych. Jak że u nas kraj (Związek Radziecki) był bardzo różnorodny co do narodowości, wszyscy mieszkali razem i robili wszystko razem, to danie to bardzo przypadło do gustu wszystkim i teraz jest już, tak bym powiedziała, regionalnym danem radzieckim :D I teraz podaje się jego we wszystkich knajpach, kafejkach i kioskach z żywnością. To taki nasz, swojego rodzaju, fast food :)

Potrzebujemy do tego zwykłe ciasto jak na pierogi. Można drożdżowe, ale ja zawsze robię ze zwykłego: woda i mąka, nic więcej. Do farszu trzeba mielone i jak najwięcej świeżego pokrojonego szczypiorku. Nawet 1:2 objętościowo. 
 
Mieszamy, doprawiamy. Odrywamy od ciasta kawałki z dużą śliwkę rozmiarem :), rozwałkujemy na grubość około 3mm. Nakładamy na środek farsz, 

składamy na pół, dobrze przygniatamy farsz i dookoła, prawie na płasko

 i talerzykiem wycinamy duży "pierog", zostawiając dookoła farszu szeroki brzeg ciasta. 


Obsmażamy na oleju z obu stron do mocnego zrumienienia. 

Składamy do garnuszka pod pokrywkę, by trochę zmiękło ciasto. Ostrożnie! Bo można połknąć język razem z tym czymś! :D

   Jeśli zostanie ciasto, nie trzeba go wyrzucać. Rozwałkować tak, jak na czebureki, powycinać szklanką krążki, obsmażyć na tym samym oleju, wyłożyć na talerz i posypać odrobiną cukru. Szmakota! :)

   Co do stolnicy silikonowej... Marzyłam o niej od dawna. W końcu dało się kupić w Kauflandzie po dość przystępnej cenie. No... Nie jest aż tak dobrze, jak się reklamuje, i tak musiałam trochę mąką podsypywać, ale na pewno dużo lepiej, niż na stole. Z tym zawsze był problem. Takie ciasto, żeby od stołu oderwać, trzeba było podsypywać ogromną ilością mąki. Potem na patelni zbierało się jej więcej i więcej, przypalała się i psuła smak i wygląd dania. Tak że myślę, że jest warto ją kupić.

   No cóż... O ogrodzie dużo nie będę. Nie jest najlepiej. Długie deszcze i zimna pogoda sprawiły, że dużo wysianych i wysadzonych w tym czasie roślin nie wykiełkowało (zgniły nasionka) lub nie rośnie, siedzi, jak przywiązane. I dziś na dworze zrobiło się zimno, deszczowo, chociaż z rana stał upał pod 30 i parzyło tak, jak by chciało wysuszyć całą ziemie. Ale i tak mamy już pierwsze ogórki i truskaweczki. 
 
   Jest pierwszy zbiór ziółek:


   Oregano już wysuszone, przetarte i zapuszkowane :) Zaraz pójdę pakować melisę, do wieczora, pewnie, wyschnie i mięta. Potem jeszcze dziurawiec i hyzop. No i rumianek, oczywiście. Ech, nie mogę się nacieszyć swoją suszarką :)

   Z robótek popełniono nie dużo, za sprawą ogrodu nie mam na to czasu. Ale i to zostawię na kolejny raz, bo część z Was, pewnie, drzemie już :) 
   Dziękuję wszystkim za miłe słowa w adres moich robótek i przepisów. Mam nadzieję, że przydają się :)

   No to wszystkiego najlepszego! 

   Pa!

15 komentarzy:

  1. ja mam wprawdzie swoje ulubione naturalne kosmetyki jak np.woda z kapusty kiszonej,obierki z ogórka czy tonik z kilku ziół i esencji z herbaty i odrobiny spirtusu ale to pietruszkowe udo mnie kusi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny post.Proste, ciekawe, z dawien dawna znane sposoby.A my do chemii gnamy.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. no to teraz wiem czemu Ciebie kochanieńka nie widać ! wszystko robisz...
    ale ze mnie blondynka... toć ja suszarkę mam i ziółka jak najbardziej w niej trzeba suszyć... dobrze, że mi przypomniałaś...
    pochwalę się...Ludka... mam prawo jazdy... czy Ty wiesz co to oznacza ? hehe
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawostka z tą zieloną natką pietruszki, muszę wypróbować. O kojącym działaniu naparu z herbaty już wiedziałam od dziecka. Pamiętam jak mama przykładała sobie waciki nasączone w esencji z herbaty pod oczy. Polecam na wszelkie problemy z oczyma ziele świetlika, nie ma lepszego. pozdrowienia Ludzia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle cudownych i prostych przepisów naraz!!! Pasta pietruszkowa? Podobnie jak Twój mąż jem ale nie cierpię, jem od 3 dni- {nerki}ale nie znoszę pietruszki.
    Dzięki za fajne podpowiedzi
    Miłego odpoczywania

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za przypomnienie czeburieków, na pewno zrobię, bo bardzo je lubię. Do czego używasz hyzopu ? Mam w zielniku spory krzak, a używam tylko odrobiny w mieszankach do mięsa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Postaram się wypróbować tę wodę pietruszkową - może mi pomoże. U mnie na razie ścięte tylko oregano, melisa czeka, cząber niestety się zmarnował i w tym roku nie będzie. Pozdrawiam i dzięki za fajne przepisy spa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne przepisy Luda :-) piling na pewno wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam ziółka, normalne życie zgodne z naturą i zasadami...Żeby tu zajrzeć skusiło mnie w nazwie "Podlasie", tam są moje korzenie. Szkoda, że tak rzadko piszesz. A pietruchę już nastawiłam. Zioła się suszą aż suszarka huczy. Cały dom pachnie ziołami.Dzięki za przepisy kulinarne i spa. Pozdrawiam serdecznie.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaglądając do Ciebie czuję się spokojna i bezpieczna, pięknie opisujesz rzeczywistość, a czebureki to wspomnienie jednych z najpiękniejszych wakacji u moich rosyjskich przyjaciół. Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję postaram się zrobić - wodę pietruszkową podają w jednym ze SPA - czyli działa !

    OdpowiedzUsuń
  12. Super przepisy, zwłaszcza na wodę pietruszkową. Ja uwielbiam ją w każdej postaci i dodaję gdzie tylko mogę, tak więc na pewno skorzystam.

    Co do Twoich mydełek, to być może jest to właśnie kwestia wody. Z doświadczenia wiem, że nawet jedna łyżka potrafi zrobić różnicę, ale jak mydło nie chce się topić, to nie ma siły, żeby jej nie dodawać. Poza tym mydło mydłu nie równe i nawet zwykłe szare jednej firmy zachowuje się całkiem inaczej niż niby takie samo innej. Sama dziś robiłam mydełka i walczyłam z dwoma rodzajami mydeł. U mnie najlepiej sprawdza się "Biały Jeleń".

    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  13. ostatnie zdjęcie bardzo fajne, jakaś taka wieź międzypokoleniowa jest!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak ja Ci zasdroszczę tej wiedzy, tych umiejetności, tego "chcenia"...

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajne przepisy, chętnie coś wypróbuję na sobie :)Pozdrawiam (również z Podlasia) i zapraszam do mnie http://strefabori.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń