Obserwatorzy

czwartek, 8 sierpnia 2013

Czarny pasek, biały pasek...

   Człowiek tak całe życie stara się, zbiera, nasadza, hoduje... I w pewnym momencie rozumie, że to wszystko go już przerasta. Że on nie w stanie jest do pielęgnować wszystkiego, co ma. Zrobić wszystko, co musi w związku z tymi swoimi "zbiorami" zrobić. Nadążyć za wszystkim, za czym ma obowiązek nadążyć.

   Witajcie Kochani!

   No właśnie... Mam taki etap, kiedy wszystkiego już mam dość, po same dziurki w nosie, po same "już nie mogę!". Może to pogoda winna, bo nie znoszę takich upałów i mam po prostu wszystko wiotkie i bezsilne. A może i prawda za dużo na siebie wzięłam. Mniej o to... Plany mam, jak kiedyś Napoleon, nie udaje mi się zrobić i połowy, i z tego powodu cały czas jestem zła, niezadowolona i mam na tyle potężnego kaca moralnego, że sama siebie zjadam ze złości. Na pewno dołożyła się do tego pogoda: ogród mam prawie pusty, co nie zgniło na początku lata, to wyschło w połowie. Pomimo olbrzymich wysiłków, włożonych w to "dzieło", nawet nie mam czego wekować. Jabłek w tym roku nie ma, wszystkie jabłonie owocowały w zeszłym roku, teraz odpoczywają. Truskawki prawie wszystkie zgniły od deszczów. Letnie maliny wyschły na korzeniu. Będą jeszcze jesienne maliny (jeśli też nie spali, albo nie zaleje:), jest troszkę śliw i gruszek. No, mam nadzieję jeszcze na wysiane później ogórki, akurat mam już pierwsze.
   Bardzo dużo za czas mojej "nieobecności" się zdarzyło. Każdy dzień w myślach pisałam Wam swoje nowości, ale jak już mogłam usiąść za komputer, to... już nie mogłam usiąść :D Po prostu padałam :) Więc tak, z większego... Minęła rocznica ślubu (O Jezu! Już 9 lat!), męża imieniny i moje urodziny, imieniny i urodziny siostry jednej i szwagra i urodziny drugiej, imieniny i urodziny Tajfuna. Jak widać, na imprezy to miesiąc ten bardzo owocny :) A co za tym idzie, i wydatki :( Musieliśmy zezłomować nasz ukochany samochodzik i kupić w zamian inny. Fajnie brzmi, nie? - ot tak, wzięliśmy i kupili... Polonez, który kosztował tyle, ile dostaliśmy za zezłomowany Ford :) Ale nam do lasu to w sam raz. No i mamy dwa Polonezy :) Mąż jednym wiezie jedną brygadę, ja drugim - drugą. Zamożni, jak cholera :D
   No... Założyłam działalność. Myślałam, że potrzeba płacenia różnego rodzaju datków będzie dla mnie potężnym kopniakiem. Trochę się myliłam. Oprócz jeszcze większego kaca moralnego nic to mi nie dało. Za pracą i gospodarką nie mam czasu na robótki. A jeszcze i rodzinie muszę trochę chociaż czasu poświęcić... Dlatego i mówię, że tej gospodarki i ogrodu mam już... Dzieci cały czas sypią mi w twarz liczbami, na ile to by było ze mnie więcej pożytku, jak bym ja zamiast bezowocnej roboty w upale na grządkach siedziała bym sobie w cieniu z szydełkiem w ręku. Zgadzam się już z nimi całkowicie, ale... przecież ogród już jest i dopilnować go mus. No i takie tam...
  Ostatni tydzień minął pod znakiem poradni. Muszę troszkę zająć się sobą, bo mam już trochę kłopoty ze zdrowiem, które czasem przeszkadzają mi normalnie funkcjonować :) A i starszego synka musiałam znów wieźć do ortopedy: kolejny gips - który to już? - na nadgarstku. Odnoszę już wrażenie, że kości on ma cukrowe :( Co prawda, w te wakacje to chłopak odharował że hej. Zajął się na poważnie podwórkiem, wszystko wyczyścił, wykosił, po wywoził śmieci, co gromadziły się gdzieś po zakątkach od kilkudziesięciu lat, nawoził ziemi tam, gdzie były dołki i pościnał garby. Ciąga wodę, podlewa, pomaga przy obrządkach. Ot tylko to zdrowie... Chłop jak dąb, a cały czas coś dolega. Lekarzy mówią, że to problemy dorastania, że wyrośnie z tego. Ale już 18-ka na nosie, a zmian jak na razie...

   Nie, starzczy chyba już tego zrzędzenia. Porozmawiajmy o przyjemnym :)
   Córcia  razem Pawłem (jej chłopakiem) w wakacje pracują na pełny etat, w swoim zawodzie, programistami w firmie, pełnej młodych ambitnych informatyków. Myślę, że trudno było o lepszy traf. Pod czas zajęć pracowali na pół etatu. Jest nam lżej, bo oni już sami siebie finansują i nie chcą brać od nas pieniędzy :) Czyż to może nie cieszyć? To znaczy, nie to, że my nie musimy dawać im kasy, a to że w ogóle robią się samodzielni. Wiem ile to znaczy dla młodych i ambitnych.
   A poza tym...
   W tym roku pierwszy raz zobaczyliśmy kwiatki na katalpie (surmii). Bardzo nas ucieszyły, bo wyglądało drzewko przepięknie!


   Orchidei na drzewie... Podobne, co? :)
   Teraz kwitnie mój ukochany hibiskus błotny

   Ogrom pąków kwiatowych. Wyobrażam sobie obrazek, jak zakwitnie dużo kwiatków na raz :) Mam jeszcze krzaczek o kwiatach w kolorze bordo, pąki są, ale z tydzień jeszcze trze zaczekać. Muszę zaznaczyć, że nasze warunki bylina wytrzymuje. Bo to bylina, na zimę traci część nadziemną, a na wiosnę odbija od korzeni i kwitnie na pędach tegorocznych. Na zimę przykryłam korzenie gałązkami świerkowymi, nic więcej. Kwitną jeszcze lilia i róża. I hortensja, ale na razie nie załapała się do zdjęć.

   Tylko teraz zauważyłam, że wszystkie w jednym kolorze :)

   Z robótkami, jak już pisałam, cienko. Zrobiłam kilka drobiazgów, zawieszki do dziecięcego pokoiku











      Chciałam pokazać jeszcze zapowiedź przyszłej robótki, ale aparat mi zdjęcie zjadł :) Jest kilka prac, co czekają na wykończenie. Dawno już dorobiłam takie ubranko:




   Dotrwaliście? No to już mało zostało :) Na Jarmarku Żubra w Hajnowce spotkałam się z Asią z Marasiowej Ostoi. Sama nie mogłam wystawiać się, czas mi nie pozwalał, ale fajnie pogadałyśmy ze dwie godzinki. A potem jeszcze Asia przyjechała do mnie w niedziele, to już gadaniny było co nie miara. Przywiozła mi wyśmienitą herbatkę, czekoladową z pieprzem. :D A wiecie, że jest świetna! Posmakowała mi baaaardzo! Dziękuję, Asiu, za herbatkę i za możliwość troszkę się zrelaksować w Twojej obecności.
   Teraz żyję w oczekiwaniu wizyty Janeczki. No, wszyscy ją znacie. Więc chyba rozumiecie moją niecierpliwość. Aż mi wszystko drży :)

   Ot takimi to zdarzeniami teraz żyję :) No i na koniec: tak my wracamy z podwórka :)
   Chcę podziękować Wam wszystkim, kto pomimo mojej długiej nieobecności nadal zostaje ze mną, i powitać tych, kto dołączył do grona moich przyjaciół :)  

   I w związku z tym pytanie mam. Jak w blogerze można odśledzić, kto z obserwujących kiedy dołączył? Bo chciałam szczególnie podziękować mojemu 200-mu obserwującemu, a nie wiem, kto to jest :( Niby awatary na pasku bocznym mają iść po kolei, ale zauważyłam, że czasem blogerowi coś się kićka i on ich przerzuca, jak chce.

   No to teraz już. Dziękuję, że dotrwaliście :D

   Pa!

***
   "Zion juś bozie kosia" Długo zastanawiam się, co by to mogło być. Ale widze rączkę, skierowaną na pole. Aha! Bizon skosił już zboże i tylko sprasowane bele zostały :)
***

11 komentarzy:

  1. Dotrwałam :-)
    Czytam zawsze z przyjemnością Twoje posty. Dzisiaj ciekawi mnie jak Tajfun odnosi się do tych ozdóbek na łóżeczku... mój najmłodszy wnusio mógłby konkurować z Tajfunem o palmę pierwszeństwa w brojeniu - oj, podziwiam Cię i tak że dajesz radę przy takim żywiole cokolwiek zrobić :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne są takie babskie spotkania, poznawanie się, dzielenie...
    Miło było tu zaglądnąć:):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, ja też ostatnio jakies wypalenie przechodzę...

    PS u mnie remont w najlepsze, niedługo będę miała moją strzechę wymarzoną :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ..czytałam....a wręcz chłonęłam...zwykła codzienność,ale lepsze to niż wegetacja...;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie mogę się doczekać. Zdrowia życzę bo to najważniejsze. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A to się u Ciebie działo. Żal pracy włożonej w ogród. Lala śliczna, szydełkowe kwiaty też. Synowi życzę zdrowia. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ... z tego co piszesz to niby powinnam mieć większe zbiory... a czy mam ? może troszkę rzeczywiście więcej...
    moje autko mechanika... między innymi tłumik... ale mam nadzieję, że dokoptuję do Was dziewczynki...!
    ubranko laluni piękne... sama bym włożyła je na siebie ...
    buziole Ludka i.... do zobaczenia

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że znowu "nadajesz". Zaglądałam, zaglądałam i się doczekałam.
    Myślę, że za dużo na siebie bierzesz. Mniej planuj, czasami po prostu odpuść. Ja od pewnego czasu tak robię.
    Zdrowia życzę, pozdrawiam.
    regian z zachodniopomorskiego

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj znalazłam dłuższą chwilę , aby i u Ciebie poczytać co nieco , widzę że wiele nas łączy , mam nadzieję że się lepiej poznamy .
    U mnie też owoców mało , wiśnie usychają a co zostało ptaki zjadają , porzeczki uschły , liczę jeszcze na jabłka i gruszki .
    Uściski serdeczne zasyłam :))
    Ilona.
    Ps. czekam na Twoje żelazko :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj dzieje się u Ciebie, dzieje ;o) Fajnie, że jednak masz chwilkę by do nas wpaść ;o) Życzę zdrówka i dużo sił by to wszystko ogarnąć ;o) Pozdrowienia z Suwalszczyzny ;o))

    OdpowiedzUsuń