Obserwatorzy

niedziela, 19 lutego 2012

Przyznaję się do nałogu.

   Serdecznie witam wszystkich, kto tu zagląda. Szczególnie chcę powitać moje nowe obserwatorki i osóbki, co nie liczą za zbyt duży wysiłek :) napisać kilka słów w komentarzach. Jak dobrze, że jesteście ze mną. Nadajecie życiu nowych barw i pobudzacie do działań. Dziękuję!!!

  No właśnie, przyznaję się do nałogu. Jestem uzależniona od swoich marzeń o białym domu. Z małych liter, z małych :D Nie ciągnie mnie ani do Waszyngtonu, ani do Moskwy :):):) Chodzi mi, jak już pewnie zrozumieliście, o domu, urządzonym w jasnych pastelowych odcieniach, przeważnie w kolorystyce biel-krem-beż. Wiem, że wiele osób liczy takie zestawienie za nudne, a przynajmniej pozbawione osobowości. Dla mnie że jest to paleta spokoju i ciszy w duszy. Cały czas przekręcają się mi w głowie obrazki, co, gdzie i jak można przerobić, jak by to wyglądało po przemalowaniu i przerobieniu. Lubię w domu dużo światła i wolnej przestrzeni. I niby nie taki to problem: remont i tak potrzebny, a różnicy wielkiej nie ma, malować na biało czy na brązowo. W samym procesie nie ma. A co potem? Chodzi mi o moją wieczną zmorę: kurz i muchy. Na brązowych, szarych i pstrokatych powierzchniach jest mniej widoczne i to muszę bez przerwy latać ze ścierką. A na jasnych? I jeśli z kurzem jeszcze można jakoś poradzić ( w końcu to latanie i tak nie jest mi obce), to co z muchami. Skutki muszynych posiaduszek wiadome raczej wszystkim. Moskitiery w oknach i tiul na drzwiach mało tu mają do powiedzenia: te bestii po prostu wjeżdżają do domu na plecach wchodzącego. Nie przesadzam, fakt autentyczny. Żadne środki, ani chemiczne, ani naturalne ludowe nie dają efektów. Ani spreje, ani dwuskładnikowe, ani nawet masowego rażenia. Raczej na odwrót: muszę zmywać wszystkie powierzchni jeszcze i od pozostałości po środkach. A muchy kichać na nie chcieli z wysokiej wieży :( Dwa-trzy dni zaniedbania i wszystkie meble i nawet ściany, szczególnie w kuchni, nabierają wcale nie artystycznej pstrokacizny. Stąd pytanie, szczególnie do osób, mieszkających na wsi i prowadzących "białe" domy: jak Wy sobie radzicie z tym problemem? Bo nie będę przecież zmywać bez końca wszystko i wszędzie. Prowadząc gospodarkę, ogród, folię, pomagając mężowi w działalności nie mam po prostu na to szans. A jeszcze mały szkrabek... Chcę zmian i się ich boję. I nie chodzi nawet o kwestię finansową, tylko o zarządzanie, tak powiedzmy, czasem i ogrom roboty na marne. Nigdy nie byłam wzorcową gospodyni domową, ale ten widok pozostałości po wszechobecnych muchach mnie przytłacza. I co? Ratujcie! Podpowiedzcie coś! Bo mi już nie wystarcza samego szperania po blogach i oglądania pięknych wnętrz. Chcę mieć takie wnętrze. No... chociaż by zbliżone do takiego...
   Próbowałam już, starając podążać w Wasze ślady, zrobić co nieco w stylu Shabby Chic, czy chociaż by z daleka do tego się zbliżające. Na pierwszy ogień poszła mała stara rameczka, którą lat już z 7 temu dostał mąż od znajomego stolarza jako upominek:
   Przekładałam ją z miejsca na miejsce, moja chomikowa dusza nie dawała pozwolenia na wyrzucenie. Nie miałam na nią pomysłu, póki w sklepiku gdzie to "wsio po 4 zł" nie natrafiłam na taką cyfierkę. A że po zrobieniu elewacji nasz dom był pozbawiony numeru, to decyzja zapadła. Bowiem dom nasz jest pierwszy przy wjeździe do wsi, ale numer ma 3. Kiedyś dawno temu nr 1 stał w głębi posiadłości, z daleka od drogi. Potem teściowie pobudowali ten, numer nadany był 3, a numeru 1 już dawno nie ma. Została po nim tylko zasypana studnia i pokruszone, zarośnięte trawą fundamenty. Najgorzej jest z kurierami: zawsze przeskakują do kolejnego domu a tam - a to niespodzianka! - numer 5 :):) Z materiałów miałam tylko akrylową farbę, co zamazywałam plamy na suficie i bezbarwny lakier samochodowy w sprayu. Powstała taka tabliczka:

   Dumnie zdobi płot przy wjeździe :) No, nie miała kiedy sfotografować, to trzeba było trafić akurat na taką całkiem oszronioną...
   Na drugi rzut poszła ramka od lusterka, kupionego w w/w sklepie za całe 6zł.
   Jasne, że nie mogłam się pogodzić z takim wściekłym kolorem. Pomalowałam na biało tą samą farbą "sufitową", i wzięłam się za oklejanie serwetką. Na ten moment miałam do wyboru tylko
   Wybrałam tę ze względu na drobniejszy wzór:
   I tu mnie czekała pierwsza niemiłą niespodzianka. Papier się marszczył, a przy najmniejszej próbie go wyrównać (żeby nie było - pędzelkiem z klejem) rospapliwał się na kaszę. Czy zwykłe serwetki obiadowe się nie nadają do takich spraw? :( Poprawiałam, doklejałam... Jakoś tam z większego poradziłam sobie. Nie całkiem zadowalające, ale jak na pierwszy raz to mogło by być. Po wyschnięciu polakierowałam. Marszczenie zaczęło wyglądać dość ciekawie, można było nawet stworzyć pozory, że tak było zaplanowane od początku. Druga niemiła niespodzianka czekała, jak zobaczyłam swoją ramkę po wyschnięciu lakieru. Mało nie padłam. Wszędzie wylazły brzydkie żółte plamy. Nie wiem, czy to klej wstąpił w reakcję z lakierem, czy może lakier jest na tyle mocny, by "wydobyć" kolor z plastiku ramki. Bo na ramce z numerem przecież takiej brzydoty nie było. Czyli lakier i plastik...

   Ojejku, jak pomyślę, że to wszystko trze teraz jakoś zetrzeć...  To nie chcę mi się nawet myśleć o ścieraniu :( Nie chciałam Wam tego pokazywać, ale pokazałam ze względu na to, by początkujące przy pierwszych próbach nie raczyli bawić się materiałami, tylko dobrze przestudiowali to, co mają do powiedzenia znawce. No właśnie, może kto podrzuci mi namiary na listę materiałów do dequ, przeważnie klejów i lakierów? Wiem, że w internecie tego od groma, ale jeśli zacznę sama wyszukiwać, to robótki moje staną na amen.
   A wiecie, niedawno tylko skojarzyłam, że dekupażem bawiłam się jeszcze w dzieciństwie. Tylko wtedy nie wiedziałam jeszcze takich słów. Nauczył mnie temu wujek. Wycinałam z grubej sklejki deseczki, naklejałam na nie ulubione obrazki, lakierowałam bezbarwnym lakierem do mebli i z dumą patrzyłam na dzieło swoich rąk :):):) Ach te wspomnienia...
   Takie to próby popełniłam. A jeszcze robiłam serduszka z masy solnej. Też pierwszy raz. Z miesiąc temu to było, ale nie pokazywałam, bo zobaczyłam podobne na innym blogu i nie chciałam by pomyśleli, że to ja zlizałam pomysł. A le teraz takich ozdóbek pokazano już jest dużo, więc nie ma co się bać. Ot, takie maleństwa...

   Pod wpływem tego samego lakieru czerwona farba zabarwiła białe wzory. To zwykłe farby akrylowe w tubkach. Natomiast złota farba była w opakowaniu dla roboty z masą solną, ta jak widać nie "popłynęła".
 
   Dzisiaj niedzielka, ja nie robótkuję, więc pójdę jeszcze poszperam po "białych" blogach, podrażnię czułe miejsca w mózgu, by jeszcze pogłębić i tak już zaawansowany nałóg. Eeech, żeby nasze możliwości mogły nadążyć za naszymi zachciankami...
   To co? Życzę lekkiego poniedziałku, kochani. Trzymajcie się cieplutko! I nie zapominajcie o zabawie .
   Pa!

17 komentarzy:

  1. Białe domki sa przepiękne ale jakże niepraktyczne, my kupiliśmy domek i była zrobiona w nim łazienka na biało, w cudownych mugatach i teraz szoruję fugi i pluje sobie w brode że przynajmniej zafugować trzeba było na ciemno brrrr A co do much i wsi to rodzice mają podobnie dlatego też zdali się na praktycyzm bo inaczej ciężko byłoby. Przy ilości pracy jaka jest na wsi plus wychowaniu dziecka ja bym sobie chyba darowala mebelki wzięła ciemniejsze a dodatki piękne romantyczne i też będzie pięknie, choć wiadomo jak ktoś sobie marzy to trudno z takimi marzeniami się pożegnać.
    A serduszka śliczne i ramka też, ja nie decoupaguje więc w środkach nie pomogę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm ... tak sobie myślę, że jak w domciu wszystko na biało to też niekoniecznie fajnie bo ... biały jest zimnym kolorem , w wierzeniach ludzi wschodu żałobnym ... lubię shaby ale nie wszystko w idealnie białym kolorze...
    czyli na pewno ścian nie pomaluję nigdy na biało ... dodatki jak najbardziej ...zresztą jak przyjedziesz to i zobaczysz co tam u mnie jest ...
    co do decu ... serwetki wszystkie pasują, nawet zwykły papier ale jednak musisz mieć do nich klej specjalny do decu ( lżejszy od normalnego ), który nie rwie i n ie marszczy naklejanych motywów, tak samo i lakier... co prawda jak dorwałam matowy do drewna w małym opakowaniu o nazwie AQUA-BARWOL ... spełnia się idelanie !
    serducha wspaniałe robisz...
    postaram się wysłać w tym tygodniu Tobie małe co nieco i trochę serwetusiek...
    numer domu - supcio !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie chodzi mi o całkowicie biały dom. Piszę o pastelowych spokojnych barwach, palecie biel-krem-beż. Bo całkiem biały to mi raczej ze szpitalem się kojarzy.

      Usuń
  3. Moja Droga na wsi takich istot jak muchy się nie pozbędziesz.Zaczynają latać w czerwcu i do września.My u nas na wsi poszliśmy na łatwiznę,bo ściany zrobilismy z plastiku.Po sezonie z bratową wszystko szorujemy z musich kropek i jest czysto.A na żywność kupiłam parę takich moskitierek,są za grosze w hipermarketach.
    wszystko ślicznie robisz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło mi się do Ciebie zagląda (i robię to systematycznie - choć obserwatorem nie jestem). Marzenia o białym domku hmm... Myślę, że jednak wygrają rozwiązania praktyczne - z muchami trudno, ba jest to praktycznie niemożliwe aby wygrać jak mieszka się na wsi (mam na myśli tę prawdziwą wieś ze zwierzętami w gospodarstwie a nie podmiejskie sypialnie). Widzę, że blogi robią swoje- zdjęcia tam takie piękne - serce się rwie aby mieć coś takiego samego. Oglądając często sama siebie pytam czy aby to nie tylko magia pięknych fotografii - no bo trochę trudno w takich wnętrzach wyobrazić sobie malucha upapranego zupką albo czekoladą - bo ten zostawia ślady trochę większe niż nawet stado much - kto ma malucha ten wie o czym mówię. Pozdrawiam cieplutko, życząc znalezienia w tej sytuacji złotego środka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo tak -zgadzam się z Eweliną. Zdjęcia sobie a życie sobie. Ja patrze na takie i aż czasem płakać mi się chce, że u mnie wszędzie zabawki się walają (i nie tylko - także inne przejawy aktywności moich bąbli) i tak myślę - kiedy u mnie będzie wreszcie"normalnie". Chociaż jeden pokój bez zabawek? O białych ścian nie mam i może dobrze - ostatnio to walczę z kredkami na ścianach :( Trzeba przeczekać aż młodzi wyrosną i wtedy wprowadzać zmiany. A na muchy sama nie mam pomysłu
    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Serduszka śliczne, fajnie się numerek udał...
    Ładnie piszesz :-) marzenia, nie zawsze są do spełnienia, ja podglądając blogi mam marzeń więcej jak powierzchni w domu do wykorzystania - i tylko wzdycham ciężko :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Ludka, co do jasnych kolorow w domu, to polecam jak najbardziej. W moim mieszkaniu tak własnie jest. Bardzo jasno i przestrzennie. Powiem Ci, ze nie ma sie co bac o to, że maluszek Ci nabrudzi. Na ciemnych kolorach znacznie gorzej brudne plamy wygladaja. Zastosuj farbe zmywalną i będzie dobrze. Jasne kolory maja tą cenna zaletę, że zawsze wyglada w takim domku przestrzennie, miło i optymistycznie. Bo jasny kolor usposabia nas pozytywniej.
    Cudne decu robisz, ale mnie to nawet nie dziwi, bo Twoje pracowite ręce nie znają ograniczeń. pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  8. Очень мило получилось! Сердечки суппер!

    OdpowiedzUsuń
  9. http://dcpg.ru/mclasses/naneseniye/ <-- Это если касается самого нанесения салфеток. Правда, тут с водой, а потом уже utrwalanie.

    http://dcpg.ru/mclasses/shpatlevka/

    http://dcpg.ru/mclasses/zerkalo-dolphin/ <-- Тут невероятные материалы, но часто вижу, что для декупажа с использованием салфетки используют обычный ПВА.

    Класс сердечка вышли ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj Ludka :) Ja mieszkam w takiej pół wsi więc much nie ma tak dużo w domu, jednak chmarami wygrzewają się rano na ścianie zewnętrznej obok wejścia,niezły widok na dzień-dobry :))Ja kupiłam takie odstraszacze do kontaktu (również na komary) u nas dosyć dobrze się sprawdziło w lato.
    Tabliczka z numerem bardzo vintage :D I serducha super!
    Podziwiam, że wśród tylu obowiązków znajdujesz czas na małe cuda! Życie przecież składa się z drobnych przyjemności :)
    U nas białe ściany na dole, średnio raz na pół roku muszę zamalowywać na wysokości 1,30...powód...dzieci...:)
    Na górze jest na szaro to najlepszy kolor pod dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas te odstraszacze się nie sprawdziły. One są dobre, jeśli sporadycznie gdzieś kilka owadów się pojawi. Ale jeśli ich tysiące, to zawsze znajdzie się jakaś setka odpornych :D

      Usuń
  11. Jak ja bym chciała mieć znajomego stolarza:) oj bym go wykorzystała!
    Piękna trójeczka:)
    Co do marzeń o domu... to czy jasno czy ciemno to i tak trzeba sprzątać. ściany niebieskie tak samo się brudzą i też trzeba je czasem przemalować. A jak obowiązków w domu i "koło domu" jest dużo to po prostu przydałaby się pomoc, kolejna praca rąk do pracy.
    Ja również marzę o jasnych przestrzeniach domowych dlatego jestem wstanie sobie wszelkie "na nie" przełożyć na "tak":)

    Ja równiez marzę o jasnych przestrzeniach domowych dlatego jestem wstanie sobie wszetkie "na nie" przełożyc na "tak":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre postanowienie: Wszelkie "na nie" przełożyć "na tak" :D Muszę wziąć to sobie za motto życiowe.
      Zgadzam się, że wszystko trze sprzątać. Ale jeśli ciemnie ściany "po muchach" można myć raz na dwa miesiąca (albo przed świętami, jak robi większość), to białe, niestety, raz na dwa dni :( A mając trochę gospodarstwa po prostu tak się nie da. Tam, gdzie są chlewy ze zwierzyną, much się nie pozbędziesz.

      Usuń
  12. Moja Ciocia na wsi nie miała much w domu. Mimo obory i kurnika na tym samym podwórku. Tak się tych much brzydziła, że pilnowała do skutku: drzwi zawsze były zamknięte, z sieni drzwi do pokojów i kuchni też zamknięte, a w oknach siatki gęste na lato wujo wprawiał.
    A jak się jakaś mucha zaplatała to ją zaraz łapką zabijano.
    Ściany wapnem co roku odnawiano.
    Bo biało bezowego wnętrza niebieskie dodatki są cudne. Brązu bym już nie pakowała, ale biel, ecru, beż jasny i błękit to kolory plaży.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo fajnie przerobiłaś rameczkę :) Lusterko też wyszło wspaniale - wzór serwetki bardzo mi się podoba :) Solne serducha piękne :)

    OdpowiedzUsuń