... pewna Pani założyła tego bloga, będąc w pewności, że nigdy nie zabraknie jej tematów, ani chęci tu pisać.
Witajcie Kochani.
Życie na nasze plany nie zwraca żadnej uwagi. Ono toruje swoją drogę przez nasze zrujnowane marzenia i obolałe nadziei, tak jakby one w ogóle nie istniały. Nie miały znaczenia, ani jakiejkolwiek wagi... Zawsze wściekałam się, jak ktoś mówił, że każdy jest kowalem swojego szczęścia. G...no prawda! Ale teraz nie będę o tym...
Zycie trwa dalej. Moje synowie przy mnie, córka, chociaż daleko, ale i tak zawsze pomocna i zawsze w sercu. Mam fajną pracę, w zakresie swoich zainteresowań. Opiekun świetlicy w Gminnym Centrum Kultury. Co jeszcze chcieć? :) No, tego, czego najbardziej się chce, i tak już nigdy nie będzie. Więc muszę (i staram się!) na nowo układać plany na życie i tworzyć nowe marzenia.
Choroba sprawiła, że od dłuższego czasu nie mogę utrzymać szydełka ani drutów. Ja tam za bardzo się nie przejmuję. Mam ogrom innych zajęć, którym daję radę :)
Zawsze inspirowały mnie carskie jajka Faberze i bogato zdobione eksponaty Ermitażu. Chociaż w życiu codziennym kieruję się bardziej stylem shaby chik (ależ śmiał się mój Janek z tej nazwy :) ) albo vintage, to jednak nieliczne "bogate" pierdółki są mile widziane. No i naszło mnie przed Wielkanocą, by zrobić takie miłe prezenciki dla osób, które bardzo mnie wspierały w najtrudniejszych chwilach. Powstały takie jajka:
W ogródku, jak to u mnie w ogródku... Mimo długotrwałej suszy i koszmarnych upałów co nieco dało radę wyrosnąć. Starszy syn ciągle z wężem ogrodowym i konewką... Soczki, dżemy, ziółka... wszystko jak ma być :) Ale o tym w kolejnym poście.
Teraz jeszcze tylko kilka różyczek Wam na dobru humor i do kolejnego...
A teraz - do skorego :)
Pa!





















