Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biżuteria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biżuteria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

Po długiej przerwie...

Witajcie Kochani!

   Żyję! Oddycham! I nawet się uśmiecham! :D

   Nie będę zbyt dużo pisać, usprawiedliwiać się. Powiem tylko, że w życiu moim, a częściowo i całej mojej rodziny zaszły spore zmiany. Któreś na gorsze, ale któreś na lepsze. Cały ten czas była nieskończona walka z urzędami, o normalne życie, o mniej-więcej wystarczający dochód, o zdrowie, o jakąś stabilność. Byłam zdenerwowana, zmęczona, przerażona, bez humoru i "iskierki". Miałam (i jeszcze mam) spore zaległości w wysyłaniu obiecanych prezentów. Mam wyrzuty sumienia z tego powodu i w rzadkich wolnych chwilach starałam się w miarę możliwości to nadrobić. Nie chciałam w takim stanie Wam się pokazywać. Ale już jest lepiej, już dochodzę (dochodzimy :) do siebie i postanowiłam coś skrobnąć.
   Robótkowo nie było bogato. Brak było czasu i weny. Mimo to uczestniczyłam w kilku charytatywnych bazarkach na Faceboooku, udostępniałam każdą prośbę o pomoc, którą napotykałam. Tylko tyle na razie mogę zrobić. Marzenie o swoją działalność, która postawiła by mnie na nogi, póki co zostaje tylko marzeniem. Zbieram siły, materiały, dowodzę do porządku sprawy urzędowe.

I walczę z cholerną klawiaturą, która co nie rusz przestawia mi kursor gdzie tylko jej się ubzdura! Takie pisanie jest strasznie męczące :(

   Dobra, nie będę już przedłużać. Potem, z czasem, pewnie wyłożę Wam większość spraw, ale dziś pustomielstwo na tym skończę :)

   Ten komplet pojechał w świat do osoby, która wylicytowała go na bazarku:

    Ta czapa dołączyła do innych robótek, zalegających szuflady :) Robiłam ją dla siebie, pod ten biały szalik, ale chyba ten fason mi nie pasuje :)

   A, no i nie pisałam chyba jeszcze o swoim nabytku - tym oto manekinie (peruka już stara :)). No muszę przyznać, że dużo łatwiej jest fotografować rzeczy na nim, niż "w powietrzu" :) Tylko kto go projektował?!!  Rozmiar ma chyba 34, wraz z głową. No ale nic, poradzę sobie z tym problemem :)

   Zrobiłam kilka "kręconych" biżutek, ale też mają wyruszyć w świat, więc dziś pokazuję tylko jedną. Mój ukochany turkus naturalny!


    I tak:
 
   Była jeszcze taka oto czapusia - prezent od Dziadka Mroza dla córci pod choinkę:

   Były kapcie dla Babci :), ale jakoś nie załapały się do zdjęć. Czyli rosyjski Dziadek Mróz wspierał akcję polskich rękodzielników o kupowanie prezentów od swoich :) Role go tym razem odgrywał najważniejszy członek rodziny :) Po zdjęciach na prezentach łatwo było zgadnąć, co dla kogo :)
       No sam przecież też nie mógł zostać bez prezentu :D

    Tatuś między innym dostał kubek ze swoim zdjęciem z czasów młodości na tle barw ukochanej Jagiellonii, w składzie której wtedy grał. Aha, o tej stronie naszej rodzinnej historii Wy pewnie jeszcze nie wiecie. Tak, mój mąż kilka lat był bramkarzem Jagi! A potem wojsko, stan wojenny, 2,5 lata na drugim końcu Polski... Po powrocie już był inny skład, inny trener... Na tym się skończyło :( A wszyscy, kto go wtedy znał, mówią, że bramkarzem był świetnym! :(
   Dobra, starczy o smutnym... I tak, Babcia śpiewa kolędy :) Kolady, po naszemy :)

   Niektórzy z Was pewnie zauważyli, że trochę zmieniłam wygląd blogu. Dzieci już dawno mówili mi, że blog jest bardzo ciężki, zbyt dużo na nim wyświetla się na raz. Więc wyniosłam na oddzielne strony kontakty, sprzedaż i Potrzebujących pomocy. Na pasku bocznym będę wstawiać tylko apele tych, dla kogo pomoc powinna być natychmiastowa, jak dla maluszki Zuzi, która dzięki naszej wspólnej pomocy wkrótce wyjeżdża na operację :) Do tegoż, syn namówił mnie na reklamę. Pomaga mi w "renowacji", wiec jest w współtwórcach. Mam nadzieję, że nie wstawi mi tu swoich "Diabelskich" gadżetów :D

   OK, już na dziś. Bo już zaczyna się jutro  :) Więc dobrej niedzielki Wam wszystkim!

   Pa!

środa, 30 stycznia 2013

Nowe biżutki.

   Witajcie Kochani!
   Nie wytrzymałam. Śpieszę się, by się pochwalić. Po pierwsze, jutro mama już będzie w domku. Jeszcze na antybiotykach, na przeciwzapalnych i pozawałowych (czy jak to się tam nazywa), ale w domku. Pani doktor zamówiła karetkę, więc nie będę musiała główkować, jak ją posadzić i wysadzić z samochodu. A tym bardziej, jak zawieść do domu po dziewięciu wysokich stromych stopniach schodów. Przekazywałam dla mamy Wasze życzenia. Jesteśmy bardzo Wam wdzięczne za troskę i tak miłe słowa!
   Po drugie, popełniłam dwa kompleciki biżutek. Jestem, można powiedzieć, zadowolona. Miałam drucik miedziany posrebrzany i piękne łezki ecru z masy perłowej. Powstało takie coś :



   Drugi komplet z tego samego drucika i różnych szklanych i akrylowych koralików:

   Chciało by się popróbować na srebrnym drucie. W ogóle, lubię srebro. Jestem absolutnie obojętna co do złota, ale srebro uwielbiam. Może dlatego, że kojarzy mi się ze światłem pełni? :D
   Pomiędzy tym, w chwilach, kiedy nie było możliwości na skoncentrowanie się nad drutem :), poczyniła jeszcze garść serduszek. Ale wzorki te same, to już nie pokazuję.

   Ziuta, dziękuję bardzo za miłe słowa! Jak namyśli się Pani zawitać w gości do rodziny, to bardzo proszę i do mnie :)
   Weronikaa84, to beżowo-różowe i w realu jest najpiękniejsze.
   Turkisa, ...poczynić serce dla zasady... Uśmiałam się! Obowiązkowo pokaż, co poczynisz :)
   Doriss, wzór beżowego szaliczka jest bardzo prosty, wygląda tylko strasznie, póki nie zobaczysz, skąd się zaczyna. Dla przykłądu:
   Ten odrobine inny, ale efekt będzie podobny, tylko będzie lepiej trzymać formę, a więc lepiej wyglądać. Robi się błyskawicznie.
   Tenshi, co do szydełkowego naszyjnika, to nie jestem tak odważna :) Może, żebym więcej czasu spędzała wśród ludzi, to i nosiła bym. A tak... dla dzików w puszczy? :D Ale jesli jest chęć, to zawsze mogę zrobić na zamówienie :)
   Grosik M, z ust mi wyjęłaś. Najgorszy jest strach przed tym, że zapomnisz coś na prawdę ważnego. Tak dokładnie to opisałaś, że nie wątpię - wiesz, o co mi chodzi :(

   Bardzo dziękuję Wam wszystkim za Wasze komentarze. Czekam na nich, jak słowik na lato :) Witam nowych obserwatorów. Bardzo mi miło, że zdecydowaliście się regularnie do mnie zaglądać. Mam nadzieję, że nie pożałujecie o takiej decyzji :D
   No to na dziś wsio. Buziaczki dla wszystkich!
  
   Pa!.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Serduszkowo

u mnie się zrobiło. No,  połowa lutego nie za górami, wieje Walentynkami :) Ale o tym trochę później.
   Piękna noc! Dzisiaj już jest trochę inaczej, ale wczoraj nie mogłam odejść od okna. Pełnia... Biała ziemia, białe dachy, białe drzewa, zalane mlecznym światłem... Nieziemskie piękno, urocze widoki, które chce się wchłaniać całą swoją istotą. Uwielbiam pełnie! Nie, nie biegam na czworakach, by na pobliskim wzwyszu wyć w niebo :) I kły mi się nie wyrzynają :) I sierść na karku nie wyrasta :D Z dzieciństwa lubię księżycowe noce. Mogłam godzinami stać bez ruchu, patrząc w niebo. Na Księżyc, na gwiazdy... Wyszukiwać gwiazdoźbiory, wspominać mity o ich powstaniu, domyślać coś swoje... "Połykałam" książki o popularnej astronomii. Z soczewek od starego aparatu zbudowałam sobie teleskop :) I patrzyłam, patrzyłam, patrzyłam... Marzyłam, że kiedyś odkryję w kosmosie coś zupełnie nowego, niezwykłego, o czym ludzie nawet marzyć nie marzyli :) W szkolnej bibliotece wyszperałam książkę, dużą, szykownie ilustrowaną zdjęciami i rysunkami o kosmosie, dla dzieci w wieku tak 10-13 lat. Wypożyczałam ją z 15 razy chyba. Jeden rozdział był właśnie o Księżycu. Ten, kto go napisał, był pewnie szalonym pasjonatem naszej satelity :) To po przeczytaniu go tak zadurzyłam się w widoku pełni. Zaczynał się rozdział małym wierszem. Autorem był, jeśli mnie pamięć nie myli, jakiś nieznany mi średniowieczny poeta.
                           О, Луна! Ты единая
                           проливающая свет!
                           Ты - несущая свет человечеству...

                   O Księżycu! Ty jedyny
                   darujący światło!
                  Ty - niosący światło dla ludzkości...

   Dziwne słowa... A tak mnie zauroczyły. Patrzyłam na twarz Księżyca, zgadywałam nazwy kraterów i mórz, starałam się odgadnąć, czy chodziły tam kiedy żywe istoty, jakie one mogły być, czy patrzyły z takim samym zainteresowaniem na płynącą w niebie błękitną Ziemie? Tyle pytań, a żadnej odpowiedzi. Byłam wiecznie głodna wiedzy. Te same pytania mam i teraz. Tylko już nie mam tej dziecięcej niecierpliwości i... desperacji? Wyciszona, patrze na nieziemsko piękny krajobraz, wchłaniam go i po prostu się cieszę tym, że mogę go podziwiać.

   Serduszkowo, serduszkowo... Większość z Was, pewnie, też zajęła się już walentynkowymi ozdóbkami. Niby cudze święto, a jak u nas się przyjęło. Bo jest fajne. Bo jest na potrzebę. Bo fajnie jest mieć taki dzień. Jak już pisałam, powolutku przyuczam Tajfuna do samodzielności: w jedzeniu, w bawieniu się. Mam już możliwość czas od czasu nawet przy nim posiedzieć z szydełkiem. Wykorzystuję takie możliwości na maksa. Mam ściągniętych z internetu dziesiątki schematów. Próbuję ich, wybieram, co mi bardziej się podoba, co łatwiej się robi, a dobrze wygląda. No i oto wyniki moich starań. Zawieszka. Muszę dorobić chyba chwościk, bo jak by czegoś jej brakowało.

    Te mają po 7-7,5 cm.


    To troszkę większe, około 7,5-8cm.
    Te około 5 cm.

    Te około 6 cm. Pojedyncze. Może spróbuje jeszcze i ich wypchać, zobaczę.

    To jest malutkie, ok. 3,5 cm

   Teraz czekam na dostawę zawieszek do komórek i breloków, by wszystko to odpowiednio "zawiesić" .
   Ten wzór wypróbowałam, ale nie powiem, by się spodobał. To raczej mogło by być podkładką pod kubek. Jest 12-13 cm. Trzeba popróbować robić ściślej, może być zupełnie inny efekt.
    No i technika, którą od dawna podziwiam, ale nigdy jeszcze nie robiłam - wire wrapping. No, może to nie jest tak całkowicie tradycyjnie ta technika, ale ja przecież wcale nie pretenduję na zwanie maestro :D

   Znów że, pomysł nie mój. Wzorowałam się na tym zdjęciu:
   Ściągnięte z internetu już nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd. Nie starałam się kopiować, tylko inspirowałam się tymi serduszkami ze zdjęcia. Muszę dopracować ilość zgięć, bo czasami nie miałam za co się zaczepić :)
   No, z kolei, to ja łamię, pewnie, kupę przepisów o autorstwie i takie tam... Ale po pierwsze, jeśli mam za wzór czyjąś robótkę, to zawsze to zaznaczam. Nigdy tego nie przemilczę. Mogę nie podać źródła, bo większość ściągnęłam jeszcze wtedy, gdy nie miałam pojęcia o ACTA :) i nie zaznaczałam strony rodzimej. O czym teraz bardzo żałuję. A po drugie, teraz różnego rodzaju podobnych dzieł jest tyle, że już trudno powiedzieć, kto był autorem projektu. Pamiętam jedną dyskusję na blogu, autorka którego skarżyła się na to, że inni użytkownicy kopiują jej wyroby z masy solnej. Trudno. Ale takie coś robiliśmy, jeszcze będąc w podstawówce, tylko że z gliny i malowaliśmy plakatówkami. A było to już dobrych 35 lat temu. Czy teraz moja nauczycielka ma oskarżyć wszystkich dzisiejszych masosolniaczy o naruszenie praw? Albo też o szyte serduszka. To samo: szyliśmy je wtedy. Z obcinków materiałów, skrawków wstążek, zdobili nitkami, kwiatkami z krepy. To już WSZYSTKO było! I wisiorki sobie robiliśmy, oplatając miedzianym drutem kamyczki. I lalki ze słomy i lnu ubieraliśmy w stroje ludowe, a nawet modne :) I szmacianki sobie szyliśmy, nawet czasem bardzo podobne do niektórych dzisiejszych Tild. Nie, nikogo nie osądzam. Rozumiem, że dla dziewczyn, które z tego żyją, dla których ważne, by na rynku  nie było zbyt dużej konkurencji, każdy podobny towar jest plagą. Chcę tylko powiedzieć, że nie każdy taki przypadek koniecznie jest aktem bezczelnego kopiowania. Mamy dostęp do takiego źródła informacji, takiego ogromu wzorów, że po prostu czasem podpadamy pod czyjś wpływ, nawet tego nie zauważając. Albo po prostu, nie mając żadnych złych i nędznych zamiarów, tylko dlatego, że bardzo się spodobało.
   A żeby nie skończyć na tak trwożnym temacie, macie rozweselacz:
   Adres obrazka:  https://pp.userapi.com/c6107/v6107305/2557/n0wGSHQ_3QQ.jpg

   Na dziś wsio. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę lekkiego, ale pracowitego tygodnia :)
   Pa!

   PySy. Proszę o radę. Jak w blogerze znaleźć, kto z obserwatorów kiedy dołączył? Bo widzę, że mi pięciu przybyło, a znalazłam tylko trzech :( W starej wersji blogera było takie okienko. Pewnie, powinno być i tu. Ale gdzie?
   Buziole!

środa, 23 stycznia 2013

Odżywam robótkowo :)

   Witajcie Kochani!
   Od razu chcę z całego serca podziękować Wam za miłe słowa otuchy dla mnie i mamy. Przekazuję ich dla niej, a ona cały czas się dziwi, że kogoś całkiem obcego obchodzi jej zdrowie :) No... ciężko jej zrozumieć, że my wcale nie jesteśmy sobie obcy :)
   Jak na razie, stan stabilny. Lekarze o zawale już prawie zapomnieli, teraz bardziej martwi ich zapalenie i płyn w płucach. Dziś miał być zabieg punkcji, ale pulmonolog zadecydował jeszcze trochę zaczekać. Płynu nie dużo, niebezpiecznie było by kłuć, a zagrożenie póki co jest nie duże. Zostawiają antybiotyki i środki wzmacniające. Jest bardzo słaba, ale ona i do zawału silna nie była :(, więc nic dziwnego. W piątek kolejne zdjęcie, wtedy będą decydować, co i jak. Wczoraj zrobiła kilka kroków z balkonikiem po sali, z moją pomocą. Chyba z tym trzeba będzie jeszcze trochę zaczekać.

   No a pomimo tego... Próbuję trochę zdyscyplinować Tajfuna. Czasem niby coś się udaje, a czasem wyć się chce ze złości. Nie do wiary, jak takie małe dziecio potrafi wpędzić dorosłą doświadczoną osobę w poczucie całkowitej bezradności. Uuuu! Te rączki, które robią psotę za psotą! I te oczęta, które przy tym patrzą tak niewinnie! No, ale tak czy inaczej, powoli zaczyna pozwalać mamie kilka minut (broń Boże więcej!) poszydełkować, albo coś na szybko ugotować. Dla nas to już sukces :) Ale nie ma tak kolorowo. Chwila nieuwagi - i pół domu zdemolowano. A tak chce się chociaż troszkę zająć się dłubaniem! I jak burza ucicha i zasypia, to mama zamiast sprzątać i gotować, chwyta się za szydełko. Ponad miesiąc temu powstała taka oto sówka:
   Zobaczyłam coś podobnego na jednym z blogów, na tym, bodajże: Zoom Yummy. I musiałam zrobić! No, trochę mi nie wyszło, bo zamiast słupkami to zrobiłam półsłupkami i wyszła mi trochę "za chuda". Robiłam jako przytulankę dla Tajfuna, ale jakoś specjalnie się nią nie zainteresował. No i leży... kolejny eksponat szufladowy.
   Potem zajęłam się biżutkami. Jeszcze z czasów z przed ciąży zostały mi półfabrykaty srebrne i kamienie półszlachetne. Cały czas myślałam, by coś sobie zrobić, bo i kolczyków nie mam, i łańcuszka... Bardzo lubię perły rzeczne, turkus i piasek pustyni. Z tego i zaczęłam. Wszystkie części metalowe to srebro 925.



   Kolejne dwie pary kolczyków są prawie identyczne. W pierwszej kulki są połączone jedną szpilką, a w drugiej - dwoma, łączenie jest ruchome. Te pierwsze noszę teraz na codzień.

    A to zachciało mi się czegoś wiosennego. Chyba dość już mam zimy. Nie powiem, że jej nie lubię, ale jestem straszną zmarzlaczką. Lubie być na podwórku, ale w zimie marznę. Marzę już o wiośnie. Od dawna obserwuję blogi Kati Mssau i Silvii Gramani. Nie mogę się napatrzyć na ich szydełkowe kolię i lekkie szaliki. Postanowiłam w końcu coś takiego wymodzić. Kolię robiłam z cieńszej włóczki, niż w oryginale, i nie tak obfitą w ozdoby, bardziej lekką i delikatną (jak na mój gust).


   Wiem już, co trzeba przerobić, kolejny raz zrobię trochę inaczej. Kolejny raz? A po co? Przecież ja tego nosić nie będę (ha! ludzie, wytykając palcami, zadźgają na śmierć :( ) Kupić tego też nikt nie kupi. A ja tak lubię takie rzeczy!
   Z kolei szalik wiosną mógł by nawet być. Grubsza włóczka, ale jakaś taka... wiotka? Szalik wcale nie trzyma formy.



   Wiem, że daleko moim wyrobom do oryginałów. Ale po-pierwsze, nie starałam się kopiować w 100%, po drugie, jednak bardzo dużo zależy od materiałów. Muszę poszukać czegoś bardziej przydatnego do takich robótek.

   W poprzednim poście obiecałam Iselle napisać 7 faktów o sobie. Oryginalna nie będę, kiedyś już to wymieniałam. Wielie się nie zmieniło :)

 1. Nie jestem konsekwentna co do moich zainteresowań. Dziś mi podoba się jedno, jutro drugie. W zależności od tego, co ciekawego wyszperałam w internecie, dziś MUSZĘ zrobić to, a jutro już coś zupełnie innego.
 2. Rozpaczliwie żałuję, że nie zrobiłam czegoś, co (z dzisiejszego punktu widzenia) koniecznie musiałam zrobić. Psychicznie doprowadzam siebie do stanu "choć ty umrzyj", zatruwam sama sobie i innym życie na amen.
 3. Nie mogę czytać o chorych i umierających z głodu i od przemocy dzieciach. Strasznie wtedy choruję.
 4. Bardzo lubię czytać. A że czasu na to praktycznie nie mam (albo książka, albo szydełko), to bardzo mi tego czytania brak.
 5. Mam co raz gorzej z pamięcią. To nie jest zwykłe: nie pamiętam, gdzie położyłam grzebień (portfel, torebkę i td). Problem mam na prawdę poważny. A że lekarze na moi skargi tylko się śmieją, to... nie leczą :(
 6. Nie umiem pokazać bliskim, jak bardzo ich kocham. Boję się wykazać uczucia. To pewnie pozostałości po "poprzednim życiu" w rodzinie, gdzie każdy wyraz uczuć liczył się za słabość i "cieniznę".
 7. Jestem uzależniona od WAS! :D

   Na dziś to tyle. Trzeba troszkę pospać. Jutro znów walka z Żywiołem :D Kto kogo? Na pewno ja nie będę wśród zwycięzców :D

   Bardzo dziękuję nowym obserwatorom i tym, kto zostawia tu kilka słów. Są bardzo dla mnie ważne!

   Pa! :)