Obserwatorzy

środa, 23 stycznia 2013

Odżywam robótkowo :)

   Witajcie Kochani!
   Od razu chcę z całego serca podziękować Wam za miłe słowa otuchy dla mnie i mamy. Przekazuję ich dla niej, a ona cały czas się dziwi, że kogoś całkiem obcego obchodzi jej zdrowie :) No... ciężko jej zrozumieć, że my wcale nie jesteśmy sobie obcy :)
   Jak na razie, stan stabilny. Lekarze o zawale już prawie zapomnieli, teraz bardziej martwi ich zapalenie i płyn w płucach. Dziś miał być zabieg punkcji, ale pulmonolog zadecydował jeszcze trochę zaczekać. Płynu nie dużo, niebezpiecznie było by kłuć, a zagrożenie póki co jest nie duże. Zostawiają antybiotyki i środki wzmacniające. Jest bardzo słaba, ale ona i do zawału silna nie była :(, więc nic dziwnego. W piątek kolejne zdjęcie, wtedy będą decydować, co i jak. Wczoraj zrobiła kilka kroków z balkonikiem po sali, z moją pomocą. Chyba z tym trzeba będzie jeszcze trochę zaczekać.

   No a pomimo tego... Próbuję trochę zdyscyplinować Tajfuna. Czasem niby coś się udaje, a czasem wyć się chce ze złości. Nie do wiary, jak takie małe dziecio potrafi wpędzić dorosłą doświadczoną osobę w poczucie całkowitej bezradności. Uuuu! Te rączki, które robią psotę za psotą! I te oczęta, które przy tym patrzą tak niewinnie! No, ale tak czy inaczej, powoli zaczyna pozwalać mamie kilka minut (broń Boże więcej!) poszydełkować, albo coś na szybko ugotować. Dla nas to już sukces :) Ale nie ma tak kolorowo. Chwila nieuwagi - i pół domu zdemolowano. A tak chce się chociaż troszkę zająć się dłubaniem! I jak burza ucicha i zasypia, to mama zamiast sprzątać i gotować, chwyta się za szydełko. Ponad miesiąc temu powstała taka oto sówka:
   Zobaczyłam coś podobnego na jednym z blogów, na tym, bodajże: Zoom Yummy. I musiałam zrobić! No, trochę mi nie wyszło, bo zamiast słupkami to zrobiłam półsłupkami i wyszła mi trochę "za chuda". Robiłam jako przytulankę dla Tajfuna, ale jakoś specjalnie się nią nie zainteresował. No i leży... kolejny eksponat szufladowy.
   Potem zajęłam się biżutkami. Jeszcze z czasów z przed ciąży zostały mi półfabrykaty srebrne i kamienie półszlachetne. Cały czas myślałam, by coś sobie zrobić, bo i kolczyków nie mam, i łańcuszka... Bardzo lubię perły rzeczne, turkus i piasek pustyni. Z tego i zaczęłam. Wszystkie części metalowe to srebro 925.



   Kolejne dwie pary kolczyków są prawie identyczne. W pierwszej kulki są połączone jedną szpilką, a w drugiej - dwoma, łączenie jest ruchome. Te pierwsze noszę teraz na codzień.

    A to zachciało mi się czegoś wiosennego. Chyba dość już mam zimy. Nie powiem, że jej nie lubię, ale jestem straszną zmarzlaczką. Lubie być na podwórku, ale w zimie marznę. Marzę już o wiośnie. Od dawna obserwuję blogi Kati Mssau i Silvii Gramani. Nie mogę się napatrzyć na ich szydełkowe kolię i lekkie szaliki. Postanowiłam w końcu coś takiego wymodzić. Kolię robiłam z cieńszej włóczki, niż w oryginale, i nie tak obfitą w ozdoby, bardziej lekką i delikatną (jak na mój gust).


   Wiem już, co trzeba przerobić, kolejny raz zrobię trochę inaczej. Kolejny raz? A po co? Przecież ja tego nosić nie będę (ha! ludzie, wytykając palcami, zadźgają na śmierć :( ) Kupić tego też nikt nie kupi. A ja tak lubię takie rzeczy!
   Z kolei szalik wiosną mógł by nawet być. Grubsza włóczka, ale jakaś taka... wiotka? Szalik wcale nie trzyma formy.



   Wiem, że daleko moim wyrobom do oryginałów. Ale po-pierwsze, nie starałam się kopiować w 100%, po drugie, jednak bardzo dużo zależy od materiałów. Muszę poszukać czegoś bardziej przydatnego do takich robótek.

   W poprzednim poście obiecałam Iselle napisać 7 faktów o sobie. Oryginalna nie będę, kiedyś już to wymieniałam. Wielie się nie zmieniło :)

 1. Nie jestem konsekwentna co do moich zainteresowań. Dziś mi podoba się jedno, jutro drugie. W zależności od tego, co ciekawego wyszperałam w internecie, dziś MUSZĘ zrobić to, a jutro już coś zupełnie innego.
 2. Rozpaczliwie żałuję, że nie zrobiłam czegoś, co (z dzisiejszego punktu widzenia) koniecznie musiałam zrobić. Psychicznie doprowadzam siebie do stanu "choć ty umrzyj", zatruwam sama sobie i innym życie na amen.
 3. Nie mogę czytać o chorych i umierających z głodu i od przemocy dzieciach. Strasznie wtedy choruję.
 4. Bardzo lubię czytać. A że czasu na to praktycznie nie mam (albo książka, albo szydełko), to bardzo mi tego czytania brak.
 5. Mam co raz gorzej z pamięcią. To nie jest zwykłe: nie pamiętam, gdzie położyłam grzebień (portfel, torebkę i td). Problem mam na prawdę poważny. A że lekarze na moi skargi tylko się śmieją, to... nie leczą :(
 6. Nie umiem pokazać bliskim, jak bardzo ich kocham. Boję się wykazać uczucia. To pewnie pozostałości po "poprzednim życiu" w rodzinie, gdzie każdy wyraz uczuć liczył się za słabość i "cieniznę".
 7. Jestem uzależniona od WAS! :D

   Na dziś to tyle. Trzeba troszkę pospać. Jutro znów walka z Żywiołem :D Kto kogo? Na pewno ja nie będę wśród zwycięzców :D

   Bardzo dziękuję nowym obserwatorom i tym, kto zostawia tu kilka słów. Są bardzo dla mnie ważne!

   Pa! :)  


20 komentarzy:

  1. Śliczności same, aż nie wiem na co patrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne prace. Najbardziej spodobała mi się sówka i turkusowa biżuteria:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Prace prześliczne ! Dla mnie cudowna biżuteria turkusowa ! Pozdrawiam i przy okazji zapraszam do siebie na wymiankę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Beżowy szalik jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju. Bardzo pięknie może się prezentować, na gładkiej bluzce zamiast naszyjnika.
    Luda, staraj się tego małego rozrabiakę wyciszyć, zająć czymś. Np czytaniem książeczek. Mój wnuk który w styczniu ukończył 2 lata też jest wisusem. Ja dużo mu czytam bajek, bardzo to lubi. Wówczas siedzi spokojnie. Niestety trzeba przetrwać , ten trudny czas, bo zrobić coś przy nim nie sposób, ledwo sobie kanapkę przygotuję. Trzymaj się i dużo serdeczności dla Twojej mamy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękne prace! Kolia i szaliczek po prostu mnie zauroczyły, a przy okazji mogłam poznać kolejne ciekawe blogi...

    Co do małego rozrabiaki, to doskonale wiem o czym mówisz! Sama mam rozbrykanego dwulatka na stanie, a za miesiąc pojawi się drugie, więc prędko nie odpocznę, ale nic to - bez tego życie byłoby nudne :)

    Mamie życzę dużo zdrówka, a Tobie siły! Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaki ten beżowy szalik jest piękny... i przy tym praktyczny ;) kolia też cudna, ale ja z praktyków się wywodzę i uwielbiam jak piękne rzeczy są przy tym praktyczne :P
    na temat rozrabiak nie będę cię pocieszać ani współczuć bo sama mam taki egzemplarz, tyle, że chyba półtora roku starszy i w sukience :P właśnie siedzi mi pomiędzy nogami i twierdz, że to twierdza księżniczki a mnie się sikać chce... ale przecież mury twierdzy się nie ruszają :P wczoraj zrobiła mi "porządek" w książkach... ślicznie zdjęte z regału i poukładane na kupkach... było gorzej, teraz zaczyna być rozumnym człowieczkiem choć z dużą dozą upierdliwości i asertywności :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Sówka jest bardzo sympatyczna :-) Twoje szydełkowe wytwory są wspaniałe. Moim zdaniem urodą nie ustępują wcale tym, którymi się inspirowałaś! Podziwiam Cię, że mając małe dziecko i masę innych obowiązków na głowie, potrafisz znaleźć jeszcze czas na hobby. Tak trzymaj :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój Tajfun , na szczeście poszedł do przedszkola,więc moge duzo ponadganiać. Tylko co z tego kiedy posprzątam, to jak wróci jest to samo. Fajnie,że zaczełas znów robótkować. Zdrowia dla Mamy życzę i i cierpliwości dla ciebie:0

    OdpowiedzUsuń
  9. Sowa jest genialna:-)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. A mi kolia bardzo się podoba :)Do letniej sukienki i zielonej torebki- super. Kolczyki też świetne ! Życzę powrotu zdrowia dla Mamy i sukcesów w dyscyplinowaniu Tajfuna .

    OdpowiedzUsuń
  11. Luda - śliczności wydziubałaś... zazdraszczam szczerze !!!!!!!!!!!!!
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  12. Szaliczki cudne. Biżuteria też piękna. Zdrówka dla mamy i cierpliwości dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Urocza sówka i bardzo podoba mi się szaliczek oraz naszyjnik :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Schemat wzięłam ze strony www.mypicot.com, jeśli chciałabyś skorzystać, polecam tę stronę. Dziękuję za komentarz pozostawiony na moim blogu.U Ciebie też jest masa pięknych rzeczy, ale pozwolę sobie lepiej pooglądać, jak wyleczę oko, które od soboty mnie boli.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajnie, że mama czuje się lepiej. Robótki śliczne, aż mam ochotę chwycić za szydełko:)
    Co do stanu pamięci, mój śp. Mąż zwykł mawiać "tego się nie leczy, w naszym wieku, to rozwojowe" Ja też tak mam z pamięcią.
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  16. Szaliczek w beżu obłędny. Widziałam już ten wzór parę razy ale raczej nie porwę się na niego, jak dla mnie na razie za trudny.
    Twoja interpretacja bardzo mi się podoba!
    Pozdrawionka

    OdpowiedzUsuń
  17. Naszyjnik szydełkowy jest cudowny! Dlaczego go nie nosić? Ja bym w nim chodziła na okrągło i to z dumnie podniesionym czołem :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Naszyjniko-szaliczki bardzo gustowne, sowa taka kolorowa i wesoła ...Piszesz,że masz kłopoty z pamięcią, ... znam ten ból, u mnie najgorszy jest ten niepokój i strach gdy staram się sobie przypomnieć o czym to miałam pamiętać,...i pamiętam tylko tyle,że na pewno coś było i że było ważne,... im bardziej usiłuję sobie przypomnieć, tym więcej we mnie lęku. Dobrze,że nie zawsze są to sprawy życia i śmierci... ale utrudnia to życie okropnie!
    ...a co to będzie jak "będę starą kobietą"...? aż strach myśleć- ja naprawdę się tego boję...

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń