Obserwatorzy

niedziela, 20 lipca 2014

Lato, lato wszędzie...

   Witajcie Kochani!

   Czy u Was też tak słonecznie i gorąco? Lato, w końcu prawdziwe lato. Ma swoje zalety, ale i swoje wady. Grzech narzekać na upały w lecie, ale co ja poradzę, że dla mnie komfortowe temperatury to od 18 do 23 :) Trudno tym latem akurat o takie :) Albo dużo więcej, albo dużo mniej.
   Ostatnie tygodnie były bardzo naprężone. Ogólnie koniec czerwca-lipiec to czas niekończących się rocznic, imienin i urodzin. Deptania co nie miara. Ale nie tylko tymi przyjemnymi sprawami się zajmowałam. Zbieranie dokumentów na kolejną kartę pobytu dla syna przerosło w prawdziwą klęskę żywiołową :) Nowe przepisy, na których nawet same urzędnicy jeszcze się nie znają, nowe dokumenty. Nowe możliwości dla nas, ale i dużo nowych haczyków. Prawie przez to przebrnęliśmy. Prawie, bo jutro załatwiamy ostatni dokument i we wtorek Nikita jedzie do urzędu. Czy wystarczy im tego, co zebraliśmy, czy jeszcze czego zażądają - tylko Bóg wie.
   W poprzednią niedziele w Hajnówce był Jarmark Żubra, Dni Hajnówki. Do 11 deszcz jak z wiadra, myśleliśmy, że po imprezie. Ale o 11.30 deszcz przestał, i o 12 już słoneczko parzyło na maxa. Było fajnie, radośnie, wesoło. Trudno było o sprzedaż, u nas tak zawsze, ale i tak dobrze się bawiliśmy. Sprzedałam tylko trzy małe breloczki i jedną lalę. Ale za to lalę kupiła u mnie żona Bułata Okudżawy (na pewno znacie, kto to :), która akurat przyjechała do Hajnówki na finał konkursu jego piosenek :) Historyczne wydarzenie :D A mnie nikt nawet przy tym nie sfotografował. Bo wszyscy chyba byli w szoku od takiej niespodzianki :) Najgorsze, że ja nawet nie mam zdjęcia tej laluni :) Jakoś tak wyszło, że dowiedziałam się o jarmarku za kilka dni (zazwyczaj był on dużo później) i musiałam na chama szybciutko wykańczać swoją kolekcję długodłubanek :D. Nie zdążyłam nawet porobić zdjęć. Nie straszne, bo większość, oprócz tej lali, i tak została na razie u mnie :) Z czasem wszystko pokażę. Dziś to tylko parę zdjęć, co zrobiłam na jarmarku.


   A oprócz tego miałam dużo przerobów. Dojrzewają jabłuszka. więc goniłam sok, przecierałam pozostałą papkę, gotowałam dżemiki. Z tym gotowaniem to masakra po prostu! Papka gęsta, mało że od razu się przypala, to jeszcze i pluje się gorzej od rozjuszonego wielbłąda :) A do tego jeszcze wrzącą papką! Mus cały czas mieszać, mieszać, mieszać, szorując po dnie. A że tego dobra miałam prawie 7 litrów, to dziś rąk podnieść nie dam rady. Ale taki widok w kuchni to cieszy oko i daję odrobinę satysfakcji, nie uważając na narzekające ręce :)

   No wiem, nie wygląda to tak pięknie, jak na zdjęciach u niektórych blogowych znajomych, ale sami rozumiecie, że przy takich ilościach (a to już trzeci rzut) trudno o zaopatrzenie wszystkich słoików i buteleczek w piękne kapturki i zawieszki :D Do tego były jeszcze syropki, miętowy i melisowy:


i dużo, dużo dżemów: najpierw z truskawek, potem z malin i porzeczek różnokolorowych. Soczki oddzielnie, papki oddzielnie - za jednym razem dwa zające :) Niestety, nie zebraliśmy ani jednej jagódki czereśni ani wiśni. Ptaki. Nie wiem, jak z nimi poradzić. Ze cztery lata temu zaczęły objadać te jagody, a dwa lata temu przerzuciły się już nawet na porzeczki. Ludzie! Jestem tu od 10 lat, a nigdy nie widziałam, by ptaki zjadały porzeczkę! W zeszłym roku zobaczyłam! Za późno, bo nie zdążyłam już i litra zebrać (co roku mieliśmy po 4-5 wiader). W tym roku jakoś udało się uratować trzy krzaka, nakryliśmy je włókniną. Ale te draństwa schytrzyły się nawet zalatywać pod spód :( No, ale co nieco dało się zebrać. Jak już nie było porzeczki, wzięły się za... maliny!!! To koszmar jakiś! Teraz urzędują na jabłkach :( Ale przecież wcześniej tego nie było! Czy ich już aż tak dużo jest? W sensie, ptaków? Czy mutacje jakieś?

   No a dziś mam błogi spokój.


   W końcu, ile można harować? Muszę uporządkować trochę myśli, wyznaczyć cele i stworzyć plan. Jak i co dalej. Mam w du...e płycie z nurtem, trze trochę po drygać nogami i rękami :D Jak coś mi się uda - dam znać :)

   Kilka zdjęć z ogródka:





   I z Dnia z Radiem w Hajnówce:





   Dziecko bawiło się na maxa, no i my z nim razem :)

   Czego i Wam życzę!

   Pa!

* * *

   PS. Musiałam usunąć z wpisów post "16 lat..." Uwzięły się na niego boty, naganiają mi wyświetlenia. Jakieś tam ze Stanów. Miałam już z tego powodu nieprzyjemności, więc wolę usunąć, niż dalej to tolerować. Wpis stary, myślę, że to nic strasznego :)

6 komentarzy:

  1. Witaj kochana :)
    Z pewnością możesz być dumna Ludmiłko, że lalę kupiła żona legendy ...barda, poety ...masz fajne wspomnienie.
    Oj widzę że sezon przetwórczy w pełni, ja też nie robię fikuśnych słoików, ważny jest smak a nie fikuśny napis, czy koronkowy dekiel, jak ktoś ma czas....
    Uściski ślę serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj! U mnie przetwory dopiero dojrzewają. Będą dżemy, sosy, ogórki i fasolka. Urodzaj mam w tym roku na jabłka, gruszki i śliwki. Ogórki też powinny być...Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas nie ma upałów, bo ciągle wszystko łagodzi wiatr. Przetwory też robię ale tylko to co potrzebujemy, bo na inne szkoda czasu. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Żona Bułata Okudżawy! Gratulacje!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie! Gratuluję takiej klientki!!! A przy okazji mogę prosić o przepis na Twoje syropki? :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała gospodyni z Ciebie ..aż miło popatrzeć,a ptaszkach co wszędzie włażą może warto poszukać na jakiś forach porad jak z nimi sobie radzić .wiem,ze są też jakieś elektroniczne i zapachowe straszaki, tak sobie radzą sadownicy .szkoda plonów :) Pozdrawiam z Białegostoku

    OdpowiedzUsuń