Obserwatorzy

niedziela, 25 maja 2014

35 w cieniu... :(

i to już czwarty - czy piąty? - dzień. Jak dla mnie, to temperatura po prostu nie do istnienia :(

   Witajcie, Kochani!

   To mroziło i suszyło, to zalewało, teraz suszy i wypala. Tam, gdzie kilka dni temu było błoto, teraz skalny kamień :( Ręce odbijam, próbując choć odrobinę zruszyć ziemie i dać roślinkom odrobinę tlenu. O podlewaniu już nie mówię. Dobrze, że najcięższą część tego co dotyczy podlewania, Nikita wziął na siebie. A to bym padła po prostu. Mimo skwaru, zielsko goni jak szalone. Temu źle nie bywa. Większość czasu spędzam teraz właśnie za pieleniem. Chłopaki zdecydowali się jeździć do lasu wcześniej, by swoje 8 godzin wypracować przed czasem największego upału. Więc pobudkę mam o 3.30, o 4.10 start, w drogę. Gdzieś tak o 5.30 wracam do domu i od razu do ogrodu. Wtedy jeszcze jest możliwość co nieco zrobić. Tak o 7.00 - obrządki, dojenie, ewentualnie podlewanie. Jeśli jestem na siłach, to jeszcze troszkę pielenia gdzieś w cieniu. O 9 już nie ma szans. Podziwiam chłopaków z ich wytrwałością w lesie. To nic że jest trochę cienia, ale pod liśćmi zaducha, jak pod folią, a wiaterka żadnego. Muszą tak wytrzymać do 13.00, a przecież przy tym tak ciężko pracują! Jadę po nich, odwożę do domu. Sama ewentualnie na zakupy czy do urzędów. A w samochodzie - żeby nie było - klimy nie ma :), tylko otwarte szyby i dmuchawa, która o tej porze tez pycha piekielnym gorącem. Przewiany kark - to u mnie prawie norma :) Jakoś tam rypam obiadek. Cień w tym czasie przesuwa się, mogę coś zrobić w innym miejscu. Znów obrządki, podlewanie... I tak w kółko.

   No i przedwczoraj miałam już na stole taki oto obrazek:
    Kilka krzaczków truskawek, które zostały w folii po wysianiu nasionek, przywiezionych z domu na Białorusi, już dają plony. A grzyby upolowaliśmy po drodze do lasu. Kto by mógł pomyśleć, że wyskoczą o tej porze?  Co jeszcze... Ogóreczki w folii już mamy od... dwóch tygodni? Nie dużo, ale na sałatkę nazbierać można :)

   No, i znów mamy muchy :( Jak z nimi poradzić? Tu sałatki, przykryte serwetką, bo przecież te okropne owadziory zagadzą szybciej, niż domownicy zasiada za stołem.
   Kozy maja pokąsane wymiona, całe w pęcherzach. Smarować boje się, bo wylizują się :( Oj, to utrapienie, którego nie pozbędziemy się do końca lata. Próbowałam już ziółka wieszać, i dwuskładnikiem pryskałam - na dzień ulga, potem to samo.
   I druga plaga - o tu:

    Czy Wy też tak macie? Że porządek, którego potrzebuje mama, w żadnym wypadku nie wpisuje się w koncepcje porządku dziecka? Bo TAK MA BYĆ! I kropka! Inaczej zabawy nie ma. A jak mama zaczyna z desperacją nawoływać o pomoc, odpowiedź jedna : "Mamuś, nic nie swysę!"
   Chciałam jeszcze dodać co nieco kuchennego, ale... obowiązki wzywają :D Szczególnie te "mamusiowe" :)

   Komu trze deszczyku - to deszczyku. Komu trze słoneczka i ciepełka - to słoneczka i ciepełka. Życzę!

   Pa!

6 komentarzy:

  1. Ale zbiory, grzyby - już ? kto by pomyślał. Co do porządku dziecka - hmm znam to, sprzątam wieczorem jak mały (9 msc) spi a rano juz jest bałagan :) Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak się przyglądam, ale to nie koźlarki i czerwoniaki? Cóż to za grzybki

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, co za grzybki, aż męża zawołałam, ale i on nie wie....

    OdpowiedzUsuń
  4. u nas też skwar był,ale od wczoraj trochę lepiej :), w niedzielę wykorzystałam sytuację i poleciałam do szklarni (moje ogórki dopiero wschodzą :(, ale przy Zulce mamy trochę opóźnienia w tym roku), a potem pryskałam, bo wiatr był mniejszy. U nas (Żuławy) też 30 stopni w cieniu, ale do tego wiatr dość duży,
    pozdrawiam i chłodnego wiaterku życzę :))

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas również upały 30-stopniowe, ziemia aż spękała.
    Z powodu ziemi jaką mam na działce( rędzina-przy suszy uprawia się jak w kamieniołomie, z kolei po deszczu lepi się do wszystkiego-taka glina), to pomidory z córką sadziłyśmy na 2 tury.
    Niby to urodzajna ziemia, ale ja mam coraz mniej siły żeby z nią walczyć.
    Podziwiam Cię, jak ty to wszystko ogarniasz?
    Gorąco pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas jak zwykle wszystko później. Najgorsze są wiatry. Moje doniczki nawet duże z daturami fruwają. Ech, jak widzę Twoje zdjęcia to chciałoby się tam być. Pozdrowienia dla całej rodzinki a największe dla Twojej mamy od mojej mamy. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń