Obserwatorzy

czwartek, 23 sierpnia 2012

Bez zmian... Prawie...

   Dzisiaj długo Was nie zatrzymam. Jak w tytule. No, może nie zupełnie. Zmiany są, ale tylko na gorsze. Córcia moja na poważnie utknęła na Białorusi. Polski konsulat w Brześciu nie chcę wydać wizy. Co tam! Nawet dokumentów przyjąć nie chcą.To im zaświadczenie z uczelni nie pasuje, to z banku, to w ogóle konkretnie nie powiedzą, o co im chodzi. 17-go, jak przyszła kolej na podanie dokumentów, okazało się, że zaświadczenie z uczelni wypisane nie tak, jak IM trzeba. Dobrze, że w niektórych miejscach w Brześciu jest zasięg Orangu. Ala podniosła na nogi pół uczelni, faksem jakoś tam to zaświadczenie jej wysłali, już przerobione, a dziś okazało się, że konsulat wcale nie takiego potrzebuje. A to, którego oni potrzebują, uczelnia może wydać tylko po zaliczeniu egzaminu, który już na nosie, i na który dziewczyna nie może dotrzeć, bo konsulat nie wydaje wizy. Koło się zamknęło... Do tegoż, do końca miesiąca trzeba dowieźć do Urzędu Wojewódzkiego dokumenty na kartę pobytu, które może uzyskać tylko ona osobiście ( w tym zaświadczenie z banku, którego nie wydadzą nikomu oprócz niej). Jeśli dokumenty nie dotrą na czas (a nie dotrą, bo w jaki sposób???), to podanie się anuluje i znów trzeba wszystko zaczynać od nowa. A że rozpatrzenie takiego rodzaju spraw trwa półtora miesiąca, to ona znów będzie musiała wyjeżdżać (już w czasie nauczania) i ubiegać się o nową wizę, którą nie wiadomo, czy w ogóle zechcą dać. Jestem po prostu zabita! Dlaczego tak jest? Mieszkamy tu już prawie dziewięć lat, uczciwie pracujemy i uczymy się. Nie handlujemy papierosami i wódką. W ogóle, wyjeżdżamy raz-dwa do roku tylko w szczególnych sprawach. I mamy takie problemy! Z tym, że właśnie handlarze problemów nie mają żadnych. Córka mówiła, że dziś po odebranie wiz stało przy konsulacie ponad 60 osób. I tak codziennie. Czyli można jednak te wizy wydać? To o co chodzi? Jak chciała zapytać, czy może ubiegać się chociaż o zwykłą płatną wizę, by pozałatwiać pilne sprawy, to nawet nie przyjęli jej, nie zachcieli rozmawiać. Nie wiem... nie wiem, co mam poczynić, co zrobić i jak to wszystko wytrzymać. Najgorsze jest poczucie bezsilności. Bo wiem, że tu akurat to zrobić nie mogę nic. Choroszcz już mi się śni...

   A co do pozostałego... Ogród zarasta, bo w tych bieganiach i jeżdżeniach już jakoś nie do niego... Co narasta, to rozdajemy dla sióstr i znajomych, bo znów że czas... A i wena... Jak urywam jakąś chwilkę, to staram się być przy maluszku, bo przecież on też mamy potrzebuje, nie tylko jedzenia i przebierania. Do tegoż ma straszne oparzenia (poparzenia?) w pachwinkach, a ja pomimo wszystkich starań nie mogę mu ich zaleczyć. Nawet lekarz mówiła, że on jest bardzo ruchliwy, a w tych upałach mocno się poci i te oparzenia jeszcze bardziej naciera. Niby ma być lepiej, jak stanie chłodniej. A póki co, moje dziecio dzielnie znosi wszystkie przebierania, przemywanie, pomazania i tylko stęka. Aż łzy mi nachodzą...

   Co jeszcze... Trochę dobrego? Mieliśmy świniobicie. A to znaczy, że mięska i wędlin na jakiś czas już mamy. Co prawda, te trzy dni mocno dały mi w kość, kręgosłup do tej pory protestuje. Ale jakoś tam odbyli. Wczoraj było ostatnie wędzenie, dziś wszystko już pochowałam po zamrażarkach, jutro zostaje tylko dobrze wysprzątać dom. Robimy to wszystko w starym domku teściowej, który stoi obok naszego, więc ze sprzątaniem nie jest aż tak pilnie. Taka w swoim rodzaju letnia kuchnia :)

   No teraz zagadka... Niestety, nie jest to orzech włoski ani zmutowane winogrono. Były dwie prawidłowe odpowiedzi, w przedostatnim i ostatnim komentarzach.


Mebelki śliczne a to na zdjęciu to jakby fragment przekwitłej magnolii chyba
OdpowiedzUsuń
Super mebelki. Wszechstronnie uzdolniona jesteś, a córcia idzie w Twoje ślady. To bardzo dobrze.
Zagadka - zdjęcie przedstawia owocostan magnolii.
regian

   To owoc magnolii. Tak, ta moja magnolia całkowicie zwariowała, wydała cztery takich... czegoś.

   Z tym tylko, że pierwsza prawidłowa odpowiedź nie jest podpisana. Próbowałam skontaktować się, ale chyba Blogger nie może wysłać odpowiedź na komentarz do Anonimowego. Więc bardzo proszę tego kogoś się zgłosić. Czekam znów tydzień. Jeśli się nie zgłosi, to palma pierwszeństwa przejdzie do regian.

   A jak już jesteśmy przy zagadkach, to mam dla Was kolejną. Kupiłam dla synka taką fajną kartonikową książeczkę "Okruszek poznaje wieś".  O małym misiu, który odwiedza wieś, by poznać tamtych zwierzątek. Fajna bardzo książeczka, zwierzaczki nawet bardzo rozpoznawalne :), co już samo w sobie prawie cud :):)



 Że dziecio trochę na rolnictwie się zna :D, to nawet pokazał, jak niektóre zwierzaczki "rozmawiają". Czyli, wszyscy zadowoleni. Ja - jak to ja - nic tam szczególnego nie zauważyłam, ale jak wrócił z pracy mąż i poprzeglądał, to śmiał się do łez. Kiedy nam pokazał, uchachaliśmy się też. Ubaw był po pachy. No i zagadka: co nas tak rozśmieszyło? Szukałam zdjęcia książki w internecie, znalazłam jeden PDF, ale mi się nie otworzył, więc na szybkiego zrobiłam zdjęcia sama. Nie są za dobre, ale zobaczyć, o co mi chodzi, można. Rozweselił mnie i opis, dany tu, szczególnie to "...uczy je prawidłowo rozpoznawać".

---

   Piszę teraz z córcią poprzez GG, rozpaczam, marudzę. A ona mi: "Może i dobrze, że tak się stało. Może, jak bym teraz przyjechałam, to pod Kamaz bym wpadła". Umie uspokoić, nie? No i przesłała mi takie opowiadanko (jest po rosyjsku, więc w wolnym przekazie):

   Żył tam sobie jeden król. Miał serdecznego kolegę z dzieciństwa, który cały czas był przy nim.  Pod czas polowania ładował dla niego zbroje. Co by się nie stało, dobre lub złe, zawsze powtarzał : "To dobrze". Jeden raz coś mu z tym ładowaniem nie wyszło, w moment strzału oderwało dla króla palec. Przyjaciel, jak zawsze: "To dobrze". Król, rozzłoszczony oczywiście, - "Co tu może być dobrze?!" - wsadza przyjaciela do więzienia. Minął jakiś czas, król znów na polowaniu. Pomylił swoje ziemi, zaszedł na cudze tereny. Złapali go kanibali, związali, zaciągnęli do swojej wsi, przywiązali do słupa i ognisko szykują. Ale zauważyli, że palca nie ma. A przesąd taki mieli, że nigdy nie jedli nikogo, kto ma uszczerbek, by jego niefart na nich nie przeszedł. No i odpuścili króla. Wspomniał on wtedy, co mówił mu przyjaciel. Sumienie zaczęło go gryźć. Poszedł do więzienia, by przyjaciela przeprosić. "Wybacz. Byłem złym przyjacielem. Źle cie potraktowałem". - "To dobrze", - odpowiada ten. - "Co tu dobrego? - zdziwił się król, - Ty mi, można powiedzieć, życie uratowałeś, a ja cie do więzienia!"- "Ale to dobrze! Bo że bym nie był w więzieniu, to był bym z Tobą na polowaniu".

   I na tej nutce skończę dzisiejszą swoją opowieść. Kochani, z całego serca dziękuję Wam wszystkim za to, że jesteście ze mną. Za słowa otuchy, za maili, które podtrzymują mnie na duchu, nie dają się załamać. Dziękuję nowym obserwatorom, że zdecydowali się u mnie się rozgościć, bez względu na "depresyjne" nastroje. Życzę, by Wy jak najmniej mieliście problemów, a przynajmniej one szybko i z powodzeniem dla Was się rozstrzygały.

   Aha, jeszcze odpowiem na kilka pytań, które powstały u Was w związku z moimi meblami.  One są nawet nie ze sklejki, tylko z płyty. Takiej, gdzie są sprasowane na kleju wióry, trociny. Nie wiem, jak ona prawidłowo się nazywa. No takiej zwykłej, z której 90% mebli jest zrobione. Tylko że ma już ze 40 lat. Są miejsca uszkodzone, które nie dało się zakleić, zaszpachlować lub zeszlifować. Na przykład, przy zawiasie prawych drzwiczek w dużej szafce. Po prostu płyta już się rozwarstwia, wkręty zerdzewiały - drzwiczki się nie domykają, bo nie ma możliwości doregulować zawiasu. Dlatego też nie rozkręcałam mebli przed malowaniem.  Malowałam emalią alkidową do drewna i metali. Błąd, jest nietrwała, odrapuje się od najmniejszego dotyku. Za to jest odporna na przebarwienia. Sok pomidorowy (naturalny!) rozlany został na dobrych 3 godziny - nic. Barwnik spożywczy - nic. Ale zadrapania wszystko psują. Stół, z kolei, pomalowałam Decoralem akrylowym. Za bardzo go jeszcze nie badałam :), ale przy świniobiciu przez pociętą ceratę przeszła i zaschła krew. Po oderwaniu ceraty (krew to dość mocny klej) i umyciu - żadnych śladów. Bardziej odporna na zadrapania (tylko jak już na prawdę ZAdrapania), wygląda bardziej naturalnie drewniano. W przyszłości będę jednak malować akrylami.
   Joanna Asiu, babcia nasza emerytury nie dostanie. A to dlatego, że w wieku 75 lat trzeba odnawiać kartę emerytalną. Czyli stawić się do tamtejszego odpowiednika ZUS z dowodem osobistym, by widzieli, że człowiek jeszcze żyje. Pieniądze na koncie emerytalnym się gromadzą, tylko nie ma przelewów na bankowe. Tylko że stawiennictwo MUSI BYĆ OSOBISTE. Żadnych dokumentów nie uwzględniają. Co w naszej sytuacji jest niemożliwe. Może, jak Eliaszek podrośnie i tatko będzie miał więcej czasu i pieniążków na wizy, to nas zawiezie :) Jeśli babcia w ogóle w stanie jeszcze będzie się poruszać :( Dla babci nic nie mówimy - zawału by dostała.
   yolcia, na tych "cudach" ja się odrywam. relaksuję się. Inaczej to by już trzeba by było składać rączki i się kłaść...
   ElaKonfacela, dzięki za podpowiedź o motylu.
   Hebe, też te "kolibry" mamy. Szczególnie lubą do folii zalatywać. A ja potem biegam ze szmatą, by je uratować :)
   elfi, już Ci pisałam: wydrukowałam to powiedzenie i powiesiłam tak, by często widzieć. Dzięki, jest bardzo przydatne.
   Deilephila, dziękuję za radę o lakierze. Muszę poszukać. Jak już miną te moje zawirowania, bo teraz są sprawy ważniejsze od mebli :(
   Wanda27, dziękuję Ci z całego serca za tak miłe słowa o moim blogu. One natchniają  i dają siły.

   I jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim razem!!!

   No i na koniec proszę o radę. Wystawiłam trochę drobiazgów na Allegro (link u góry z lewa - klik na zdjęcie). Nawet wyświetleń prawie nie ma, nie mówiąc już o sprzedaży. Może ja nie dobrze wybrałam poszczególne kategorii? Albo ceny za wysokie? Czy może po prostu nie ma co tam wystawiać? Będę bardzo wdzięczna za każdą podpowiedź. Bez skrupułów, OK? Piszcie, co myślicie. Czekam!

   To co? Do kolejnego wpisu? Oby tylko on był weselszy. Czego i Wam wszystkim życzę! Ten uśmiech dla Was!


      Pa!

14 komentarzy:

  1. tragedia ... ręce mi opadają a włos staje dęba ...nie wiem dlaczego postępują tak z Twoją córcią ... komu zależy na tym by dziewczyna się nie uczyła ...
    juz współczuję babci ... jaki to jest system , że nie wiedzą kto żyje a kto nie !
    Luda ... ta Kura to raczej koguta mi przypomina ... hihi
    trzymajcie się zdrowo ... zdzwonię się

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku byłam w Bieszczadach. Przekraczalismy granicę w Krościenku. Pusto tylko nasz autokar był na przejściu. I co ?? ano po zebraniu paszportów stalismy ponad godzinę. Dlaczego ? nikt nie wiem, z powrotem to samo było. Urzędniczej tradycji musiało stać się zadość. Mogę Ci jedynie współczuć Luda i trzymac kciuki za Twoje dziecko, by wyszło w koncu z tych kłopotów.
    Maluszkowi dodawaj do przemywania i kąpieli mączki ziemniaczanej, bardzo pomaga. W dzien możesz też po przemyciu i osuszeniu delikatnie posmarować kartoflanka, bardzo dobry jest też Sudokrem. Troszke to dziwne, że takie maleństwo ma odparzone paszki, raczej w pachwinach przy nogach tak sie u dzieci dzieje, albo przy szyjce. Mój wnuk tez poci się niemiłosiernie, ale nie dzieją mu się takie przykrości. Może Ilia uczulony jest na jakiś proszek do prania ? Spróbuj prać jego ciuszki w płatkach lub szarym mydle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak był z synkiem w szpitalu to pielęgniarki dały mi tormentiol. Tylko jego można używać 7 dni. Mojemu tajfunowi pomogło.To straszne co przytrafia się twojej córce. Chyba jeszcze gorsza biurokracja niż u nas, Pozostaje czekać na lepszy czas.Taki uśmiech jest wart caałego świata.

    OdpowiedzUsuń
  4. To okropne jak biurokracja może utrudnić życie porządnym ludziom :-( Nie poddawajcie się! Wierzę, że wszystko się dobrze skończy. Pomimo opisywanych przez Ciebie kłopotów w poście wyraźnie przebija się twój humor i pogoda ducha :-) Tak trzymaj!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam i to gorąco maść nagietkową jest w swym działaniu nie zastąpiona. Cała ta reszta maści przy niej się chowa. Mój synek był tłuściutki jak był mały miał sporo fałdek i w upale często miał odparzenia maść pomagała zawsze najlepiej rano posmarować miejsca nawet zdrowe ale narażone na otarcia i będzie po sprawie :)
    Co do córki współczuję problemów....Trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  6. Glowa do góry! Musi byc dobrze. Ważne zebys sie nie załamała. A córka gdzie studiuje? Szkoda tego wszystkiego;(( Pozdrawiam, 3maj się. Aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymaj sie, musi byc dobrze. Poza tym nic nie dzieje sie bez przyczyny, we wszystkim jest palec Bozy i na pewno wszystko sie ulozy, jak powinno!
    Malenstwu posmaruj pachwinki sudokremem, jest naprawde skuteczny, ja jeszcze kiedys dawno, zanim sudokrem byl na rynku, uzywalam linomag, tez bardzo dobry, ale na duze odparzenia sudokrem bedzie najlepszy.

    Nie poddawaj sie, a ja zapale swieczke w cerkwii dla Ciebie i corki, zeby wszystko poszlo, jak nalezy!
    sciskam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że pokonacie wszystkie swoje problemy. Najważniejsze, że macie siebie.
    Cieszę się, że udało mi się udzielić prawidłowej odpowiedzi na zagadkę.
    regian@o2.pl
    Pozdrawiam
    regian z zachodniopomorskiego

    OdpowiedzUsuń
  9. A zapomniałam, obejrzałam to co wystawiasz na Allegro. Robótki śliczne,ale myślę, że ludzie mają coraz mniej pieniędzy. Do tego w sierpniu większość robi zakupy artykułów szkolnych. Wiem po sobie, też robię biżuterię i szydełkowe ubranka dla Barbie. I teraz jest zastój, ale trzeba być dobrej myśli.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  10. pierwszy raz jestem u Ciebie w odiwedzinach, ale tak przyjemnie, ze pewnie zagoszczę na dłużej :) współczuję serdecznie problemów córki, cóż biurokracja trzyma się mocno... ja Królika w miejscach takich otarć smaruję najzwyklejszym "linomag maść" w zielonym pudełku - i jak była maleńkim Króliczkiem i teraz, jak ma ponad dwa lata (a że z pieluchy cholernik nie chce wyskoczyć, więc przy takich temperaturach dupcia się odparza łatwo)... sudocrem też dobry, ale jeszcze bardziej wysusza skórę... na potówki typowe najlepsza była kapiel w krochmalu tradycyjnym z mąki ziemniaczanej ;) uważaj tylko z pudrami i zasypkami, bol ubią się grudkowac i jeszcze łatwiej o otarcia.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja dzisiaj na raty.
    Na odparzenia kąpiel w krochmalu też powinna pomóc. Z jednej strony pampersy dobra rzecz, ale dzieciaki długo się od nich odzwyczajają i nie bardzo chcą korzystać z nocniczków.
    W książeczce jest kogut zamiast kury. Myślę, że o to chodziło.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana mam nadzieję, że córce uda się wszystko pozałatwiać i spokojnie zacznie kolejny rok na uczelni.
    Szkoda mówić o tej całej biurokracji...
    Przykro mi, że po tylu latach ciągle musicie borykać się z takimi problemami:(

    Pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Może, chodziło o to, że kurka jest zielona..?

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzisiaj przeczytałam cały ten wpis dokładnie(dopiero znalazłam czas) i powiem dobrze, że nie znalazłam go wcześniej, bo aż zmartwiałam ze zgrozy - biurokracja przeklęta.
    Jak już napisałam bardzo się cieszę , że wszystko zaczęło się układać. Maluchowi spróbuj zmienić markę pieluch może pomóc(oryginalne pampersy nie zawsze są najlepsze - zbyt dużo w nich ostatnio dodatków chemicznych. Co do książeczki no to obrazki ładne i owszem - tylko ja nigdy nie miałam kozy z 3 dojkami (pewnie super mleczna ona jest:))
    Pozdrawiam i ślę buziaczki Ewelina

    OdpowiedzUsuń