Obserwatorzy

niedziela, 5 października 2014

Choroby c.d.,

   a w związku z tym trochę i robótkowo.





   Witajcie Kochani!

   Choróbsko nie odpuszcza, kasłamy, pierchamy i psikamy. Chłopaki jednak działają ostro. Ziemniaczki zebrane, studnia się robi. Już pokazywałam na Face rozpaprane z powodu tej studni podwórko. Kilka lat temu zaczęła ona zapadać się na jedną stronę, dookoła pojawiły się dziury. Różnego rodzaju podpórki i podsypki nic nie dawały. Tak jak by obok niej, w głębi, pojawił się jakiś strumyk, który co ni rusz, to wymywał kolejne warstwy ziemi. Mieliśmy nadzieję, że ten proces się zatrzyma, ale w tym roku kont nachylenia był taki, że trudno było nawet wodę dostać. Do tegoż - kto by pomyślał? - nigdzie nie mogliśmy znaleźć kręgów. No ale - jak długo szukasz, to w końcu znajdziesz. No i rozpoczęły się roboty.




   Tak to wyglądało jeszcze dziś w rano. A tak teraz:


   Osad wybrany, woda kilka razy odpompowana, kręgi ustawione, zabetonowane. Zrobiony dookoła nich betonowy kołnierz, żeby w razie czego ten niespokojny strumyk znów nie narozrabiał :) Teraz, jak beton stwardnieje, zostanie tylko wyrównać ziemie i stawiać daszek. Uf!

   No, chłopaki pracują, a ja męczę się od moralnego kaca :) Szpital domowy wciąż potrzebuje obsługi. Jestem pielęgniarką i pacjentem w jednym. Ale wstyd mi, że nie pomagam chłopakom. To żeby trochę temu "sumiennemu robakowi" zamknąć dziob, a za jednym i przydziobać u chłopaków, trochę po pichciłam.











   Nic wymyślnego, wszystko albo z twarogu, albo z twarogiem :) Szybkie i proste. Twaróg, jajka, sól, cukier, proszek do pieczenia i mąka w różnych ilościach. Na oko, bez przepisu. Rogaliki i "kopertki" - to ciasto francuskie z marketu.

   No i na pożegnanie kilka zdjęć przelatującego u nas nad głowami balona




   ... Wskakuje do domu Mąż: "Gdzie chłopczyk? Śpi?" - "Nie." - Chwyta dziecio na ręce i wyskakuje z domu. U mnie w ten moment czego tylko przez głowę nie przeszło! Huragan! Tornado! Bombardowanie! (Ukraina się odezwała :(  ) Wyskoczyłam w ślad za nimi i... aż przykucnęłam. Wprost nad głową, metrach w 15, raczej nie więcej, ogromny, pychający ogniem jak średniowieczny smok! :D Ja galopem po aparat. No ale przecież "smok" nie będzie wisiał w miejscu i czekał na mnie, no nie? To "uwieczniłam" co się dało :) Na zdjęciach nie widać, ale dookoła balonu cały czas krążyła paralotnia. Często tu u nas latają, bo niedaleko pewien facet udostępnia takie coś. Nawet samolot mały ma. Balon pewnie też od niego. Tak mi zawsze chciało się - i nadal się chce! - polatać paralotnią! Ehhh...

   Niech i Wam się lata, we snach i w życiu :)

   Pa!

   PS. 9-go będzie 3 latka mojemu blogowi :) Zapowiadam rozdawajkę :D

11 komentarzy:

  1. I dobrze, że nie pomagałaś Chłopakom, kto by Im wtedy takie smakołyki upichcił?
    A że smok nie czekał.... cóż, on tylko na dziewice czycha pewnie ;)
    Pozdrawiam serdecznie i zdrówka życzę szybkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No kobitko dumna ty bądź ze swoich mężczyzn i dogadzaj im kulinarnie a nie siłowo. Ciacha wyglądają pychotkowo. Ty marzysz o locie paralotnią, a ja chciałabym pojeździć motorem takim z przyczepką. Myślę że kiedyś nam się uda. :) Zdrowiejcie, żebyś mogła zamknąć ten szpitalik.

    OdpowiedzUsuń
  3. Apetycznie wyglądają Twoje słodkości :) Zdrówka dla Was wszystkich :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekhm, zawstydzilaś mnie tymi słodkościami, ich wyglądem i ilością :)
    Zazdroszczę Twoim Panom :) pozdrawiam serdecznie
    http://niekoniecznie-perfekcyjnej-dolcevita.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. dzieje się u Ciebie Luda... oj dzieje...
    coś ładnego zaczynasz dziubać ...
    pozdrowionka przesyłam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale uczta! Aż mi ślinianki mocniej zaczęły pracować:) Koroneczki prześlicznie dziergasz, ciekawa jestem efektu końcowego. Janek pomału dobrzeje, ale noga jeszcze długo będzie rehabilitowana, aż do lutego, Teraz najważniejszy będzie kolejny rezonans, który pokaże na ile udało się ją naprawić. Dziękuję za pamięć i Wam też dużo zdrówka życzę i pozdrawiam cieplutko. Ania

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ narobiłaś ciasteczek, aż zgłodniałam od samego patrzenia. Pysznie wyglądają:)). Takie balony tez kiedyś przeżyłam nad swoim domem.
    Zdrówka życzę i pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja chciałam spytać, gdzie kupiłaś taką cudną nitkę- na pierwszym zdjęciu. Bardzo mi się podoba, a nigdy takiej nie widziałam.
    Zdrowia wszystkim życzę, i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A to wizytę mieliście:):):
    Zdrówka!!! I nie miej wyrzutów...tyle pyszności naszykowałaś:):) Mniam, mniam:):)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Urodzinki????
    Ach niech się rodzinka blogowa rozmnaża i przyjaciół przysparza!!!!!!
    Następnych 3 lat i potem 30 a co????

    OdpowiedzUsuń