Obserwatorzy

czwartek, 21 sierpnia 2014

Ostatnie letnie...

   dzionki przed nami... Jak by to wykorzystać je na maxa? :)

   Witajcie Kochani!

   No... niby i nie ma o czym tak na prawdę pisać... Ale dzieci wyjechali (wszyscy oprócz najmłodszego), ten najmłodszy wraz z tatusiem sapie cichutko pod kocykiem, na dworze deszcz, zrobiło się zimno, i mnie pociągnęło do blogowania :) Przez tydzień byli u nas starsze dzieci (córka z chłopakiem), przez tydzień wszystko - normalna sprawa :D - było do góry nogami :) Dziś raniutko pojechali z powrotem na Śląsk, przychwyciwszy ze sobą średnie dzieci, czyli syna z jego dziewczyną. W domu cisza i błogi spokój ;) A z nimi smutek. Bo kiedy to teraz znów wpadną? :( Trochę pechowy był ten ich przyjazd, bo po przyjeździe zepsuło się auto (dobrze, że chociaż na podwórku, a nie gdzieś pomiędzy Warszawą a Hajnówką), a że był długi weekend, to wszyscy mechanicy (raczej, elektronik był potrzebny :( ) powyjeżdżali na ryby-grzyby-grilli-pikniki. No i niepewność i nerwówka zepsuli nam trochę radość od spotkania :( Ale już wszystko w porządku i wraca na kręgi swoje :)

   Poza tym u mnie bez zmian: przetwory, ogród i walka z żywiołem w postaci Małego Księcia :) Chyba zacznę poszukiwanie miejsca w przedszkolu, bo dziecio zaczyna dziczeć i włazić na głowę, jak Tarzan na drzewo :D.

   Pisałam już, że z dojrzałych pomidorów robię sos słodko-kwaśny. Nie pokażę na razie dobrych zdjęć, bo syn zabrał ze sobą aparat, z którego owe zdjęcia nie zdążyłam przerzucić na lapek. Mam tylko takie:

   Ale jeśli kto kojarzy sobie sos, na przykład, z Pudliszek, to wie, o co mi chodzi. To chyba tylko połowa tego, co ostatnim razem zrobiłam, pozostałe słoiki zabrali ze sobą dzieci :) Jeśli do tego, co jest na zdjęciu, dodać jeszcze jeden z tych większych słoiczków, to będzie porcja, która wychodzi z podanych poniżej składników:

SOS SŁODKO-KWAŚNY

3 kg pomidorów,
1 kg cebuli,
1 kg papryki,
2 łyżki soli,
1 puszka ananasa,
1 puszka kukurydzy,
1/4 łyżeczki chili,
1/2 łyżeczki czosnku granulowanego (ja dodaję świeży),
2 łyżki musztardy,
2 łyżki słodkiej papryki,
1 łyżka vegety (ja nie dodaję, sypię za to sporo suszonego koperku i pieprzu ziołowego),
1 łyżeczka curry,
1/2 łyżeczki pieprzu naturalnego,
3 szklanki cukru, 2/3 szklanki octu,
2 łyżki mąki ziemniaczanej.

   Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić, lub rozgnieść i włożyć do garnka. Cebulę pokroić w kostkę, dodać do pomidorów. Posolić 2 łyżkami soli, gotować na małym ogniu około 1 godziny.
   Dodać pokrojonego ananasa, odsączoną kukurydzę, pokrojoną paprykę, cukier, ocet, wszystkie przyprawy. Gotować jeszcze około 30 minut.
   Mąkę ziemniaczaną rozrobić w małej ilości wody, wlać do sosu, zagotować.
   Sos gorącym wlewać do wyparzonych w piekarniku słoików, zakręcać, stawiać do góry dnem i nakryć kocem (ja nie nakrywam).
   Nie trzeba się bać nalewać do dużych słoików. Otwarty słoik na pewno nie zdąży się zepsuć w lodówce :D

   Zdaje się, że przepis jest dość pracochłonny. Ale to tylko się zdaje. Szczególnie, jeśli robi się z dużych pomidorów. Że u mnie jest sporo małych koralikowych, to nie sposób obrać je ze skórki. Więc ja podgotowuję i przecieram przez cedzak. I to właśnie wymaga najwięcej czasu i wysiłku. Pozostałe idzie szybko i sprawnie. Tym bardziej, że nie przywiera za bardzo do dna garnka i w tym samym czasie można zajmować się czymś innym.
 
   No i jeszcze z tych dobrych wieści: Nikita dostał decyzję Wojewody na zamieszkanie w Polsce na try lata! Ta-dam! Na trzy lata mamy spokój!!!
   I jeszcze... Dostałam od córci tak piękny prezent na urodziny, że nie sposób go opisać. Zaczekam na aparat i zamęczę Was zdjęciami :) Powiem tylko, że jest to stara zastawa kawowo-obiadowa francuskiej manufaktury, która składa się z... nie wiem jeszcze, ale chyba około 80 elementów =O Jest cudna! Piękna! I kochana! I zastawa, i córcia! :D

   No, i na koniec troszkę zdjęć "bieżących" :) Synek pierwszy raz zobaczył na żywo starą lokomotywę:


    Sierpniowe niebo:

   Posiaduszki jednych (symboliczna więź pokoleń):

   I drugich :)

   Żartowaliśmy, że ten sprawa to pewnie pasożyty w dymie wykurza :D

   No i na koniec... Pewnie większość z Was zna Jole z Jolinkowa i jej wciągający blog. Trwa projekt w Polak Potrafi, akcja o pomoc dla niej w zbudowaniu godnej stajenki dla jej kózek. Bardzo proszę, nie pozostańcie obojętni. Czyż ona i jej kózki nie zasługują na to? :)

   To co? Do kolejnego! Ciszy i spokoju Wam wszystkim!

   Pa!

* * *

   PS. Nawet nie wiem, kiedy to pyknęło u mnie 100 000! Już aż 100 000! Dziękuję!!!!!

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam sos słodko kwaśny. Grzechem było by gdybym miała go nie zrobić

    OdpowiedzUsuń
  2. Boćki grzeją pióra przed odlotem. Ciekawy przepis. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Luda daj Młodego do przedszkola. On będzie się ciekawych rzeczy uczył, bawił z innymi dziećmi, a TY będziesz miała więcej spokoju. Pozdrwiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcie z bocianami fantastyczne! Kochane ptaszyska, tyle w nich uroku:) Przepis an sos ciekawy i chyba się skuszę:) Przedszkole to dobre miejsce dla małego człowieka:) Mówię to jako mama i nauczycielka:) Pozdrawiam cieplutko Ludo:) Ania

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny przepis, skorzystam na pewno. A co opcji przedszkola to w pełni popieram, bo kształtuje ono osobowość i zachowania społeczne dziecka. Mój Syn dopiero w zerówce nauczył się w pełni poprawnie zachowywać zwłaszcza w kontaktach z rówieśnikami. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Robiąc sok z jabłek `myślałam o Tobie ,o tym jak Wam się wiedzie ;)
    Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też siedzę w przetworach. Fajny ten twój przepis, jak znajdę chwilę czasu to wypróbuję. Boćki na kominach wyglądają bardzo sympatycznie.
    Również jestem za wysłaniem dzieciaka do przedszkola. Powinien mieć kontakt z rówieśnikami.
    Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
  8. Luda dziekuje za przepis robie juz 2 porcje fenomenalny!

    OdpowiedzUsuń